Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 grudnia 2020

"Rywalka" Maxime Parker

Źródło okładki: Novae Res

Tytuł: Rywalka
Autor: Maxime Parker
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 302

Przeszłości nie da się tak do końca zostawić za sobą, zapomnieć, można jednak próbować. Z tego założenia wychodzi Karla, która zostawia pewne wydarzenia za sobą, wyprowadza się do miasta i próbuje ułożyć sobie życie u boku mężczyzny, z którym wiąże swoją przyszłość. W życiu zawodowym też nie narzeka, ma szansę na upragniony awans, na który ciężko pracowała. Wydaje się, że wszystko jest na dobrej drodze, układa się w dobrym kierunku. Jeden list burzy jej spokój, niepokojący, przywołujący najgorsze wspomnienia, które starała się skrupulatnie zagrzebać w pamięci. Kto go napisał i jaki ma cel? Czy chce jej zaszkodzić?

Trzeba przyznać, że opis intryguje i zapowiada sporą dawkę emocji, jakie zazwyczaj serwują thrillery psychologiczne. Ostatnio nie było mi po drodze z tym gatunkiem literackim, rzadziej po niego sięgam i postanowiłam to zmienić. Co takiego odnalazłam na kartach tej powieści?

Pozytywnie mnie zaskoczyła od początkowych rozdziałów, po których od razu wsiąka się w treść. W sumie nie jestem w stanie stwierdzić, co sprawia, że tak przyciąga uwagę. Myślę, że częściowo lekki styl, ale przede wszystkim atmosfera, która osacza. Czuć niepokój, pewien mrok, ale jeszcze niesprecyzowany, czający się gdzieś w nieokreślonej postaci. Wiadomo, że ma on jakiś związek z przeszłością głównej bohaterki, z jej dawnym życiem, ale nie spodziewałam się niemal do końca, co tak naprawdę się wydarzyło.

„Dziś jest ten dzień. Nie zaczął się dobrze, bo po raz pierwszy wygarnęłam ojcu. Ale co tam, dziś czeka mnie tyle wrażeń!” str. 21

Życie Karli układa się dobrze. Poznajemy główną bohaterkę w momencie, gdy jest w szczęśliwym związku oraz na określonej pozycji w życiu zawodowym. W pewnym momencie wszystko zaczyna nabierać innych barw, zaczynają się dziać niepokojące i trudne do wyjaśnienia rzeczy, które ją osaczają z każdej strony, przez co zaczyna popełniać błędy. Atmosfera się zagęszcza i trudno wywnioskować, o co w tym wszystkim chodzi. Karla coraz bardziej pogrąża się w chaosie, chociaż przeczuwa, kto za tym stoi. Nie rozumie tylko do końca powodów takiego postępowania. Do wydarzeń z przeszłości nie chce wracać, nie chce by ktokolwiek się dowiedział. Czytelnik podąża jakby dwiema ścieżkami. Z jednej strony obserwuje obecne życie Karli i wydarzenia z pozoru drobne, które mają wpływ na nią i jej bliskich. Z drugiej strony przenosi się do tego dnia w przeszłości, który odcisnął piętno na wszystkim, co było później. W pewnym momencie każdy element mozaiki łączy się ze sobą, dając niespodziewany wynik. Autorka świetnie posplatała poszczególne wydarzenia, rozsiewając klimat pełen niedomówień i dobrze skrywając przeszłość. Zakończenie zupełnie mnie zaskoczyło, jestem pod wrażeniem. Dobrym pomysłem było także dodanie skrawków pamiętnika Lily. Ogólnie konstrukcja książki potęguje niepokój i sprawia, że obraz jest pełniejszy.

Autorka poruszyła w książce sporo ważnych tematów. Jednym z nich jest pomoc porzuconym zwierzętom i bezduszność, z jaką ludzie potrafią je traktować. Problemem jest też przygarnięcie takiego zwierzaka, a później oddanie go z powrotem z byle powodu, bo tak wygodniej. Widać, że autorka jest miłośniczką zwierząt, bo wątków związanych z tym tematem jest więcej. Okazuje się też, że część z nich inspirowana jest prawdziwymi historiami.

„Bo prawda jest taka, że pies jest „na życie”, a nie „do czasu gdy”…” str. 163

„Rywalka” to dobrze skonstruowany, przemyślany i zaskakujący thriller psychologiczny, który roztacza gęstniejącą atmosferę i przyciąga uwagę. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością, tworząc niepokojący i intrygujący obraz wydarzeń, których wynik stanowi prawdziwą niespodziankę. Ze swojej strony polecam tę książkę, która pozytywnie mnie zaskoczyła.

niedziela, 21 czerwca 2020

"Satyricon" Gertrud Hellbrand

Tytuł: Satyricon
Autor: Gertrud Hellbrand
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 304

Każdy człowiek jest inny, ma swoje marzenia, pragnienia, czasem niezrozumiałe dla innych. Gdy Olivia w czasie studiów spotyka na swej drodze Renée i Rufusa - jest nimi zafascynowana. Rodzeństwo jest pewne siebie, ekscentryczne, przyciągają uwagę i ludzi do siebie. Rozsiewają wokół klimat dekadencji, swobody, zmysłowości. Olivia godzi się na grę, o której nic nie wie, a która już na zawsze pozostawi piętno na jej skórze. Ufa, jest podekscytowana i w pewnym momencie to całą ją pochłania, ukazując oblicze, którego się nie spodziewała. Czy ta część jej zawsze tam była, czekając na sposobność jej odkrycia?

Poznając różne gatunki literackie, różne książki, wiemy, które bardziej, a które mniej nam pasują. Czasem, mimo że wiem, że to nie są moje klimaty, sięgam po książkę, po to by się przekonać, czy coś się w tym zakresie zmieniło. Można powiedzieć, że tak było tym razem, chociaż w sumie to nie spodziewałam się do końca tego, co znalazłam w książce. Spodziewałam się, że raczej romantyzmu tu nie uraczę i będą pikantniejsze sceny, ale nie sądziłam, że będzie aż tak kontrowersyjnie.

Fabuła jest bardziej wielowarstwowa, niż mogłoby się wydawać, patrząc na opis. Główny wątek związany jest z Olivią i jej odkrywaniem siebie, lecz każda postać występująca w tej książce w pewnym sensie wplata się w tą historię, poznaje się ją i jej życie. Autorka pokazuje też, że nie zawsze to, kim jesteśmy, musi mieć swoje zakorzenienie w przeszłości. Nie zawsze jest to związane z jakimiś konkretnymi doświadczeniami. Czasem, zupełnie niespodziewanie można o sobie dowiedzieć się czegoś, co jest prawdziwym zaskoczeniem, co jest silne, mroczne i niezrozumiałe. Dodatkowo w trakcie czytania dowiadujemy się o pewnej tragedii, której karty odkrywane są stopniowo. Tragedii, która miała związek z kręgiem Satyricon i grą, którą ta grupa prowadziła.

Teraz dochodzimy do takiego momentu, w którym powinnam wspomnieć o bohaterach. Pomijając fakt, że nie byłam w stanie zrozumieć ich postępowania, to nie czułam też emocji płynących z lektury. Trudno powiedzieć, co było tego przyczyną, może sama tematyka. Najbardziej zagadkową postacią była dla mnie Renée, tajemnicza, swobodna może aż za bardzo, pewna siebie. Czuć było też wewnętrzną walkę, jaką prowadzi Olivia. Czasem odnosiło się wrażenie jakby i tak była na straconej pozycji, chociaż był też moment zaskakujący związany z tą postacią. Rufus, to miała być postać mroczna, oschła, władcza, chociaż dla mnie okazała się trochę papierowa. Postaci jest więcej, a każda z nich ma swoje słabości i pragnienia, które czasem są przytłaczające. Z książką mam pewien problem, po prostu nie jest to lektura dla mnie i nie mam tu na myśli samych pikantniejszych scen. Zagadnienia poruszane w powieści nie są dla mnie, wolę jednak wątki romantyczne.

„Satyricon” to książka dobrze napisana pod względem stylu, ale o tematyce, która nie jest dla każdego. O pragnieniach przechodzących wręcz w obsesję, pochłaniających, silniejszych od głosu rozsądku. Miejscami ciekawa, miejscami przytłaczająca. Sami zastanówcie się, czy taka tematyka przypadnie Wam do gustu.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

"Arabski książę" Tanya Valko

Źródło okładki: Prószyński i S-ka
Tytuł: Arabski książę
Autor: Tanya Valko
Seria: Orientalna saga (tom 11)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 736

Niejedna osoba marzy o bogactwie, myśląc że ono rozwiązuje wiele problemów, daje siłę, władzę, szczęście, wolność. Czy to w rzeczywistości tak pięknie wygląda? Patrząc na losy Doroty i jej córek Marysi i Darii można stwierdzić, że wszystko ma swoją cenę, każda decyzja niesie pewne konsekwencje, które mogą okazać się bardzo kosztowne. Los rzucił im wiele kłód pod nogi i wygląda, jakby w końcu się uspokoiło, ale to jeszcze nie koniec. Jeszcze na ich drodze pojawiają się nowe przeszkody a los nie odkrył wszystkich kart i niespodzianek, które ma w zanadrzu. Jaki dalszy ciąg będzie miała historia tych kobiet? Czy odnajdą spokój i szczęście? Czy ich plany i marzenia mają szansę na spełnienie?

Do przeczytania tej książki zachęcił mnie jej opis, ale uwagę zwróciła też tajemnicza okładka. Dawno już nie czytałam powieści, której fabuła osadzona jest w krajach arabskich. Nie poznałam też twórczości autorki i muszę przyznać, że zwróciłam uwagę, że jest to kontynuacja serii, ale nie sądziłam, że aż jedenasty tom Orientalnej sagi. Zazwyczaj cykle staram się poznawać od początku, a tu taka niespodzianka. Czy ciężko mi było wciągnąć się w opowieść?

Na początku chwilę mi zajęło poznanie głównych bohaterów, relacji między nimi, ich sytuacji życiowych. Pomocna w tym zakresie okazała się geneza postaci zamieszczona na końcu książki. Dalej już zupełnie nie myślałam na ten temat, gdyż opowieść skutecznie przykuła moją uwagę plastycznymi opisami, realizmem przedstawionych wydarzeń, siłą przekazu. Na wstępie autorka wyjaśnia, że nie jest to powieść historyczna, chociaż pojawiają się w niej też znane postacie, ale mimo to czuje się więź z fikcyjnymi bohaterami, których los obserwuje się ze skupieniem i ciekawością. Czuje się też różne emocje, które są reakcją na wydarzenia rozgrywające się w życiu tych trzech kobiet i ich bliskich. Trzeba przyznać, że dzieje się coś cały czas, zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym, życiowych zakrętów nie brakuje, nie brakuje też trudnych tematów, z którymi niejako związane jest życie kobiet w Arabii Saudyjskiej.

Przejdźmy do bohaterów, których w tej opowieści przeplata się wielu. Na mnie największe wrażenie wywarły kreacje postaci kobiecych. Marysia spełniająca się zawodowo i równocześnie działająca w słusznej sprawie, by pomóc kobietom. Pełna pomysłów, inteligentna, wiecznie zabiegana, przez co niestety cierpi też jej rodzina. Daria, silna, ale teraz też zagubiona i osaczona przez traumatyczne wspomnienia. Aruba, wysportowana, pewna siebie, pomocna. Mieszane uczucia wywoływała na początku Salma, lecz w trakcie lektury zmienia się jej obraz. Wśród męskich postaci wyróżnia się Hamid, wspierający swoją żonę, wyrozumiały, cierpliwy, opiekuńczy i silny, stanowiący oparcie. Drugą postacią jest książę Anwar, który okazał się prawdziwą niespodzianką. Autorka wykreowała pełnych życia bohaterów, każdy z nich z własnym bagażem doświadczeń, pragnieniami, oczekiwaniami, chwilami zwątpienia. Każdego historia jest ciekawa, czasem smutna, przerażająca, przytłaczająca a czasem szczęśliwa. Różnie układają się losy ludzkie i trudno przewidzieć, co wydarzy się w przyszłości.

Zaletą tej książki jest też tło społeczno obyczajowe, pokazanie odmiennej kultury i zmian, które na przestrzeni lat zachodzą. Czytając czuje się, że pisarka dobrze przygotowała się merytorycznie, by oddać realia świata, który przedstawia. Na końcu każdego rozdziału przetłumaczone są zwroty i nazwy obcojęzyczne. Dodatkowo na końcu książki jest słowniczek oraz dwa rozdziały, z których jeden poświęcony jest historii Arabii Saudyjskiej, a drugi historii Libii.

„Arabski książę” to mocna książka, ciekawa, pełna niespodzianek i nietuzinkowych postaci, których losy układają się w skomplikowany, wielobarwny obraz. Autorka nie stroni od trudnych tematów, jednocześnie przedstawiając je w łatwy w odbiorze, ale wzbudzający wiele emocji sposób. Opowieść daje do myślenia i poszerza horyzonty, ukazując inną kulturę, tak odmienną od naszej. Porusza i jest niczym rwąca rzeka, w której nie brak zwodniczych zakrętów, ostrych kamieni i innych przeszkód na drodze. Może Was też porwie równie mocno jak mnie.

czwartek, 29 marca 2018

"To nie może być prawda" Hanna Dikta

Tytuł: To nie może być prawda
Autor: Hanna Dikta
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 272

Życie jest pełne zakrętów i nie sposób przewidzieć, co znajduje się za każdym z nich. Niespodzianek nie brakuje, niestety nie zawsze tych miłych. Małgorzata ma opiekuńczego i kochającego męża, bliskie przyjaciółki, które zawsze ją wspierają i pracę, do której chętnie przychodzi. Wydawać by się mogło, że niczego jej nie brakuje. Gdzieś głęboko, na dnie serca tli się jednak zadra przeszłości i wspomnienia o mężczyźnie, którego kiedyś bardzo kochała. Gdy ponownie pojawia się w jej życiu, wszystko, co z takim trudem zbudowała rozsypuje się w drobny mak. Okazuje się, że Krzysztof chce z nią porozmawiać po raz ostatni. Umiera. Ta rozmowa staje się początkiem zamętu, który zmienia jej spojrzenie na przyszłość.

Hanna Dikta – autorka książki „We troje” a także tomiku poezji „Stop-klatka”. Zwyciężczyni licznych konkursów. Napisała także kilka opowiadań, które można było przeczytać w lokalnej prasie.

Książkę od jakiegoś czasu miałam w planach. Zaintrygował mnie jej opis, który zapowiada życiową opowieść przeplataną tajemnicami przeszłości. Rzeczywistość okazała się bardziej zaskakująca niż myślałam.

Historia rozpoczyna się całkiem zwyczajnie. Obserwujemy główną bohaterkę Małgorzatę i jej rutynę dnia codziennego. Pozwala to na lepsze jej poznanie oraz ludzi, którzy uczestniczą w jej życiu. W trakcie opowieści można także poznać nieco jej poglądów na różne tematy. Małgorzata jest nauczycielką języka polskiego. Wybrała trudny zawód, lecz praca przynosi jej satysfakcję i nie wyobraża sobie, by mogła robić coś innego. Ma jeszcze jedno marzenie, które niestety z każdym kolejnym dniem wydaje się coraz mniej realne. Jej mąż Marcin to troskliwy, przystojny i silny mężczyzna. Jest lekarzem. Jego praca wymaga poświęcenia, lecz mężczyzna zawsze znajduje chwilę dla żony, by ją przytulić, powiedzieć parę ciepłych słów, wesprzeć, kupić kwiaty, czy też przyrządzić śniadanie. Można by pomyśleć, że to chodzący ideał, bez skazy. Czy jednak ideały w prawdziwym życiu istnieją? Kolejną ciekawą postacią jest przyjaciółka Ania, bardzo nowoczesna kobieta, lubiąca dobrą zabawę i przelotne związki, wzbudzająca kontrowersje. Co jednak ważne, zawsze jest, gdy Małgorzata ją potrzebuje, dodaje jej otuchy w trudnych momentach, rozśmiesza, gdy jest jej smutno. Okazuje się, że też skrywa pewną tajemnicę z przeszłości. 

„Zresztą daleka już była od oceniania kogokolwiek. Zbyt dobrze wiedziała, że czarno-biało widzi rzeczywistość tylko młodzież, świat dorosłych jest zaś pełen szarości.” str. 84

Każdy z bohaterów jest inny, z chwilami zwątpienia, różnymi problemami i marzeniami. Różnie też układają się ich losy, często bazując na dotychczasowych doświadczeniach i bliznach przeszłości. Patrząc na główną bohaterkę odnosi się wrażenie, że sama nie wie, czego w życiu chce. Wciąż czuje niedosyt i nie docenia tego, co ma w zasięgu ręki. Nie umie czerpać radości z życia, gdyż skrywa pewien mniej chwalebny sekret, który nie daje o sobie zapomnieć, nie pozwala odetchnąć często napełniając serce niepokojem. Wszystko się jeszcze pogłębia po rozmowie z Krzysztofem, jej dawną miłością.

„Odwaga to nie brak strachu, lecz robienie tego, czego się obawiamy, bez względu na lęk.” str. 161

Pisarka wplotła w opowieść wiele życiowych wątków. Porusza trudne tematy. W życiu bohaterów jest wiele elementów, które mogłyby dotyczyć niejednej osoby. Przeplatają się problemy i radości, pojawiają ludzie przyjaźni i przytłaczający. Tematyka jest rozległa. Jest miejsce na przyjaźń i miłość, jest też na strach, brak wiary w siebie i innych, utratę bliskiej osoby, chorobę dziecka i toksyczne relacje. Każdego z bohaterów życie inaczej doświadcza i każdy z problemami radzi sobie w odmienny sposób. To lekka opowieść, chociaż nacechowana emocjami i pełna różnych, życiowych sytuacji. Muszę też przyznać, że tematyka mnie zaskoczyła. Czytając opis na okładce myślałam, że tajemnica powierzona przez Krzysztofa będzie dotyczyła czegoś zupełnie innego. 

Zakończenie nie wyjaśnia wszystkiego, jest otwarte i pozostawia miejsce dla naszej wyobraźni, chociaż chętnie poznałabym też dalsze losy bohaterów w kolejnej części. Los Małgorzaty może potoczyć się w różnych kierunkach. Niestety główna bohaterka nie wzbudziła mojej sympatii.

„To nie może być prawda” to książka o życiowych zakrętach, wzlotach i upadkach, o miłości i nadziei a także o trudnych wyborach, błędach i ich konsekwencjach. Czasem jedno wydarzenie może stać się początkiem lawiny, której już nie da się zatrzymać. W takiej sytuacji nie można się poddawać i zadręczać. To nic nie da, a tylko pogłębi straty. Trzeba podnieść się i spróbować poukładać wszystko jeszcze raz, mając w sercu nadzieję na lepsze jutro i promyk słońca.

poniedziałek, 12 marca 2018

"Całe miasto o tym mówi" Fannie Flagg

Tytuł: Całe miasto o tym mówi
Autor: Fannie Flagg
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 464
Data premiery: 14.03.2018

W 1889 roku Lordor Nordstrom upatrzył sobie piękny skrawek ziemi w malowniczym zakątku Missouri. Postanowił się tam osiedlić i tak rozpoczęła się historia miasteczka Elmwood Springs. Zanim jednak to miejsce będzie tętniło życiem minie trochę lat, ale z każdym, kolejnym rokiem będzie się rozwijało i przyciągało kolejnych osadników. Każda z tych osób doplecie kawałek swojej historii, tworząc wspólnie barwny, pełen emocji arras. Są jeszcze Spokojne Łąki, miejsce tajemnicze, niosące nadzieję i spokój. O nim też jest ta opowieść.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością pisarki okazało się zaskakujące. Nie do końca zdawałam sobie sprawę, co znajdę w tej książce. Zainteresował mnie jej opis i tytuł. Treść okazała się znacznie lepsza. To mieszanka życiowych historii, różnobarwnych emocji i nieszablonowych postaci.

Z wielkim zainteresowaniem śledziłam początki Elmwood Springs i zmiany, jakie stopniowo zachodziły z każdym, następnym rokiem. Wydawać by się mogło, że opowieść będzie monotonna. Nic bardziej mylnego. Dzieje się w niej wiele, a wraz z osiedlaniem się kolejnych mieszkańców opowieść nabiera coraz więcej barw. Przybywa też wątków pobocznych, które są zróżnicowane i intrygujące. Przez chwilę nawet pojawiają się takie postacie jak Clyde Barrow i Bonnie Parker, a to tylko namiastka tego, co jeszcze znajduje się w książce.

Akcja rozgrywa się na przestrzeni wielu lat, poczynając od roku 1889, a kończąc na czasach obecnych. Śledząc losy rozwijającego się miasteczka, równolegle obserwuje się zmiany zachodzące na świecie, takie jak wojnę i jej konsekwencje, rozwój technologii i jego wpływ na życie zwykłych ludzi. Autorka bardzo dobrze nakreśliła tło społeczno obyczajowe obfitujące w wiele wydarzeń. Miejscami wręcz można się nieco zagubić od nadmiaru informacji i postaci przeplatających się w opowieści, zwłaszcza że od pewnego momentu wydarzenia przedstawiane są dwutorowo. Z jednej strony czytelnik obserwuje wydarzenia w miasteczku, z drugiej komponujące się z nimi te w Spokojnych Łąkach. Powstaje z tego intrygująca mieszanka. Wszystko do siebie pasuje.

Fabuła jest wielowątkowa i pełna emocji. Nie brakuje życiowych sytuacji o różnym wydźwięku. Tematyka jest rozpięta i aż trudno uwierzyć, że w jednej książce zmieściło się tak wiele i tak wyraziście napisanych opowieści. Jest miłość o różnej barwie, także ta trudna i przytłaczająca, jest przyjaźń, utrata bliskich, poświęcenie, pomoc, kłamstwa, bolesne wspomnienia, tęsknota i niezrozumienie a także różne relacje. Jest też wiara w ludzi i w to, że każdy skrywa w sobie chociaż odrobinę dobra, tylko nie zawsze jest ono widoczne od razu. Autorka ukazuje różne ludzkie oblicza a także to, że czasem wystarczy niewiele, by wydobyć ukryte dobro. Los każdego z bohaterów jest inny, bazuje na różnych doświadczeniach, czasem mało przyjemnych i to wszystko kształtuje charakter. Niestety niektórzy mają wciąż pod górkę i ciężko wówczas mieć w sercu nadzieję na lepsze jutro.

„Bywa, że kiedy człowiek się dużo nacierpi, nagle, w najmniej spodziewanym momencie, los znajduje jakiś dziwny sposób, by wszystko ułożyło się tak, jak powinno.” str. 401

Trudno powiedzieć, kto w tej opowieści jest głównym bohaterem. Myślę, że niemal każda z postaci, gdyż każdej los jest równie ważny i wplata się nierozerwalnie w historię miasteczka, które rozwija się na naszych oczach. Dużo sympatii wzbudza Lordor, ale także Katrina Olsen. Na długo w mojej pamięci zagości również Elner Shimfissle. Jej osobowość i wiara w ludzi ogrzewają serce. To bardzo pozytywna i ciekawa postać. Sporo emocji wzbudza także los Hanny Marie. Wymieniać mogłabym tak jeszcze długo, gdyż interesujących postaci w tej powieści jest bardzo wiele.

„Wiesz, Normo, zawsze myślałam, że jeśli nie będę zajęta cały dzień i noc, coś przegapię, ale teraz widzę, jak przyjemnie jest po prostu obserwować świat, który nas otacza. Szkoda, że nie wiedziałam tego wcześniej.” str. 442

„Całe miasto o tym mówi” to poruszająca wiele ważnych tematów, utkana z emocji, piękna i skłaniająca do refleksji opowieść, spleciona z losów mieszkańców miasteczka Elmwood Springs. To zaskakująca, miejscami zabawna, oryginalna i intrygująca podróż w przeszłość, podczas której czytelnik może też obserwować zmiany zachodzące na świecie na przestrzeni lat i ich wpływ na życie zwykłych ludzi. Spoiwem całości jest tajemniczy wątek związany ze Spokojnymi Łąkami, miejscem, w którym całkiem sporo się dzieje. A zakończenie? Niesie nadzieję niczym pierwsze pączki na drzewach zwiastujące wiosnę.

czwartek, 8 lutego 2018

"Apartament w Paryżu" Michelle Gable

Tytuł: Apartament w Paryżu
Autor: Michelle Gable
Wydawnictwo: W.A.B
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 544

Zapomniany apartament w Paryżu, wypełniony po brzegi pięknymi, oryginalnymi i wartościowymi przedmiotami to marzenie niejednej osoby zajmującej się wyceną mebli. Kto w nim mieszkał i jaka historia się za tym kryje? Dlaczego do mieszkania nikt nie zaglądał przez 70 lat? Tego stara się dowiedzieć April pracująca dla domu aukcyjnego Sotheby’s. Wyjazd do Paryża jest dla niej odskocznią od codziennych problemów i daje jej czas na zastanowienie się nad własnym życiem osobistym. Równocześnie historia apartamentu    rozbudza wyobraźnię, intryguje, dostarcza wielu wrażeń, ale także przywołuje głęboko skrywane i bolesne wspomnienia. Losy dwóch kobiet z różnych czasów splatają się w barwną opowieść. Kobiet, których nie łączą żadne więzy krwi, a jednak w pewien sposób stają się sobie bliskie, gdyż łączą je wspólne pragnienia: szczęścia i miłości.

„Odchylona na fiołkowej kozetce, kobieta odwraca głowę od portrecisty. Włosy ma brązowe, spięte niedbale z tyłu, niezbyt wysoko. Ubrana jest w różową zwiewną suknię, która opływa jej nogi niczym syreni ogon. Pomimo wspaniałości stroju biżuterię ma niewyszukaną, prostą i skromną, a jej twarz, nieskażona makijażem, olśniewa najczystszym pięknem.” str. 23-24

Michelle Gable – pisarka mieszkająca w Kalifornii. Przez dwadzieścia lat pracowała w finansach i pod koniec tego okresu napisała swoją pierwszą książkę. „Apartament w Paryżu” to jej debiut literacki. Powieść ukazała się w 2014 roku, a dwa lata po niej została wydana kolejna książka autorki „Do zobaczenia w Paryżu”.

Prosta, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, okładka dobrze pasuje do tej książki, której akcja rozgrywa się głównie w Paryżu kojarzonym z elegancją, klimatem, nonszalancją. Treść powieści to pełna paleta barw życia, intensywna, intrygująca, emocjonująca, niestroniąca od kontrastów i mocniejszych akcentów. Nie spodziewałam się, że ta książka wywrze na mnie aż takie wrażenie. Jej lektura to czysta przyjemność. Takie debiuty literackie lubię, chociaż autorka postawiła sobie wysoko poprzeczkę, więc tym bardziej ciekawa jestem kolejnej jej powieści.

Od samego początku, momentalnie wsiąka się w opowieść. Apartament przy placu Pigalle skrywa wiele tajemnic, a każdy z przedmiotów w nim się znajdujących to skrawek historii nieznanej, intrygującej kobiety, która w nim kiedyś mieszkała. To miejsce jest niczym kopalnia skarbów z czasów belle epoque. Siedem pomieszczeń, a w każdym coś innego, pięknego i cennego. Dla domu aukcyjnego to prawdziwa gratka. W tym wypadku jednak zwykła wycena to za mało. April postanawia odtworzyć życie mieszkanki tego miejsca i poznać jej tajemnice, z pozoru kierując się względami zawodowymi. Historia, którą powoli odkrywa zmienia też ją samą, jej podejście, spojrzenie na bieżące problemy, dążenie do szczęścia. Nowy York, który April zostawiła za sobą wydaje się odległy, mniej istotny, mniej bolesny. Paryż zaś daje szansę na coś nowego, chwilę wytchnienia, wolność, poznanie siebie na nowo. Historia nieznanej kobiety wnika głęboko w jej serce, nie pozwala o sobie zapomnieć, wzbudza emocje i intryguje. Rozszyfrowanie tej tajemnicy staje się jej celem. April chce upamiętnić historię kobiety, która kochała, nienawidziła, walczyła o szczęście. Czy uda się poznać jej losy i odkryć w pełni tajemnice apartamentu przy placu Pigalle?

Książka wzbudza wiele pozytywnych emocji. Do samego końca nie wiadomo, co z tego wszystkiego wyniknie. Samo poznawanie kolejnych wydarzeń intryguje i sprawia, że trudno oderwać się od lektury. W tej powieści nie ma postaci jednowymiarowych, nie ma też prostych odpowiedzi. Każdy z bohaterów ma swoje słabości, problemy, pragnienia, podejmuje trudne decyzje, zmienia się. Wszystko to daje do myślenia i sprawia, że chce się więcej.

Celowo nie opisuję postaci i nie wspominam o pewnych aspektach powieści, gdyż jej odkrywanie stanowi prawdziwą przyjemność i nie chciałabym jej popsuć. Tajemnicza kobieta w różowej sukni to główny i świetnie nakreślony wątek powieści, którą czyta się jednym tchem. Zupełnie nie czuć, że jest to debiut literacki. 

„Apartament w Paryżu” to zaskakująca powieść, do której Was zachęcam, gdyż jej lektura jest niczym emocjonująca podróż w przeszłość. Do Paryża z czasów pięknych sukni, balów, szyku, przepychu. W tej powieści nieco zaciera się granica między przeszłością i teraźniejszością. Splatają się losy dwóch, zupełnie obcych kobiet. Książka pozostaje w pamięci i zachęca do sięgnięcia po kolejną powieść pisarki.

wtorek, 9 stycznia 2018

"Pachinko" Min Jin Lee

Tytuł: Pachinko
Autor: Min Jin Lee
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 576

Życie toczy się swoim tempem i trudno przewidzieć, w którym kierunku nas poniesie. Jedna decyzja może być przyczyną lawiny wydarzeń i wpłynąć na losy całej rodziny. Sunja opuszcza rodzinne strony i wyjeżdża z Korei, pozostawiając za sobą wszystko, co było jej bliskie. W tym momencie nie podejrzewa, że ten wybór zaważy nie tylko na jej przyszłości. Chce być szczęśliwa, pomóc najbliższym, coś naprawić, zmienić. Wierzy, że jutro będzie lepiej i że to właściwa decyzja. Czy słusznie? Czy wyjazd do Japonii przyniesie jej spokój i szczęście? Jak potoczą się losy jej rodziny?

Min Jin Lee – autorka, która za swą twórczość otrzymała nagrody The Peden Prize for Best Story i The Narrative Prize for New and Emerging Writer. Współpracuje między innymi z „New York Times”, „Vogue”, „The Wall Street Journal”. W latach 2007 – 2011 przebywała w Tokio i przygotowywała się do książki, która teraz może trafić do Waszych rąk.

Po przeczytaniu opisu fabuły wiedziałam, że jest to książka dla mnie. Nasuwała skojarzenie z powieścią, którą nie tak dawno czytałam, a mianowicie „Czerwone dziewczyny”. Akcja również rozgrywała się w Japonii, ale dotyczyła kobiet pochodzących z tego kraju. W „Pachinko” pisarka przedstawia losy rodziny, której korzenie wywodzą się z Korei, ale większość życia związała z Japonią. Nazywa się ich Zainichi, chociaż nie każdy zgadza się na to określenie. Pierwszy raz czytałam na ten temat, ale warto taką tematykę poruszać.

Pisarka utkała piękną, smutną, pełną nadziei sagę rodzinną na kanwie przemian zachodzących w Korei, Japonii i na świecie. Jej poznawanie to gra na emocjach różnego typu, pozytywnych i negatywnych. Opowieść rozpoczyna się 1910 roku w Korei i snuje aż do roku 1989. Korea aż przez 35 lat była pod japońską okupacją. Wiele się w tym czasie dzieje na świecie, a wszystkie te wydarzenia mają ogromny wpływ na życie zwykłych ludzi, którzy walczą o przetrwanie w tych trudnych, pełnych bólu i niespokojnych czasach. Marzą o lepszym życiu, o normalnych warunkach, dobrej pracy, bezpieczeństwie własnych dzieci i ich szczęściu. Autorka poruszyła też złożony, trudny temat a mianowicie życie w obcym kraju i problemy z tym związane.

Na początku trudno mi było odnaleźć związek tytułu z opowieścią. Wszystko jednak stopniowo się rozjaśnia. Pachinko przewija się przez całą sagę. Gra, która jest zwodnicza, daje nadzieję, mimo, że większość graczy przegrywa. Marząc o szczęściu i odmianie losu, sami go czasem przekreślają. Gra toczy się dalej, obojętnie, w swoim rytmie. 

„Etsuko zawiodła także pod tym względem: nie nauczyła swoich dzieci nadziei, wiary w żałośnie małe prawdopodobieństwo wygranej. Pachinko jest niemądrą grą – w przeciwieństwie do życia.” str. 480 

Siłą opowieści są jej bohaterowie, a właściwie głównie bohaterki. Kobiety silne, walczące o rodzinę, skłonne do wszelkich poświęceń, podejmujące dobre, ale też zgubne w skutkach decyzje. Najwięcej emocji wzbudzają Sunja, Yangjin oraz Kyônghúi. Zasmuca także los Yumi. W powieści nie zabrakło też postaci zagubionych, podążających w złym kierunku, samotnych i nieszczęśliwych. Ich los przytłacza, chciałoby się go zmienić, trudno biernie przyglądać się niektórym wydarzeniom. Postaci jest wiele, czasem odnosi się wrażenie, że za dużo. Co prawda każda z historii jest ciekawa, ale niektóre poznajemy trochę pobieżnie i zbyt szybko. Z postaci męskich na plan pierwszy wysuwają się Hansu, Mozasu oraz Noa. Wszystkie razem tworzą barwną, miejscami trochę nierówną historię. 


„Pachinko” to piękna powieść, spleciona bólem, miłością, poświęceniem i nadzieją na lepsze jutro. Gra o lepsze życie, w której bardzo trudno wygrać. Książka mimo obszerności nie przytłacza. Czyta się ją dobrze, śledząc losy poszczególnych bohaterów, których w opowieści nie brakuje. Splatają się smutne i radosne historie, a obraz, który z nich się wyłania daje do myślenia, zasmuca, otwiera oczy na różne problemy. Zachęcam Was do tej lektury, która zapada w pamięci, jest barwna i wzbudza emocje. Wraz z Sunją możecie wyruszyć w podróż do Osaki i poznać historię jej rodziny oraz konsekwencje jej wyborów, które z pewnością do prostych nie należały i wymagały odwagi.