Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura piękna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura piękna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 sierpnia 2025

"Zaleca się kota" Shō Ishida

Tytuł: Zaleca się kota
Autor: Shō Ishida
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 264

W Kioto krąży pewna opowieść o tajemniczej klinice Kokoro, dzięki której wiele osób czuje, że zmieniło swoje życie, że pojawiło się w nim więcej szczęścia, spokoju, stało się ono bardziej pełne. Nie jest łatwo do niej trafić, zdarza się to tylko nielicznym, gdyż wskazówki są dosyć mocno skomplikowane i tylko przekazywane drogą pantoflową. Nikt bowiem nie zna dokładnego adresu kliniki i nie każdy może ją dostrzec. W dodatku na miejscu można zostać mocno zaskoczonym, gdyż metody leczenia w tej klinice są dosyć mocno niekonwencjonalne. Wychodząc z kliniki zostaje się zaopatrzonym w transporter z kotem oraz krótką instrukcją. Czy towarzystwo kota może pomóc? Czy jest lekarstwem na tak różne, skomplikowane problemy, które trapią głównych bohaterów tej książki?

Zacznę od razu od tego, że to niesamowita książka, która jest tak nieoczywista, inna i interesująca, że przyciąga uwagę od samego początku. Nie trzeba być miłośnikiem kotów by docenić jej zawartość, wystarczy się rozkoszować jej treścią. Natomiast miłośnicy tych czworonożnych przyjaciół mogą poczuć się w pełni usatysfakcjonowani.

„Bez obaw, zdecydowaną większość problemów da się rozwiązać kotem. A, jeszcze jedno. Jeśli pod gabinetem czeka już następna osoba, mógłby pan powiedzieć, żeby weszła do środka?” str. 98

Książka podzielona została na pięć opowieści, które dotyczą różnych osób, ale splatają się w interesujący sposób ze sobą. Każda z nich dostarcza wielu emocji i przyciąga uwagę nieszablonowością. Każda dotyczy innej osoby i zupełnie innego kota, który jest remedium na problemy, samotność, ustalenie priorytetów w życiu. Pełna klasy Bii, niepokorna Marugo, czy pewien kot z za mało oklapniętymi uszami potrafią zmienić zupełnie sposób myślenia ludzi, do których trafili. Zmieniają ich życie, dostarczają w nim sens, pomagają poradzić sobie z problemami. Jak to możliwe? Może po prostu czasem wystarczy zatrzymać się na chwilę, pomyśleć i spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy, poczuć emocje, poczuć się lepiej, pokonać ograniczenia i cieszyć się chwilami, które są dosyć ulotne i warte zapamiętania.

Opowieści zawarte w tej książce są niczym z pogranicza jawy i snu, przyciągają uwagę, dostarczają emocji i są tak nieoczywiste, że zachęcają do zapoznania się z dalszą częścią. Bo przyznajcie sami, czy słyszeliście o klinice, w której jako remedium na wszystkie problemy dostaje się kota? W dodatku takiego o odpowiedniej, zalecanej dawce, który oddziałuje na pacjenta i ma pozytywny wpływ na jego życie? Ja o takiej klinice wcześniej nie słyszałam, chociaż i bez tego uważam, że zwierzęta mają bardzo korzystny wpływ na nasze życie, są przyjaciółmi, członkami rodzin i pomagają poradzić sobie w codziennych zmaganiach. Styl pisarski jest lekki a zawartość tak bardzo interesująca, że zapomina się o codziennych obowiązkach.

„Zaleca się kota” to nieszablonowa, wypełniona emocjami i niesamowitymi, tajemniczymi historiami książka, obok której trudno przejść obojętnie. Zajmująca, barwna i przede wszystkim inna, dzięki czemu tak mocno zapada w pamięci i daje do myślenia. Trudno było mi się z nią rozstać i tym bardziej zachęcam Was do jej poznania.

piątek, 17 stycznia 2025

"Ludzie, którzy sieją w śniegu" Tina Harnesk

Tytuł: Ludzie, którzy sieją w śniegu
Autor: Tina Harnesk
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2024
Liczba stron: 352

Na dalekiej północy Szwecji, gdzie śnieg skrzypi pod stopami a surowy klimat niesie ze sobą wiele wyzwań, mieszka pewna Saamka o imieniu Mariddja. Mimo upływu lat, a może właśnie z tego powodu, wracają do niej wspomnienia z czasów, gdy opiekowała się małym chłopcem, siostrzeńcem męża. Ten czas wyrył głęboki ślad w jej sercu a jego niespodziewana utrata pozostawiła pustkę. Mariddja postanawia odnaleźć Heaika-Jona by wraz z mężem odzyskać harmonię. 

Z kolei w innym miejscu dla Kaja utrata matki staje się impulsem do przeprowadzki. Chcą z Mimmi osiedlić się w Norrbotten. Tu planują zostać na dłużej. Wtedy jeszcze nie spodziewają się, że w ich życiu pojawi się ktoś szczególny. Niespodziewanie wejdzie w ośnieżonych butach i nic nie będzie już takie same, jak wcześniej.

Do tej książki zachęciły mnie zarówno: piękna w swojej prostocie okładka, jak też opis zapowiadający nietuzinkową treść, wyróżniającą się na tle innych oraz oryginalny tytuł. Te elementy stworzyły razem wizję oryginalnej zawartości, wzbudziły ciekawość, zaintrygowały. Poza tym nie wiedziałam, czego się spodziewać, przez co ta książka wywarła na mnie jeszcze większe wrażenie. Przede wszystkim jest nietuzinkowa i być może nieco surowa, niczym sceneria, w której rozgrywają się wydarzenia. Trochę kanciasta, nieoszlifowana, ale też po prostu piękna i jedyna w swoim rodzaju.

„I napina z dumy piersi
Śnieg opada z tej gałęzi
Wszystko ścina silny mróz
Kiedy świta jasno już
- Ludzie, którzy sieją w śniegu” str. 331

Prolog to tylko początek, a jednak znaczący i potwierdzający oryginalność opowieści, która wstępnie może wydać się surowa, ale krok po kroku się ociepla, zachęca do poznawania ciągu dalszego i mimo swojej prostoty dostarcza wielu wrażeń. Z pewnością w mojej pamięci długo pozostanie Mariddja, jej determinacja i siła mimo wielu przeszkód wzbudzają podziw, tak jak i optymizm. Historia Mariddji i jej męża porusza i daje do myślenia. Nasuwa się pytanie o to, co w życiu jest ważne naprawdę i jak wiele czasu musi upłynąć, by to sobie uświadomić.

Niejako w tle przeplata się pewna legenda, która naznacza tę opowieść oraz życie jej bohaterów. Czasem nie wystarczy spokój, czasem niespokojny duch nie daje usiedzieć w miejscu i sprawia, że wciąż czegoś szukamy, a czasem sprawia to jakiś impuls. Rozpoczyna szereg zmian. Ta opowieść jest także o tym, jak starsi ludzie odsuwani są na bok, samotni i czasem bezradni.

W tej książce wplecionych jest wiele zagadnień, ale ważne jest to, że uwidacznia jak różnie możemy interpretować pewne wydarzenia. Każdy ma różne motywy działania, bagaż doświadczeń, cele w życiu. Nie wszystko układa się tak, jakbyśmy tego chcieli, ale ważne jest by mieć kontakt z drugim człowiekiem i poznać jego punkt widzenia, bo być może nasze postrzeganie wydarzeń nie jest pełne. Zazębiają się przeszłość z teraźniejszością, co w miejscami zabawny, chociaż też smutny sposób obrazują rozmowy Mariddji z Sire. To jeden z ciekawszych wątków tej książki i można powiedzieć, że dobrze wtapia się w dzisiejsze czasy.

„Ludzie, którzy sieją w śniegu” to nietuzinkowa, interesująca opowieść rozgrywająca się w surowej, ale jakże pięknej scenerii północnej Szwecji. To jakby zderzenie dwóch światów, przeszłości i przyszłości. Intryguje i skłania do przemyśleń. Polecam Wam tę lekturę.

poniedziałek, 10 kwietnia 2023

"Małe przyjemności" Clare Chambers

Tytuł: Małe przyjemności
Autor: Clare Chambers
Wydawnictwo: Znak JednymSłowem
Rok wydania: 2023
Liczba stron: 384

Życie Jean Swinney płynie utartym torem, nie ma w nim zbyt wielu zaskoczeń. Praca w redakcji lokalnej gazety oraz szereg obowiązków. Rzadko gdzieś wychodzi, nie może sobie na to pozwolić, nie ma zbyt wielu znajomych. Nie wydaje się też, by w przyszłości mogło coś się zmienić w tym zakresie. Pogodziła się z tym, nie ma większych oczekiwań, skupia się na tym, co trzeba zrobić. Pewien artykuł, który pojawił się w gazecie staje się iskrą, która rozpoczyna zmiany w jej życiu a właściwie to list, który przysłała nieznajoma kobieta po publikacji artykułu. Początkowo zmiany wydają się subtelne niczym lekki wietrzyk, który krok po kroku przekształca się w prawdziwy huragan. Nic już nie będzie takie, jakie było.

Opis na okładce książki jest dosyć zwięzły i zupełnie nie zapowiada tego, co w tej książce się znajduje. Nie zdradza zbyt wiele, daje tylko zarys, co jest dobrym zabiegiem, gdyż treść przynosi wiele niespodzianek. To jedna z tych książek, po których trudno pozbierać myśli, niby płynie niespiesznie, swoim tempem, a jednak wywołuje wiele emocji i co ważne, cały czas podtrzymuje zainteresowanie. Do końcowym stron byłam ciekawa rozwoju sytuacji, chociaż i tak nie przewidziałam takiego zakończenia. Rozpoczyna się także oryginalnie, ponieważ na samym początku możemy zapoznać się z jednym z artykułów „Echa Północnego Kentu”. Artykułu, który po zakończeniu lektury tej książki mocno zapadł w mojej pamięci.

Przenieśmy się więc na przedmieścia Londynu do 1957 roku, w którym wszystko się zaczęło. Poznajemy Jean, o której trudno powiedzieć, że jest szczęśliwa. Zaakceptowała swoją sytuację, ale nie zmienia to faktu, że jest samotną i rozczarowaną kobietą. Przygniata ją rutyna dnia codziennego, błahe tematy o którym pisze nie sprawiają radości a obowiązki nie pozwalają na poznanie kogoś bliżej. Przyszłość nie rysuje się w różowych barwach. Gdy trafia do niej sprawa listu od Gretchen czuje, że to temat, którym warto się zająć, ale zupełnie nie spodziewa się tego, jak wiele zamieszania wprowadzi w jej życiu. Poznanie Gretchen, Howarda i Margaret to dopiero początek historii, która porusza, wzbudza zainteresowanie i pokazuje, że w życiu nie ma łatwych decyzji. Każda niesie konsekwencje, ma wpływ na przyszłość i z jednej strony może przynieść gorzkie wnioski, z drugiej coś nowego, bo zmiany niekoniecznie muszą rozczarowywać. Pisarka pokazuje, jak duży wpływ mają ludzie, których los stawia na naszej drodze. Czasem dodając barw, innym razem wprowadzając zamęt, ból, smutek. Losy każdej postaci w tej opowieści się przeplatają, tak jak ich tajemnice, rozczarowania, oczekiwania i poszukiwania szczęścia.

Autorka zgrabnie buduje opowieść, która dostarcza wielu emocji. Dzieje się też tak za sprawą realnie wykreowanych postaci a także wymownych, plastycznych opisów. Historia ta płynie własnym tempem i składa się z większych i mniejszych wydarzeń, które dzieją się w życiu jej bohaterów, radości i smutków, relacji rodzinnych, dążeniu do szczęścia, które dla każdego może mieć nieco inne oblicze, poszukiwaniu siebie a także zderzeniu marzeń z rzeczywistością. To wielowątkowa opowieść, która niesie wiele niespodzianek, a jej zakończenie porusza i skłania do refleksji.

„Małe przyjemności” to powieść niespieszna, pełnia niespodzianek i wyrazistych bohaterów. Nietuzinkowa historia, która przyciąga i dostarcza wielu emocji a za sprawą lekkiego stylu oraz misternego splotu życiowych wydarzeń cały czas utrzymuje zainteresowanie. Pokazuje, jak ważne w życiu są małe przyjemności i jak nieprzewidywalne mogą okazać się koleje losu. Zachęcam Was do poznania tej zapadającej w pamięci, niebanalnej  opowieści.

sobota, 19 lutego 2022

"Stan zdumienia" Ann Patchett

Tytuł: Stan zdumienia
Autor: Ann Patchett
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 400

Doktor Anders Eckman wyruszył do brazylijskiej dżungli, chociaż nie planował tego wcześniej. Jego wyprawa, a właściwie wyjazd służbowy miał być tylko krótkim epizodem, miał trwać tylko dwa tygodnie a nie powrócił z niego już do domu. Jego zadaniem było odnalezienie i przekonanie znanej badaczki, by wróciła i przedstawiła postęp swoich prac. O jego śmierci i okolicznościach z nią związanych niewiele wiadomo ponad krótkimi, suchymi informacjami przesłanymi w aerogramie. W ślad za nim wyrusza Marina, która pracowała z nim przez kilka lat, by przekonać się, co wydarzyło się na miejscu i dlaczego tak mało na ten temat wiadomo. Zupełnie nie spodziewa się tego, co zastanie. Czy jej misja ma jakiekolwiek szanse na powodzenie?

Piękna okładka wzbudza zainteresowanie, chociaż jak wiadomo nie jest to równoznaczne z równie interesującą treścią. Tym razem to okładka była pierwszym impulsem sprawiającym, że chciałam sięgnąć po tą książkę i był to w moim przekonaniu dobry wybór. Dlaczego tak uważam? Co niezwykłego znajdziecie na kartach tej powieści?

Wielokrotnie przekonałam się, że początek książki wcale nie przesądza o ciągu dalszym. Wspominam o tym, ponieważ ta lektura mknie dosyć niespiesznie, rozwija się powoli i w taki właśnie sposób powolutku rozplata swoje wici, by w pewnym momencie zupełnie pochłonąć uwagę, zawładnąć wyobraźnię. Mimo, że nie ma w niej wartkiej akcji i smakuje się ją uważniej, to z każdym kolejnym rozdziałem wzrasta stopniowo napięcie, zagęszcza się klimatyczna atmosfera. Mrok przeplata się z pięknem, tworząc niepowtarzalną mozaikę, barwną i wielowymiarową. Autorka potrafi w taki sposób spleść wydarzenia, by z jednej strony zainteresować, z drugiej skłonić do przemyśleń.

Elementem jakby pogłębiającym kolory tej opowieści jest sceneria. Szybko bowiem przenosimy się do brazylijskiej dżungli, a dokładniej w okolice jednego z dopływów Rio Negro, gdzie zaszyte jest niewielkie laboratorium. To w nim trwają prace nad bardzo ważnym lekiem. Poznajemy naukowców, ale także zamieszkujące te ziemie plemię Lakaszi, jego zwyczaje, codzienne życie. W takim miejscu nie obowiązują reguły, do których jesteśmy przyzwyczajeni, każda wyprawa wiąże się z pewnymi niebezpieczeństwami, jak chociażby spotkaniem z anakondą. Można zobaczyć arę hiacyntową, poczuć ulewę, przed którą trudną się ukryć, oganiać się od moskitów i innych natrętnych owadów, zgubić się w gąszczu bujnej roślinności, a to tylko ułamek licznych możliwości. Piękne, ale też niebezpieczne miejsce i w nim właśnie spędził ostatnie dni doktor Anders Eckman. Zmarł w niewyjaśnionych do końca okolicznościach. pozostawiając żonę, dzieci i współpracowników kampusu Vogla zaskoczonych, przytłoczonych, niepewnych okoliczności, w jakich to się stało. Zmarł daleko od domu, chociaż są osoby, które przy nim wówczas były.  Dlaczego w związku z tym tak niewiele na ten temat wiadomo?

„Wiesz, nadzieja to straszna rzecz. Nie mam pojęcia, kto postanowił ją uznać za cnotę, bo wcale nią nie jest. To utrapienie. Nadzieja jest jak chodzenie z haczykiem wędkarskim w ustach, za który ktoś nieustannie ciągnie i ciągnie.” str. 52

Wątkiem przewodnim, a zarazem bardzo ważnym, poruszanym przez pisarkę jest praca naukowców nad lekiem. To temat o tyle istotny, że pokazuje, jak trudno wyważyć w takich okolicznościach, co jest dopuszczalne, a co niekoniecznie. Rodzi wiele pytań między innymi dotyczących empatii i słuszności pewnych działań, ambicji, konsekwencji pewnych wyborów. Jednym z takich pytań jest to, jak wiele można poświęcić dla nauki i czy cena tego nie jest za wysoka.

„Stan zdumienia” to powieść, która w niespieszny sposób, ale skutecznie pochłania uwagę, wzbudza zdumienie, przenosi czytelnika do pięknego, a zarazem mrocznego miejsca, które mocno działa na wyobraźnię. Stawia wiele pytań, porusza ważne tematy, zaskakuje rozmachem rozważań. Klimatyczna, nieschematyczna i warta poznania lektura, która na mnie wywarła duże wrażenie.

niedziela, 5 grudnia 2021

"Córka fortuny" Isabel Allende

Tytuł: Córka fortuny
Autor: Isabel Allende
Seria: Dom duchów (tom 1)
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 424

Wielu wydarzeń nie da się przewidzieć, tak jak i nie da się cofnąć czasu, chociaż pewnie sporo osób by chciało. Gdy pewnego dnia w rodzinie Sommersów pojawia się Eliza, zmienia się bardzo wiele. Porzucona z niewiadomego powodu pod drzwiami zamożnej rodziny zostaje przez nich ciepło przyjęta i traktowana jak córka. Wydaje się, że teraz w jej życiu wszystko będzie szło ku dobremu. Miss Ross Sommers stara się, aby tak było, jednak gdy dziewczyna dorasta i się zakochuje, wszelkie plany tracą na znaczeniu. Za miłością podąża ścieżką pełną przeszkód, nie zważając na to, co wydaje się dla niej najlepsze. Na swej drodze spotka różnych ludzi, zwłaszcza, gdy trafi do miejsca, w którym rozpoczyna się gorączka złota.

Dotychczas poznałam tylko jedną książkę pisarki, ale trwale zapisała się ona w mojej pamięci. Mowa tu o powieści „Japoński kochanek”. Od jakiegoś czasu miałam w planach cykl „Dom duchów”, więc z przyjemnością rozpoczęłam lekturę pierwszego tomu. Czy książka pozostawiła tak samo pozytywne wrażenia i zachęciła do kolejnych tej pisarki?

„Podążając swą drogą, tysiące razy sama siebie zapytywała, czy istniała jakakolwiek szansa, aby uciec przed ową przytłaczającą  namiętnością, jaka złamała jej życie, czy może w trakcie tych paru chwil mogła odwrócić się na pięcie i uratować, ale za każdym razem, ilekroć zadawała sobie to pytanie, dochodziła do wniosku, że jej los został przesądzony u zarania dziejów.” str. 87

Opowieść przenosi czytelnika do XIX-wiecznego Chile, w którym między innymi rozgrywają się wydarzenia. Od początku poczułam się zafascynowana tą opowieścią. Trudno powiedzieć jednoznacznie dlaczego, gdyż składa się na to wiele elementów. Po pierwsze sama historia Elizy, jej losów, pierwszej miłości, wyborów, odwagi, ale też naiwności. Eliza jest główną bohaterką, ale powieść jest wielowątkowa i losy bohaterów drugoplanowych równie mocno oddziałują na całokształt. Z szerokiej gamy postaci wyróżniają się Miss Ross, Tao Chi’en, czy Jacob Todd, zapadają w pamięci i z zaangażowaniem śledzi się wydarzenia z nimi związane. Ich losy nierozerwalnie splecione są z losem Elizy i sprawiają, że ta opowieść jest tak niepowtarzalna. Ponadto każda z tych postaci ma swoje tajemnice, pragnienia i cele. Wiele z nich może być dosyć zaskakujących, jak chociażby te związane z Miss Ross.

Kolejnym ważnym i przyciągającym elementem tej powieści jest tło historyczno – obyczajowe, przemiany zachodzące w tym czasie, wydarzenia odciskające swe piętno. Dotyczy to zarówno XIX-wiecznego Chile, ale także Ameryki i gorączki złota, która się rozkręca. Prowadzi to nie tylko do wzbogacenia jednych, ale także do zguby innych, których niestety jest znacznie więcej. Bieda przeplata się z bogactwem, nie brakuje kontrastów, tak jak i wielu przejmujących historii, bez których ta opowieść nie byłaby tak niesamowita zarówno pod względem oryginalności, jak i wielu emocji, które wywołuje. Pisarka nie stroni od trudnych tematów i kreśli przejmujący obraz pełen jasnych, ale też ciemnych barw życia.

Dynamiczna akcja nie pozwala odetchnąć a dobrze dopracowana warstwa psychologiczna wywołuje wiele emocji. Nie brakuje momentów skłaniających do przemyśleń. Powieść jest dobrze, w przemyślany sposób skonstruowana i trafia do odbiorcy, wręcz chłonie się kolejne rozdziały z ciekawością tego, w jaki sposób ta opowieść się rozwinie.

„Córka fortuny” to powieść, o której nie sposób zapomnieć. Daje do myślenia, przyciąga wartką akcją i płynącymi z lektury emocjami. Na uwagę zasługuje tło historyczne, które stanowi ważny i nierozerwalny element tej opowieści, którą szczerze Wam polecam. Oryginalna, emocjonująca, trafiająca do serca i działająca na wyobraźnię.

piątek, 20 listopada 2020

"Cywilizacje" Laurent Binet


Tytuł: Cywilizacje
Autor: Laurent Binet
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 360

Wyprawa Kolumba jest pełna niespodzianek, ale największą z nich stanowi cywilizacja Inków. Spotkanie to staje się iskrą wywołującą lawinę wydarzeń, które mają miejsce na przestrzeni kolejnych lat. Inkowie również wyruszają na ekspedycję, a ich wyprawa ma olbrzymi wpływ na losy Europy. Przenieśmy się więc do roku 1492 by być świadkami tych wydarzeń oraz poznać ich bohaterów. Jak wyglądała wówczas Europa? Jak poradzą sobie Inkowie podczas tak trudnej, ale równocześnie odkrywczej wyprawy?

Miałam w planach poznanie twórczości pisarza, poczynając od książki „Siódma funkcja języka”, która do tej pory czeka na półce. Gdy jednak do moich rąk trafiła powieść o tajemniczym tytule „Cywilizacje” i równie intrygującym opisie, zabrałam się za czytanie. Jakie wrażenia miałam podczas lektury?

Zacznijmy od tego, że trzeba mieć niesamowitą wyobraźnię, by tak skrupulatnie i w oryginalny sposób spleść wydarzenia, przedstawiając losy Europy na przestrzeni lat. Równocześnie bohaterów, którzy stają się czytelnikowi bliscy, poznaje ich mocne strony, ale też błędy i ich konsekwencje. Mocno rozbudowana jest też płaszczyzna społeczno obyczajowa, zobrazowana bieda, toczące się wojny i gry o wpływy. Spotkanie Inków z Europą roku 1531 to jak zderzenie dwóch światów. Przełomowe wydarzenie, które zmienia tak wiele. W jakim kierunku? O tym nie opowiem, bo warto ten obraz prześledzić samemu, wielowątkowy, wielowymiarowy, wielobarwny.

„Nam, którzy przyglądamy się wróżbom długo po tym, jak historia świata wydała już wyrok, wydają się one bezlitośnie jasne. Ale prawda teraźniejszości, choć bardziej paląca, głośniejsza i mówiąc wprost – żywsza, pojawia się często w postaci bardziej mglistej od prawdy przeszłości, a czasem nawet przyszłości.” str. 67

Opowieść podzielona jest na cztery główne części, które z początku mogą wydawać się odrębne, ale są mocno ze sobą splecione. Stanowią spójną całość, ale też ukazują przyczyny i skutki pewnych wydarzeń, dzięki czemu obraz jest pełniejszy. Nie ukrywam, że przez niektóre fragmenty trudniej mi było przebrnąć, ale związane to jest z wieloma postaciami, które w powieści występują, dlatego też warto w skupieniu śledzić kolejne wydarzenia. Przechodząc do bohaterów, to na mnie największe wrażenie wywarł Atahualpa, ale równie wielkie jak kubańska księżniczka Igenamota. To za ich sprawą ta opowieść jest tak intrygująca i na długo zapada w pamięci. Poza nimi grono bohaterów jest tak duże i różnorodne, że trudno czasem za nimi nadążyć. Cały czas coś się dzieje i nawet z pozoru drobne osiągnięcia, porażki, życiowe sytuacje mają swój wpływ na przyszłość, której wizja nakreślona jest w mocny sposób.

Autor swobodnie snuje opowieść, prowadząc ją w różnym wydaniu. Czasem jest to dziennik, innym razem listy, czy po prostu tradycyjna opowieść. Dzięki temu odnosi się wrażenie większego realizmu i czyta z większą uwagą. Do tego dobrze przedstawiona sceneria oraz w odpowiedniej dawce warstwa psychologiczna sprawiają, że ciężko rozstać się z bohaterami.

„Cywilizacje” to książka pełna niespodzianek z ciekawym pomysłem na fabułę i charyzmatycznymi bohaterami. Działa na wyobraźnię, kreśląc wielowymiarowy obraz Europy i wydarzeń, które do niego doprowadziły, a równocześnie bohaterów, którzy wywołują wiele emocji i dzięki którym ta opowieść jest tak barwna. Miejscami mroczna, miejscami pełna nadziei, ale na pewno warta poznania.

czwartek, 16 lipca 2020

"Nocny tygrys" Yangsze Choo

Tytuł: Nocny tygrys
Autor: Yangsze Choo
Wydawnictwo: Poradnia K
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 504

W pięknym, odległym zakątku świata, a dokładniej w dolinie rzeki Kinta zaczynają krążyć mrożące krew w żyłach opowieści. Wszystko nasila się od momentu, gdy na jednej z plantacji kauczuku znalezione zostają kawałki ludzkiego ciała. To odkrycie wzbudza trwogę wśród okolicznych mieszkańców. Wygląda na to, że w okolicy grasuje tygrys, czasami widziany przez kogoś. Ludziom przypominają się opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie o tygrołakach, okrutnych, przebiegłych, polujących na ludzi. Podobno potrafią ubrać się w ludzką skórę. Ile jest w tym prawdy? Jakby tego było mało, los splata ścieżki pięciu osób w dosyć mroczny sposób związany z historią obciętego palca, który w tajemniczych okolicznościach do nich trafia. Czy zagadka z nim związana zostanie rozwiązana?

Trzeba przyznać, że sam opis na okładce książki intryguje oraz zapowiada oryginalną treść i to główny element, który skusił mnie do tej powieści. Pomyślałam też, że dawno nie czytałam książki w takim klimacie, co stanowiło dodatkową zachętę. Czy zawartość okazała się intrygująca?

„Ta kraina z mieszaniną Malajczyków, Chińczyków i Hindusów jest pełna duchów: to świat niczym z drugiej strony lustra, rządzi się dziwnymi prawidłami.” str. 80

Klimat w tej opowieści jest niemal od pierwszych stron, gęstnieje w trakcie czytania, potęguje napięcie, ale równocześnie wzbudza zaciekawienie. To nie jedyny walor tej książki, ale akurat ten element dodaje jej barw, wkrada się do myśli czytelnika i pozostawia w nich zamęt. Trudno wszystkie wydarzenia połączyć w jedną całość, tak jak przy układaniu skomplikowanych puzzli, gdy z początku wydaje się, że dany fragment pasuje, ale przy dokładniejszym spojrzeniu, coś w nim jednak się nie zgadza. W przypadku tej książki tak właśnie jest, nieprzewidywalnie i tajemniczo a czytelnik brnie do przodu z dużym zaangażowaniem, próbując rozwikłać, o co w tym wszystkim chodzi.

Głównych bohaterów jest pięcioro, niczym pięć cnót konfucjańskich, chociaż nie wszystkich poznajemy od razu.  Z pozoru to grupa przypadkowych osób, o różnych pozycjach społecznych, odmiennych cechach charakteru, problemach, pragnieniach. Niespodziewanie ich drogi się przecinają, chociaż czasem w zaskakujących okolicznościach. Między jawą a snem nić jest bardzo cienka, czasem obie płaszczyzny się przenikają i trudno się w nich odnaleźć, a pięcioro bohaterów zaczyna mieć dziwne, niepokojące sny. Trudno wskazać, która z tych postaci najmocniej zaznacza się w opowieści, chociaż na mnie największe wrażenie zrobiła odważna i twardo stąpająca po ziemi Ji Lin, zagubiony, chociaż też zdeterminowany Ren oraz zagadkowy William Acton. Oczywiście postaci jest znacznie więcej i jak się okazuje, każda z nich ma swoje miejsce w tej historii.

„Wyobraziłam sobie, że nasza piątka tworzy razem pewien wzór. Całość, której elementy pasują do siebie tak naturalnie jak palce jednej ręki. Im bardziej błądziliśmy, tym bardziej zakłócaliśmy równowagę naszych światów. Stawaliśmy się mniej podobni do ludzkiej dłoni, a bardziej do szponów bestii.” str. 343

W książce akcja mknie do przodu. Z jednej strony odnalezione zwłoki, z drugiej historia odciętego palca. Wydarzenia się przeplatają i w miarę odkrywania kolejnych kart ukazuje się prawdziwy obraz sytuacji, zaskakujący i klimatyczny, osnuty magią. Poza tymi wątkami pojawia się też sporo innych związanych z poszczególnymi postaciami. Miłość, przyjaźń, trudne relacje rodzinne, realia życia w czasach, w których rozgrywa się akcja, legendy, stare wierzenia. Duże znaczenie ma też tło społeczno obyczajowe, poznanie odmiennej kultury oraz podróż do 1931 roku.

„Nocny tygrys” to książka, która mocno oddziałuje na wyobraźnię, stopniowo i zdradliwie osacza klimatem, legendami, tajemnicami i rozlewającym się coraz bardziej mrokiem. Intryguje i przyciąga, wzbudza emocje a także dostarcza wielu wrażeń. Duże znaczenie mają też charakterystyczni bohaterowie, którzy zostają wciągnięci w coś, czego zupełnie się nie spodziewali. Ich życie, wybory, sny – wszystko się razem miesza, dając czytelnikowi kawał dobrej literatury.

sobota, 3 listopada 2018

"Wyśnione życie" Cynthia Swanson

Tytuł: Wyśnione życie
Autor: Cynthia Swanson
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 424

W życiu każdego człowieka są takie momenty, w których musi dokonać pewnych wyborów, mających wpływ na przyszłość. Czasami rozważamy, co by było, gdybyśmy wybrali inną drogę. Czy bylibyśmy szczęśliwi, bardziej czy mniej spełnieni? Czasem też sny odzwierciedlają nasze ukryte pragnienia. Gdy jednak zanika granica między rzeczywistością a snem w sercu wzrasta niepokój a w głowie zamęt. Rok 1962. Kitty Miller to młoda kobieta, która wspólnie z przyjaciółką Friedą prowadzą księgarnię. Ma kochających rodziców, ale nie spotkała jeszcze mężczyzny, z którym chciałaby iść przez życie, aż pewnej nocy zaczyna o nim śnić. W jej snach pojawił się mąż, dzieci, piękny dom, poczucie szczęścia i spełnienia. W snach zaczęła się czuć bardziej prawdziwie, jakby to życie lepiej do niej pasowało. Czasem boi się zasnąć, by nie stracić tego, co ma, innym razem obudzić z tego samego powodu. Dlaczego te sny są tak realne? Czemu się powtarzają?  Gdzie jest jej miejsce?

Cynthia Swanson – wygrała nagrodę WILLA w konkursie dotyczącym literatury historycznej. Na podstawie jej książki „Wyśnione życie” ma powstać film, w którym w główną rolę wcieli się Julia Roberts.

Do książki zachęcił mnie intrygujący opis, ale także piękna okładka. Zapowiadają ciekawą lekturę, akurat na listopadowy wieczór lub dwa przy kubku z aromatyczną herbatą. Czy książka okazała się warta uwagi? Miło mi stwierdzić, że powieść przerosła moje oczekiwania. Nie znam twórczości pisarki, więc nie były one wygórowane, ale książka okazała się intrygująca, wielowymiarowa i dobrze napisana. Już sam pomysł na fabułę przyciąga oryginalnością, a w połączeniu z lekkim stylem pisarskim skutecznie zajmuje czas.

„To nie moja sypialnia. Gdzie ja jestem? Ze zduszonym okrzykiem podciągam nieznaną mi kołdrę pod brodę, rozpaczliwie próbując zebrać myśli, ale nie potrafię wyjaśnić, skąd się tu wzięłam.” str. 7

W życiu Kitty nie wszystko ułożyło się tak, jak planowała. Chciała mieć rodzinę, lecz chłopak, z którym kiedyś wiązała przyszłość ją rozczarował. Teraz jest sama, lecz ma przyjaciółkę, która ją wspiera, wspaniałych rodziców w pełni ją akceptujących oraz księgarnię. Czasem jej czegoś brakuje, ale stara się skutecznie zająć myśli i cieszyć tym, co ma. Pewnego razu, gdy zmęczona po całym dniu kładzie się spać, gdy tylko zamyka oczy przenosi się do świata, w którym nazywa się Katharyn i jest szczęśliwą żoną i matką. Wszystko wygląda inaczej. Gdy budzi się następnego dnia myśli, że takie sny przecież się zdarzają, ale zaczyna się on regularnie powtarzać. Co przerażające, w nim czuje się równie prawdziwie, jakby wszystko wokół dobrze znała i pamiętała. Kitty ma poczucie utraty kontroli i miota się między jawą a snem. Co z tego wyniknie?

„Nagle uświadamiam sobie, co oznacza starzenie się. Znaczy, że wszyscy, których kochaliśmy w młodości, stają się już tylko fotografiami na ścianie, słowami opowieści, wspomnieniem w sercu.” str. 58

Wielkim atutem powieści jest warstwa psychologiczna odgrywająca główną rolę, ale nieprzytłaczająca. Książkę czyta się jednym tchem, dobrze odbierając emocje Kitty, chwile zwątpienia, niepewności, lęk i zagubienie. To musi być niepokojące uczucie, gdy człowiek nie wie już sam, co jest prawdą a co tylko wyobrażeniem. Ma się poczucie utraty gruntu pod nogami, niestabilności. Bez względu na to, który świat jest prawdziwy zawsze coś się utraci. Nie można mieć wszystkiego. Z rosnącym zainteresowaniem śledziłam kolejne wydarzenia i niemal do samego końca nie wiedziałam, co jest prawdą, a co nie. Autorka zręcznie lawiruje między dwoma płaszczyznami, przedstawiając je w realny sposób tak, że łatwo się zagubić. Ponadto w obu wymiarach ma miejsce wiele różnych wydarzeń, które wzmacniają tylko poczucie realizmu. Całość tworzy skomplikowany labirynt, z którego jednak jest tylko jedno wyjście. Kto znajdzie się na końcu drogi: Kitty czy Katharyn?

„Wyśnione życie” to niesamowita książka, oryginalna, świetnie poprowadzona, siejąca zamęt. Osacza niepokojącą atmosferą, wciągając czytelnika w labirynt wydarzeń balansujących między światem realnym a sennymi wyobrażeniami, między rzeczywistością a niespełnionymi pragnieniami. Każdy wybór w życiu niesie ze sobą konsekwencje i tka nić naszej przyszłości, w której możemy być szczęśliwi lub wprost przeciwnie. Nie da się tego przewidzieć, tak jak i nie da się cofnąć czasu, chyba że we śnie. Wtedy wszystko wydaje się możliwe. Co jednak zrobić, gdy sen wydaje się równie prawdziwy, jak jawa? Można się zatracić, tak jak i przy lekturze tej książki.

poniedziałek, 21 maja 2018

"Ostatni list od kochanka" Jojo Moyes

Tytuł: Ostatni list od kochanka
Autor: Jojo Moyes
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 526

Czasy pisania listów powoli odchodzą w zapomnienie, chociaż nadal wzbudzają sentyment wielu osób. Listy często wyrażały to, co trudno było okazać: tęsknotę, ból, radość, smutek i nadzieję. Na taki list czekało się z niecierpliwością i ciekawością zarazem. Mógł przynieść szczęście, ale także zburzyć wszystko. Mógł zmienić wiele, tak jak to było w przypadku Jennifer.

W przepastnym archiwum młoda dziennikarka natrafia na niepozorny skrawek papieru. Gdy poznaje jego treść chce wiedzieć jeszcze więcej, jego historia zaczyna ją fascynować. Powoli kolejne listy z przeszłości wplatają się w życie Ellie, nie dając o sobie zapomnieć. Są piękne, wypełnione uczuciami, ponadczasowe i po tylu latach wciąż uderzają z siłą huraganu targając sercem. Jak potoczyły się losy autora listu Anthony’ego i jego ukochanej Jennifer? Czy mimo przeciwności odnaleźli drogę do szczęścia? Czy może ich uczucie wypaliło się i pozostały tylko listy i wspomnienia?

O książkach pisarki czytałam wiele dobrego, że są piękne, z przesłaniem, życiowe. Postanowiłam więc to sprawdzić tym bardziej, że sam opis na okładce zapowiada ciekawą i tajemniczą treść.

Na początku poznajemy Ellie Haworth i skrawek jej życia. To młoda, ale nieco zagubiona kobieta. Ma dobrą pracę i mężczyznę, za którym wciąż tęskni. Niestety są też pewne ograniczenia, on ma żonę i nie zawsze mogą swobodnie porozmawiać, czy się spotkać. Ellie ma nadzieję, że to się zmieni i w końcu John wybierze tylko ją. Brnie więc dalej w ten skomplikowany związek i cieszy się tym, co dostaje. Gdy przypadkiem natrafia na list Anthony’ego, jego treść przyciąga ją i wzbudza uśpione uczucia. Postanawia więc za wszelką cenę poznać los tej dwójki tym bardziej, że w pewnym sensie przypomina jej własny los i jej nadzieje na przyszłość. Czy obie historie przyniosą szczęście, czy tylko ból?

Dobrym zabiegiem jest przedstawienie naprzemiennie czasów obecnych i lat 60-tych, w których to rozpoczął się romans Anthony’ego i Jennifer. Dzięki temu można mocniej wczuć się w opowieść i lepiej poznać bohaterów, ich uczucia i problemy. Uwidacznia to też zmiany, które nastąpiły w ciągu tych lat. Obraz staje się wielowymiarowy i pełny.

Muszę przyznać, że z początku trudno mi było wczuć się w opowieść. Może za sprawą Ellie, która nie do końca wzbudziła moją sympatię. Natomiast historia Jennifer i Anthony’ego zafascynowała także i mnie. Bardzo byłam ciekawa, co wydarzyło się dalej i czy ich uczucie przetrwało tak wiele zawirowań. Jennifer to postać, która od razu wzbudza sympatię, ale też pewien szacunek. Pewnie trochę dziwnie to zabrzmi, ponieważ wdała się w romans, ale to silna kobieta, walcząca o własne szczęście, ale równocześnie licząca się z uczuciami innych.  Jej wybory nie zawsze są właściwe, miota się pomiędzy tym, czego pragnie, a tym, co powinna zrobić. Polubiłam tę bohaterkę i trzymałam kciuki, by jej życie poukładało się pomyślnie. Tak samo było w przypadku Anthony’ego. Mieszane uczucia miałam natomiast w stosunku do Ellie i jej związku oraz podejścia do życia. Na szczęście stopniowo widać, jaka zmiana w niej zachodzi i jak wiele korzyści może przynieść zmiana nastawienia do życia i wzmocnienie poczucia własnej wartości. W pamięci też pozostaje krótka, ale mocna rola Jessiki. Jej postawa i słowa wzbudzają podziw.

„Ostatni list do kochanka” to opowieść, która pozostaje w pamięci, refleksyjna, życiowa i zniewalająca. Wzbudza ciekawość i przypomina o tym, że warto zawalczyć o własne szczęście, mimo przeciwności i opinii otoczenia. Życie jest zbyt krótkie, by ściśle trzymać się wytyczonych granic, czasem warto je przekraczać, by być szczęśliwym. Trzeba tylko znaleźć w sobie nieco odwagi i z nadzieją spojrzeć w przyszłość.

czwartek, 28 grudnia 2017

"Warkocz" Laetitia Colombani

Tytuł: Warkocz
Autor: Laetitia Colombani
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 208

Z pozoru różni je prawie wszystko: status społeczny, cele, oczekiwania. Pochodzą z różnych zakątków świata i raczej nigdy nie będą miały okazji się spotkać. Jednak jest coś, co sprawia, że ich los splata się ze sobą. Nić, która łączy historie trzech kobiet. Więź silna, mimo fizycznej odległości. Poznajcie trzy kobiety, ich siłę i wrażliwość, ich historie, które poruszą niejedno serce.

Laetitia Colombani – aktorka, scenarzystka i reżyserka między innymi takich filmów jak „Kocha... nie kocha!” oraz „Z miłości do gwiazd”. „Warkocz” jest jej debiutem książkowym.

O tej książce planowałam napisać trochę wcześniej, lecz niespodziewanie jej lektura wprowadziła chaos myśli i chwilę potrwało, zanim je poukładałam. Dosyć sceptycznie podchodziłam do bardzo pozytywnych opinii na jej temat, ale teraz już wiem, że były w pełni zasłużone.

W książce przeplatają się trzy historie, naprzemiennie, ciekawie i przede wszystkim emocjonująco. To razem tworzą piękny wzór, niczym warkocz, w którym ułożenie każdego z elementów ma duże znaczenie i wpływa znacząco na efekt końcowy. Kobiety nie wiedzą o swoim istnieniu, jedno je jednak łączy – walka o lepsze jutro, o siebie, o swoich najbliższych. W Indiach poznajemy Smitę i jej rodzinę. Kobieta jest Niedotykalną. Nie ma przed sobą jasnej przyszłości, ale mimo wielu przeciwności, niewiadomych i strachu przed konsekwencjami podjętych decyzji, postanawia zawalczyć o nią dla swojej córki. Czy taka zmiana losu jest możliwa? W Kanadzie Sara też walczy, ale o ważną posadę w kancelarii prawniczej. Jej siła, pewność siebie, ciężka praca oraz niezachwiana wiara w to, że świat stoi przed nią otworem, wzbudzają podziw i respekt współpracowników. Czy jednak to w życiu jest najważniejsze? Jak długo da radę pracować ponad siły? Na Sycylii Giulia musi zawalczyć o bezpieczeństwo finansowe jej rodziny. Musi sama podejmować często ryzykowne decyzje, mimo braku wsparcia. W jaki sposób losy tych trzech kobiet się łączą? Trudno początkowo znaleźć powiązanie, lecz z każdą, kolejną stroną wszystko się rozjaśnia i nabiera znaczenia.

„Wraca na front jak mały dzielny żołnierz, przywdziewa na powrót maskę, z którą się nigdy nie rozstawała i w której jej tak do twarzy, maskę uśmiechniętej kobiety sukcesu. Maska jest w dobrym stanie, nawet nie popękała.” str. 58

Opowieść wciąga momentalnie i w moim przekonaniu nie sposób przejść obok niej obojętnie. Nie sądziłam, że książka aż takie wywrze na mnie wrażenie. Zupełnie nie czuje się, że jest to debiut powieściowy. Sam pomysł na fabułę, na splecenie w taki sposób wydarzeń świetnie się sprawdził i daje do myślenia nad tym, jak bardzo ludzie są do siebie podobni mimo różnic w wychowaniu, miejscu zamieszkania, statusie społecznym. Pewne dążenia pozostają niezmienne, chociaż przybierają różną formę. Prawda oczywista, o której często zapomina się w codziennym życiu. Poza interesującym pomysłem na opowieść, także jego realizacja zasługuje na uwagę. Na zaledwie nieco ponad dwustu stronach mieści się wszystko, co trzeba, co zachęca do lektury, kreśli obrazy przed oczami czytelnika, wzbudza wiele emocji. To piękna opowieść, której zakończenie jest zaledwie zarysowane. Autorka pozostawia uchylone drzwi dla wyobraźni czytelnika.

Tematyka poruszona w powieści jest rozpięta. Autorka opowiada o miłości, sukcesach i porażkach, walce o lepsze jutro, walce o przeżycie, nietolerancji, sile i odwadze, dobroci i dwulicowości. Każda z bohaterek boryka się z własnymi problemami, przeżywa chwile radości i smutku, walczy. Obrazu dopełnia plastyczny język i lekki styl pisarski. 

„Warkocz” to książka wywołująca lawinę myśli i emocji. Piękna, ciekawa, pełna kolorów życia, dodająca otuchy, wzbudzająca nadzieję. Ukazuje, że warto walczyć o siebie, mimo że czasem wydaje się, że los sprzysiągł się przeciwko i przez gęste chmury trudno dojrzeć promyk słońca. Ono jednak tam jest i nastąpi taki moment, gdy wszystko znów nabierze barw. Ta książka to dla mnie prawdziwa perełka i serdecznie ją Wam polecam.