poniedziałek, 9 sierpnia 2021

"Chechło" Paulina Świst

Tytuł: Chechło
Autor: Paulina Świst
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 320

Jezioro, piękno natury, lasy, cisza – takie miejsca kojarzą się z chwilą odpoczynku od codzienności. Wydawać by się mogło, że to idealne miejsce, w którym można trochę odetchnąć, ale jak się okazuje, takie ustronia przyciągają też ludzi, którzy chcą coś ukryć, których intencje nie są już tak piękne, jak sama okolica. Nawet w tak urokliwym miejscu może rozwijać się zło, o czym na własnej skórze przekonują się Paulina i Marcin. Ich sytuacja zdecydowanie sielanki nie przypomina, a wręcz można by powiedzieć, że wygląda zupełnie nieciekawie. Co się wydarzyło nad jeziorem Chechło? Kim są Paulina i Marcin i z jakiego powodu się tu znaleźli?

Jestem po lekturze jednej z książek autorki („Przekręt”) dlatego wiedziałam, czego mogę się spodziewać, sięgając po tą powieść. Z pewnością rwącej akcji, wielu zawirowań, a wszystko to w oprawie pikantniejszych momentów, ciętego języka, mocniejszych akcentów. Czy moje przypuszczenia okazały się słuszne?

Paulina Maxellon i Marcin Szewerski poznają się w zaskakujących okolicznościach i wygląda na to, że los ma wobec nich swoje plany. Ich znajomość od samego początku staje się siłą napędową tej historii i dodaje jej rumieńców. Jest niczym pewnego rodzaju gra, której reguły ustalają sami, ale żadne z nich nie spodziewa się, w którym kierunku wszystko zmierza. Warto dać się wciągnąć w tę przewrotną grę, by poczuć te emocje i poznać dwójkę głównych bohaterów oraz historię, która ich losy razem splotła. Do jej poznania przyczynia się też dynamiczna akcja, która nie pozwala czytelnikowi na chwilę odetchnąć i dostarcza wielu wrażeń.

„Cały region u stóp: osiedla, bloki, górnicze szyby, parki, autostrady. Kopalnia możliwości… Tych dobrych i złych… Zawsze mnie to w Śląsku pociągało: ubóstwo mieszające się z bogactwem, patologia z inteligencją, przemysł z przyrodą i… dobro ze złem.” str. 77

Książkę czyta się bardzo szybko, czego zasługą jest wspomniana wcześniej rwąca akcja, ale też lekki styl pisarski. Autorka w taki sposób wykreowała bohaterów, że z uwagą śledzi się ich dalsze poczynania i rozwój wydarzeń. Cały czas coś się dzieje, cały czas pojawiają się nowe informacje, a atmosfera się coraz bardziej zagęszcza. Poza iskrzącą atmosferą do lektury przyciągają też niezwykle silne osobowości głównych bohaterów, dzięki którym tak naprawdę chce się poznać tę opowieść. Paula to kobieta, która wie czego chce, ale traci trochę z rezonu po poznaniu Marcina. To on potrafi sprawić, że staje się uległa, ale tylko dlatego, że sama tego chce. Marcin natomiast to mężczyzna wzbudzający respekt, pewny siebie, lecz też opiekuńczy. Ich relacje nacechowane są emocjami i tak, jak już wspomniałam wcześniej nie spodziewają się oboje, gdzie ich to zaprowadzi.

Jest ciekawie, emocjonująco, barwnie, ale także tajemniczo. Wszystko układa się w pewien wzór, którego jeszcze główni bohaterowie w pełni nie rozszyfrowali, ale podążają w tym celu. Wszystkie drogi prowadzą do pięknego i spokojnego miejsca, którym jest jezioro położone w spokojnej okolicy i to właśnie tu zbierają się czarne chmury.

„Chechło” to książka, która przenosi nas w sam środek walki o wpływy, w której każde chwyty są dozwolone. Świat silnych osobowości, w którym nie ma miejsca na okazywanie słabości, bo jak można się przekonać, może to prowadzić do mało przyjemnych wydarzeń. Miejsca, w którym nawet piękne jezioro może przyciągać zło, które szybko się rozprzestrzenia przyciągając negatywne emocje. Zgodnie z opisem na okładce jest ostro, zarówno pod względem akcji, jak i języka.

poniedziałek, 2 sierpnia 2021

"Propozycja dżentelmena" Julia Quinn

Źródło okładki: Zysk i S-ka

Tytuł: Propozycja dżentelmena
Autor: Julia Quinn
Seria: Bridgertonowie (tom 3)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 460

Piękna rezydencja, przepych – to otoczenie, w którym wychowywała się Sophie. Mogła patrzeć, jak się w takim świecie żyje, a jednak nie była w pełni jego częścią. Zawsze z boku, niezauważana, do czasu, gdy po śmierci jej ojca rządzić zaczęła macocha. W tym momencie życie Sophie nabrało jeszcze ciemniejszych barw, miała sprzątać, cerować i usługiwać. Pewnego dnia los chociaż na chwilę się do niej uśmiechnął, a ściślej rzecz ujmując dokładnie do północy, gdyż tylko do tego momentu mogła zrzucić codzienne okowy i poczuć się jak jedna z dam, jak księżniczka, piękna, adorowana, mająca świat u swych stóp. Na balu maskowym u Lady Bridgerton zdecydowanie można znaleźć się w zupełnie innym świecie. Cóż to za wspaniałe uczucie tańczyć, uśmiechać się w tak pięknym otoczeniu, u boku przystojnego mężczyzny, chociaż przez chwilę i pomimo, że wcale nie powinno jej tu być. Tajemnicza dama, która pojawiła się znikąd i równie szybko zniknie, gdy zegar wybije północ. Nikt się nie dowie, kim była, w końcu to przecież bal maskowy, a ona wróci do swojej smutnej rzeczywistości. Czy wszystko pójdzie zgodnie z planem?

„Tej nocy jestem inną osobą – wyszeptała. – Jutro zniknę.” str. 61

Wspominałam już przy różnych okazjach, że chętnie sięgam po książki, których akcja rozgrywa się w dziewiętnastowiecznej Anglii. Dlatego też, gdy zobaczyłam tę zapowiedź stwierdziłam, że pomimo braku znajomości poprzednich części chciałabym ją przeczytać. Zazwyczaj po serie staram się sięgać od pierwszego tomu, chociaż czasami tak jak w tym przypadku zdarza się inaczej. Opis zapowiadał romantyczną, ciepłą i pełną życiowych zakrętów historię. Czy okazała się warta uwagi?

Córka hrabiego, macocha i dwie przybrane siostry. Czy coś Wam to przypomina? Od samego początku odnosi się wrażenie znajomości tej opowieści, gdyż ma się skojarzenie z bajką o Kopciuszku. Niemniej zupełnie to nie przeszkadza w odbiorze opowieści, a raczej wprowadza taki baśniowy klimat, który otula ciepłem i jednocześnie zapowiada szczęśliwe zakończenie. Czy takie faktycznie się okazało? Tego Wam nie napiszę, ale zapewniam, że zawirowań w tej historii nie brakuje. Opowieść jest lekka, w wielu momentach przewidywalna, ale jednak ogrzewa serce, otula romantyczną nutką i z zainteresowaniem poznaje się ją krok po kroku. Myślę, że to świetny wybór na letni wieczór, czy dwa, gdyż czyta się ją niezwykle szybko. Trochę żałowałam, że nie poznałam dwóch poprzednich tomów, chociaż jest to w pewnym sensie spójna opowieść, którą można przeczytać bez znajomości wcześniejszych części. W związku z tym, że z tym tomem miło spędziłam czas to w planach mam wcześniejsze.

Główni bohaterowie, czyli Sophie i Benedict wzbudzają emocje i dlatego tak dobrze poznaje się ich losy. Sophie zaraża pozytywną energią i prawdziwością, mimo że w jej życiu nie było dotychczas zbyt wielu przyjemnych chwil. Potrafi cieszyć się chwilą nie zważając na przeciwności losu. Jej postawa wzbudza podziw, gdyż w różnych sytuacjach wymaga dużej dawki cierpliwości i wyrozumiałości. Benedict natomiast ma z pozoru w życiu wszystko, kochającą rodzinę, status społeczny, ale poszukuje kogoś, kto dojrzy w nim coś więcej niż wpływy i bogactwo. Jest pewny siebie, czasem wręcz arogancki, ale równocześnie wrażliwy i sprawiedliwy. Mieszanka, dzięki której zawsze wokół niego kręci się wianuszek kobiet.  Każda matka ma nadzieję, że to jej córka zwróci jego uwagę i usidli w końcu tego kawalera. Postaci w tej opowieści jest znacznie więcej, niektóre wzbudzają pozytywne, inne negatywne emocje. Czasem odczuwa się wręcz frustrację nad niesprawiedliwością losu. Wiele ciepła natomiast wzbudza rodzina Bridgerton, a zwłaszcza matka Benedicta. Lady Bridgerton to odważna, dystyngowana, kochająca i wspierająca swoje dzieci kobieta, która z pewnością zapada w pamięci.

Moje oczekiwania względem tej opowieści zostały w spełnione, a jej lektura pozostawiła mnie z uśmiechem na ustach. Po takim klimacie, po pełnej humoru, romantycznej i pięknej opowieści rozgrywającej się w dobrze dobranej scenerii pozostaje niedosyt i żal, że to już koniec tego tomu.

„Propozycja dżentelmena” to romantyczna, ciepła i zarazem pełna swojego klimatu powieść, która stanowi trzeci tom serii Bridgertonowie. Są emocje, jest atmosfera, która przyciąga do lektury i momenty dodające jej rumieńców. Myślę, że osoby lubiące ten gatunek literacki nie powinny poczuć się rozczarowane, a wręcz przeciwnie, mogą poczuć tak jak to się stało w moim przypadku, chęć poznania pozostałych tomów tej serii.

czwartek, 29 lipca 2021

"Wyrocznia środka. Dzieci Czystej Krwi" Marcin Masłowski

Źródło okładki: Novae Res

Tytuł: Wyrocznia środka. Dzieci Czystej Krwi
Autor: Marcin Masłowski
Seria: Dzieci Czystej Krwi (tom 2)
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 408

Do starcia wojsk Ragnarok i zmierzających w ich kierunku Czteropalczastych jeszcze nie doszło, ale wydaje się to tylko kwestią czasu. Sytuacja z każdym dniem zaostrza się coraz bardziej. W szeregach Czteropalczastych zmierza też pięciu chłopców, którzy zbuntowali się i pozostawili za sobą Hrothgar. Ich tropem podąża mistrz Noliah, by sprowadzić uciekinierów z powrotem. Okazało się bowiem, że wśród tej piątki znajduje się długo wyczekiwany Chłopiec o Czystej Krwi. Mistrzowie muszą za wszelką cenę go odnaleźć i sprowadzić z powrotem. Kto nim jest? W nieco innym zakątku pojawia się tajemniczy i mroczny klan Vlaadów, który włącza się w pewną intrygę mogącą stanowić zagrożenie dla Aktajonu. Kto w niej jeszcze bierze udział? 

Po pierwszym tomie wiedziałam, że chcę poznać kolejny i ciekawa byłam, w jakim kierunku cała historia się potoczy. Świat, który wykreował autor zaciekawił mnie i wydał się rozległy, różnorodny i wielowymiarowy. Za każdym niemal zakrętem czekało coś nowego do odkrycia a mroku i intryg wokół nie brakowało. Czy tom drugi utrzymał poziom pierwszego?

Z przyjemnością przeniosłam się ponownie do świata, w którym spotkałam po raz kolejny Ymira, Nathaiena, Pata Beczułkę, Mirkę, Hryma i Dirka Jąkałę. Odkąd dołączyli do Czteropalczastych wykazując się sprytem i odwagą ich los mógł potoczyć się w różnym kierunku. Ich wyprawa też pozwala poznać lepiej czytelnikowi świat poza Hrothgarem, jego piękne, ale też mroczne strony. W tym tomie mroku jest znacznie więcej, a gęste chmury zbierają się coraz bardziej, roztaczając ciemność i trudny do przewidzenia ciąg dalszy. Czuje się to zło, które się zbliża, chociaż jeszcze nie widać dokładnie z której strony. Atmosfera iskrzy też wręcz od intryg, które są nieodłącznie związane z walką o władzę i mogą przesądzić o losie poszczególnych rejonów.

„Słowa me pamiętaj! Ty klucz do wrót ciemności trzymasz i ty możesz je zatrzasnąć. A ona czeka na ciebie za nimi, niespodziewana jak zawsze, córka najciemniejszej nocy…” str. 60

Po raz kolejny można poczuć lekkie zagubienie w trakcie lektury ze względu na wiele postaci, które się w niej pojawiają. Niektóre, bardzo charakterystyczne i dobrze poznane w pierwszym tomie zapadły w pamięci, ale teraz można poznać lepiej bohaterów, którzy tylko byli zaznaczeni wcześniej. Znaczących postaci jest sporo, a każda z nich ma do opowiedzenia swoją historię i stąd w pewnym momencie można poczuć lekkie zagubienie, które jednak po pewnym czasie mija. Obraz się wyostrza i wszystkie elementy układają się na swoim miejscu, chociaż pozostawiają też sporo tajemnic jeszcze do odkrycia.

Świat wykreowany przez autora nie jest czarno biały, jest natomiast pełen ciekawych, chociaż też mrocznych miejsc, co dotyczy też ich mieszkańców. Opowieść poznajemy naprzemiennie z trzech różnych perspektyw, które w pewien sposób łączą się w jedną całość. Nie ukrywam, że najbardziej wyczekiwałam wątku dotyczącego księżniczki Vreny, w którym występuje też pomysłowy i przebiegły Xevioso. W tym wątku można odnaleźć sporo niespodzianek, intryg, strategii, ale też dobrze odbiera się przedstawiane wydarzenia. Kolejną postacią, silną i charakterystyczną jest Xavian i by go lepiej poznać przenosimy się do wyprawy Czteropalczastych. W jej trakcie dużo się dzieje i to na różnych płaszczyznach. Wreszcie trzeci wątek związany z Aktajonem. Do tego otrzymujemy odpowiednią dawkę przygód, pojawiają się też mroczne istoty, jak chociażby harpie.

„Wyrocznia środka. Dzieci Czystej Krwi” to udany drugi tom serii, która rozwija się przed oczami czytelnika, prezentując rozległy, tajemniczy, pełen niebezpieczeństw świat, w którym toczy się walka o wpływy. Wypełniony intrygami, które przesłaniają jego piękno i piętrzą przeszkody przed bohaterami. Wzrosła moja ciekawość dotycząca ciągu dalszego tej opowieści i być może kolejny tom rozstrzygnie pewne zagadki, które zostały do odkrycia. Tymczasem zachęcam Was do poznania tej serii, która działa na wyobraźnię i zabiera na wyprawę do ciekawie wykreowanego i pełnego tajemnic świata.

wtorek, 20 lipca 2021

"Jedno słowo za dużo" Abbie Greaves

Tytuł: Jedno słowo za dużo
Autor: Abbie Greaves
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 384

Dworzec - miejsce, w którym ludzie pędzą w swoją stronę, zajęci własnymi sprawami, spieszący się gdzieś, zamyśleni, stłoczeni. Jesteś jedną z takich osób, aż pewnego dnia dostrzegasz kobietę, która wyróżnia się z tłumu, stoi w jego centrum a jednak nigdzie się nie spieszy wbrew masie, która napiera na nią cały czas. Stoi pewnie, wyprostowana trzymając w rękach niewielką, prostą tabliczkę. Jej treść jest równie jednoznaczna „Wróć do mnie Jim”. Obraz ten głęboko zapada w twojej pamięci i nie daje ci spokoju zwłaszcza, że kobieta przychodzi tam każdego dnia i stoi tak niewzruszenie. Co mogło skłonić ją do tak dramatycznej decyzji? Kim jest Jim i co się z nim stało?

„Bo muszę coś robić; bo obiecałam, że bez względu na wszystko zawsze będę jego bezpieczną przystanią; bo miłość jest cierpliwa, inaczej to nie miłość.”  str. 31

Dawno już nie czytałam książki, po której lekturze trochę brakowało mi słów, pozostawiła mętlik myśli i jednocześnie żal, że to już koniec tej opowieści. Poczucie straty, że czas pożegnać się z jej bohaterami, którym z takim zaangażowaniem się kibicowało. Ta książka z całą pewnością zapisze się w moich myślach i sprawiła, że w planach mam kolejne książki tej pisarki, chociaż poznałam na razie tylko jedną. Dlaczego tak się stało?

W tej książce nie ma widowiskowych wydarzeń, ale to działa tylko na jej korzyść. Sprawia, że jest tak prawdziwa, tak pełna emocji, które płyną z każdego rozdziału, z każdego słowa. Emocji czasem niejednoznacznych, innym razem skrywanych głęboko przed otoczeniem a jednak równie intensywnych, czasem wyniszczających i zmieniających zupełnie życie. Ta książka jest skarbnicą emocji i dlatego tak trudno mi się było z nią rozstać. Autorka poruszyła na jej kartach tematy, o których czasem się nie wspomina. Ukazała, że każdy może mieć chwile zwątpienia, załamania, walczyć z własnymi demonami. Obraz osoby, którą widzą inni może zupełnie nie pokrywać się z rzeczywistością. Osoby pewnej siebie, odnoszącej sukcesy a w głębi duszy nieszczęśliwej, zagubionej i szukającej pomocy. Trudno zmierzyć się z taką rozbieżnością, zwłaszcza najbliższym, w których oczach chce się wyglądać przecież jak najlepiej, spełniać oczekiwania. W tej książce takich niejednoznacznych postaci jest trochę, a właściwie można by rzec, że każdy bohater nieco mija się z obrazem, jaki wokół siebie kreuje. Niemal każda z postaci trochę gra, nie pokazując na zewnątrz tego, co tak naprawdę czuje, nie ukazując słabości.

W szerokim wachlarzu postaci na plan pierwszy oczywiście wysuwa się Mary O’Connor, kobieta z pozoru silna, codziennie pełniąca wartę na dworcu Ealing Broadway z nieco wytartą tabliczką z mocnym, jednoznacznym przekazem. Jest tam codziennie, jest wytrwała, nie zwraca uwagi na otoczenie, tylko czeka z nadzieją, równie silną, jak siedem lat wcześniej. Nie chce się wierzyć, że ten jej rytuał trwa aż tak długo, że bez względu na pogodę, nastrój trwa niewzruszenie i nadal wierzy. To jej jedyna nadzieja, sens każdego dnia. Kolejną postacią jest Jim, którego czytelnik z początku poznaje oczami Mary. Mężczyzna jej marzeń, mężczyzna, który zmienił zupełnie jej życie i bez którego nie wyobraża sobie przyszłości. To w pewnym sensie tajemnicza postać, o której po pewnym czasie dowiadujemy się więcej i zmienia to nasze wyobrażenie o tym, co tak naprawdę się wydarzyło. Wspomnieć należy oczywiście o Alice, która na początku być może nie wzbudza wielu pozytywnych emocji ze względu na swoje intencje, ale bez niej nie byłoby tej opowieści. Opowieść ta porusza wiele życiowych aspektów, a jednym z nich jest pogodzenie się ze stratą i otworzenie na przyszłość, która nie zawsze będzie wyglądać tak, jak sobie ją wyobrażaliśmy, ale może sprawić, że będziemy szczęśliwi.

Lekkość, z jaką przedstawione są wydarzenia, ale równocześnie ich waga świetnie ze sobą współgrają, dostarczając czytelnikowi nostalgiczną, piękną i życiową historię, obok której trudno przejść obojętnie. Opowieść, która porusza, ale o czym należy też wspomnieć, także zaskakuje. Nie ma w niej bowiem takiego typowego zakończenia, jest trochę niespodzianek i dlatego też tak pozytywnie mnie zaskoczyła i sprawiła, że chcę poznać kolejne książki pisarki.

„Jedno słowo za dużo” to nie jest typowa powieść obyczajowa, jest w niej znacznie głębsza warstwa, która dostarcza wielu emocji, ukazuje nieco inne oblicza bohaterów i jednocześnie porusza wiele ważnych tematów. Niejednoznaczna, pełna kontrastów, ale też zderzenia wyobrażeń z rzeczywistością, oczekiwań innych z własnymi pragnieniami, walki z trudną przeszłością, z przytłaczającymi wydarzeniami, których ciężar niesie się przez kolejne lata i trudno go zrzucić z barków.

wtorek, 6 lipca 2021

"Zmysły" Ilona Gołębiewska

Tytuł: Zmysły
Autor: Ilona Gołębiewska
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 416

Eliza powinna czuć się szczęściarą, tak słyszy od swoich bliskich, co tylko utwierdza ją w tym przekonaniu. Jest w związku z przystojnym i dobrze sytuowanym mężczyzną, jej kariera się rozwija a ponadto w ramach odskoczni ma swoją pasję, czyli muzykę. Są pewne zgrzyty, nieporozumienia, które stara się lekceważyć, lecz one się nasilają i w końcu stawiają ją w momencie, z którego nie ma odwrotu. Musi podjąć decyzję, która zaważy na dalszym jej życiu i albo zaryzykować, albo spełniać dalej oczekiwania innych. Pewnego dnia na jej drodze, w dosłownym tego słowa znaczeniu, staje Natan. Mężczyzna, który wzbudza niepokój, ale równocześnie sprawia, że inaczej zaczyna patrzeć na swoje życie. Czy warto zaryzykować bezpieczną egzystencję na rzecz niewiadomej przyszłości? 

Do książki przyciągnęła mnie okładka, barwna, optymistyczna, ale także opis, który zapowiada romantyczną, chociaż też pełną zawirowań historię. Twórczość pisarki stanowiła w tym momencie dla mnie prawdziwą niespodziankę, więc teraz napiszę Wam, jakie było moje pierwsze spotkanie z opowieściami, które tworzy.

Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy po zapoznaniu się z początkowymi rozdziałami dotyczy stylu pisarskiego. Historię poznaje się bardzo dobrze, a nawet mogłabym rzec niezwykle szybko. Książka napisana jest w taki sposób, że od samego początku wzbudza zainteresowanie, lekko, ale też z nutką pikanterii i rozmachu. Wszystko wyważone w odpowiednich proporcjach, przedstawione obrazowo, swobodnie i w sposób wzbudzający zainteresowanie. Być może nie jest to bardzo odkrywcza historia, ale życiowa, ciekawa i przede wszystkim emocjonująca, a takie wobec niej miałam oczekiwania. Można powiedzieć, że idealna na lato, ogrzewająca serce, życiowa, ciepła.

Fabuła splata ze sobą losy trzech postaci, które stanowią pierwszy plan, czyli Elizy, Roberta i Natana. To dosyć charakterystyczne osobowości, każdy ma swoje pragnienia, oczekiwania, doświadczenia. Eliza i Robert to z pozoru szczęśliwa para, dobrze się znają, mają wspólne cele, oczekiwania, wiążą wspólną przyszłość. Czy jednak oboje czują się w pełni w tym związku szczęśliwi? Robert zna swoją wartość i za każdym razem ją zaznacza. Eliza natomiast nie do końca czuje się szczęśliwa, raczej dostosowuje się do tego, czego inni od niej oczekują. Każdy jej powtarza, że jest szczęściarą. Czy aby na pewno? Jej emocje są dobrze odwzorowane, można je poczuć, niepewność, poczucie utraty czegoś ważnego, zaniżoną ocenę własnej wartości. Robert natomiast to zupełne jej przeciwieństwo, pewny siebie, przystojny, znający swoją wartość. W pewnym momencie pojawia się Natan, który stanowi pewną niespodziankę. Niepokojący, tajemniczy, żywiołowy i wnoszący wiele do tej historii. Bohaterowie drugoplanowi są równie dobrze zaprezentowani, tak jak chociażby Zośka, która kojarzy mi się trochę z postacią Korby z jednego z filmów. Dzieje się dzieje, więc i interesujących drugoplanowych postaci nie brakuje.

„Każdy z nas ma takie chwile, kiedy czuje się mocno zagubiony. Ty, ja, inni ludzie. O tym jest ta piosenka. Daje nadzieję, że wreszcie przychodzi taki moment, kiedy spotykamy kogoś, kto zawsze na nas czekał. I już nie jesteśmy zagubieni.” str. 321

Zdecydowanie walorem tej książki są emocje i życiowe wydarzenia, które prezentuje. Dobrze się je poznaje, ale też pozostają w pamięci. Pewne elementy są bardziej, inne mniej przewidywalne, lecz powieść kryje w zanadrzu parę niespodzianek. Daje też do myślenia, gdyż zawiera sporo życiowych wydarzeń.

„Zmysły” to otulająca ciepłem, ale także intrygująca opowieść poprowadzona lekko i plastycznie kreśląca obrazy przed oczami czytelnika. Obrazy barwne, trójwymiarowe i skłaniające do zastanowienia się nad życiowymi priorytetami, codziennymi wyborami, relacjami, problemami i radościami dnia codziennego. Pełna emocji, różnego kalibru wydarzeń i przede wszystkim charakterystycznych bohaterów, których losy śledzi się z uwagą. 

poniedziałek, 21 czerwca 2021

"Zefiryna i księga uroków" Sasza Hady

Tytuł: Zefiryna i księga uroków
Autor: Sasza Hady
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 400

Bycie księżniczką wiąże się z pewnymi zobowiązaniami, przestrzeganiem etykiety, nienaganną prezencją. Wszystko to zupełnie nie pasuje do Zefiryny, która nie przypomina księżniczki ani wyglądem, ani zachowaniem. Chodzi swoimi ścieżkami, zawsze tam, gdzie coś ciekawego się dzieje, wspina się na drzewa, gwiżdże, rozwiązuje zagadki. Gdy zostaje zaproszona do Sarbancji, do swojej przyjaciółki księżniczki Linnei, nie przypuszcza jeszcze, jak wiele wydarzeń i niebezpieczeństw przed nią. Dzieje się bowiem wokół coś dziwnego, gdzieś czai się zło, czuć magię, ale tym razem nie tą pozytywną. Zefiryna zaczyna przeczuwać, że coś tu nie gra. Czyja to sprawka? Rozpoczyna poszukiwania sprawcy całego zamieszania, a im więcej się dowiaduje, tym bardziej robi się mrocznie.

Książki, w których można odnaleźć baśniowy klimat chętnie poznaję, a ta na taką się zapowiadała, poczynając od okładki a kończąc na opisie. Dodatkowo zaciekawiła mnie nietypowa księżniczka, która jest w niej główną bohaterką. Miałam skojarzenie z pewną ciekawą serią, którą kiedyś czytałam. Czy było warto poznać tę opowieść?

Fabuła jest dosyć rozbudowana, nie brakuje w niej zaskakujących wydarzeń i magii. Zefiryna, rozpoczynając podróż do Sarbacji wkracza w sam środek chaosu i początkowo czuje się trochę zagubiona. Czuje, że dzieje się coś złego, ale zbyt wiele osób wydaje się zamieszanych, sporo mylnych tropów wokół. Nie poddaje się i krok po kroku podąża za wątłą nicią podejrzeń, która prowadzi ją w zadziwiającym kierunku. Po drodze dowiaduje się coraz więcej o tym, co dzieje się na sarbanckim dworze, a pajęczyna intryg łączy się w wyrazisty wzór dopiero na sam koniec książki, więc jest na co czekać.

Główna bohaterka to dosyć dynamiczna osóbka, która mimo niebezpieczeństw dąży do rozwiązania zagadki, jaką los postawił na jej drodze. Przed nią co chwilę piętrzą się nowe przeszkody, nie jest łatwo, ale stara się dzielnie je pokonywać, przy okazji przysparzając pewnemu dowódcy pałacowej gwardii nowych zmartwień. Kapitan Sharf to kolejna ciekawa postać, bez której nie wyobrażam sobie tej książki. Poważny, wyważony, zupełnie nie rozumie zachowania Zefiryny i tego, że wciąż pakuje się ona w jakieś kłopoty. Wszędzie jej pełno, a on musi dbać o spokój, który przez nią wciąż jest zakłócany. Mówi się często, że przeciwieństwa się przyciągają. Czy to prawda? Wspomnieć muszę jeszcze o Deru, który od razu przyciąga uwagę. Zabawny, z pozoru taki nadworny śmieszek, ale nie raz zaskoczył mnie swoją postawą. Jak więc widzicie ciekawych, pełnych życia postaci w tej książce nie brakuje.

Lektura wzbudza uśmiech, a opowieść jest intrygująca i pełna niespodzianek. Dobrze się ją poznaje, nie jest schematyczna a wręcz można stwierdzić, że dosyć oryginalna. Nie zawiodłam się na tej książce. Dostałam opowieść, która jest pełna przygód, ciekawych, zabawnych sytuacji, chociaż też tych znacznie mroczniejszych. Atmosfera zmienia się w zależności od wydarzeń, czasem iskrzy od humoru, by po chwili osaczyć czającym się mrokiem.

„Zefiryna i księga uroków” to książka intrygująca, wypełniona niespodziankami i przede wszystkim charakterystycznymi i wzbudzającymi emocje postaciami, na których czele jest tytułowa bohaterka. Jakby tego było mało mamy jeszcze ciekawą scenerię, liczne zagadki do rozwikłania oraz atmosferę, która przyciąga do lektury. Myślę, że ta opowieść w mojej pamięci pozostanie na długo.

środa, 2 czerwca 2021

"Dwór rusałek" Dorota Gąsiorowska

Tytuł: Dwór rusałek
Autor: Dorota Gąsiorowska
Seria: Dni mocy (tom 2)
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 608

Nad pięknym jeziorem, w cichym, urokliwym miejscu na Podlasiu znajduje się stary dwór, którego mury sięgają pamięcią dawnych czasów. Czasów, w których magia przeplatała się z rzeczywistością, o których teraz można usłyszeć legendy. To malownicze miejsce związane jest z pewną starą historią spowitą niejedną tajemnicą. Olga trafia na nią przypadkiem, tak jak i do tego pięknego miejsca. Zagubiona, na życiowym zakręcie, po utracie księgarni, w którą włożyła mnóstwo pracy i serca oraz utracie zaufania do mężczyzny, z którym wiązała swoją przyszłość. W jednym momencie jej plany i marzenia się rozpadają, pozostawiając pustkę w sercu. Czy uda się jej rozwikłać tajemnice starego dworu i jego mieszkańców? Czy odnajdzie szczęście?

„Życie nie lubi pustki, na pewno wkrótce pojawią się nowe szanse.” str. 142

Do tej książki w pierwszym momencie zachęciły mnie tytuł oraz nazwa serii. Zapowiadały tajemnicę, magię i ciekawą historię. Takie miałam oczekiwania rozpoczynając lekturę. Książka stanowi drugi tom serii „Dni mocy”, z którą spotkałam się po raz pierwszy, tak jak i z twórczością pisarki. Jakie wrażenia pozostawiła? W skrócie mogę napisać: magiczne.

Główną bohaterkę tej opowieści poznajemy w momencie, gdy wszystko układa się w dobrym kierunku. Prowadzi księgarnię, która od dawna była jej marzeniem, dobrze prosperującą, w której czuje się na swoim miejscu. Związek, w którym jest rozwija się i przed jej oczami maluje wspólną przyszłość. Są pewne zgrzyty, ale to naturalne, pewnie z czasem wszystko się ułoży. W pewnym momencie wszystko zaczyna zmierzać w innym kierunku, niż planowała. Dobrze znane, poukładane dotychczas życie zmienia się diametralnie, a ona jest coraz bardziej zagubiona i stara się znowu wszystko poskładać w jedną całość. Autorka dobrze zaprezentowała tą postać, odbiera się jej niepokój, zagubienie, ale też poznaje charakter. Olga ma nieco inne podejście do życia, woli spokój, harmonię, odpoczywa na Podlasiu, chociaż dobrze sobie radzi też w Wilnie. Te dwa miejsca stanowią jej dom i obu potrzebuje, by czuć się szczęśliwą. Gdy trafia do dworu w Jesionce, gdzie roztacza się skrząca od tajemnic atmosfera, życie Olgi ulega stopniowym zmianom. Zmienia się też ona sama, co ciekawie się obserwuje. Kolejnymi postaciami, bez których nie mogłoby być tej opowieści są Leszek, Lorena, Liam i Michalina. Są charakterystyczni i dobrze się ich poznaje. Nie zabrakło też bohaterów wzbudzających negatywne emocje, takich jak chociażby Wioletta, matka Daliusa.

W fabułę wpleciona jest pewna stara historia i to ona jest głównym motywem. Dzięki niej opowieść nabiera barw, mieni się tajemnicami niczym skrząca od promieni słońca tafla pięknego jeziora. Dodaje aury tajemniczości, osnuwa atmosferą pełną magii, zachęca do dalszej lektury, daje do myślenia. Poznajemy ją krok po kroku, odkrywając stopniowo kolejne jej elementy, które dopiero na sam koniec dają pełen obraz. Obraz piękny, romantyczny i ogrzewający serce.

„Ten sam kwiat widziany przez dwie różne osoby każda z nich będzie postrzegać inaczej. Nie ma dwóch identycznych uczuć i jednakowych myśli. Świat jest bowiem różnorodnością i nieustannym przepływem.” str. 581

Autorka lekko i w interesujący sposób snuje opowieść, która niesie ze sobą nadzieję, daje do myślenia, ale też uświadamia, że nie wszystko będzie wyglądać tak, jak sobie zaplanujemy. Życie jest pełne niespodzianek, także tych mało przyjemnych, niosących ból i smutek. Nie da się tego uniknąć, a niektóre decyzje, które w danym momencie wydają się słuszne, mogą okazać się błędem i nieść konsekwencje na kolejne lata. W końcu nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co kryje się za zakrętem. Można jedynie starać się patrzeć w przyszłość z optymizmem, bo gdy kończy się jeden etap, zaczyna się nowy, z nowymi szansami na szczęście. Książka spełniła moje oczekiwania i zachęciła do poznania pozostałych tomów serii.

„Dwór rusałek” to opowieść osnuta tajemniczością, misternie spleciona z losów jej bohaterów, które poznaje się z zaangażowaniem i rosnącą ciekawością. Na uwagę zasługuje klimat opowieści, pełen magii, zagadkowy, ale równocześnie miejscami niepokojący, ciepły i poprawiający nastrój. Jeśli szukacie pozytywnej lektury osaczającej tajemnicami, ciekawej, z dobrze poprowadzonym wątkiem romantycznym - wszystko to znajdziecie w tej książce.