czwartek, 16 lipca 2026

Wywiad z Mia Morte, autorką książki "Opowieść dla smutnych ludzi"

Dziś zapraszam Was na wywiad Mia Morte, której debiutancka książka "Opowieść dla smutnych ludzi" wywarła na mnie duże wrażenie.

Jak długo powstawała książka „Opowieść dla smutnych ludzi”. Co sprawiło, że postanowiła Pani podzielić się nią z czytelnikami?

Książka powstała w dość krótkim czasie. Jeśli skumulowałabym godziny poświęcone na pisanie i podzieliła je na standardowe dni robocze, to myślę, że napisanie „Opowieści…” zajęło mi kilka tygodni. Pracowałam wówczas na etacie i po całym dniu spędzonym przed monitorem, po pracy odwracałam wzrok od laptopa, więc w grę wchodziły jedynie wolne weekendy i wakacje. Za to jak już siadałam do pisania, to oddawałam się temu całkowicie. W zasadzie niczego też nie poprawiałam, nie zmieniałam, nie usuwałam, co znacznie usprawniło proces tworzenia. Ta historia zwyczajnie się ze mnie „wylała”. Podzieliłam się nią z czytelnikami w nadziei, że będzie z kimś rezonować. Jeśli choć jedna osoba przeżyje tyle emocji podczas czytania, co ja podczas pisania, to znak, że zdecydowanie było warto to opublikować. 

Skąd czerpała Pani pomysły na powieść? Czy wszystkie przedstawione w niej wydarzenia są fikcją literacką?

Pomysł na powieść wypłynął tak naprawdę z mojego oburzenia jako czytelniczki. Nie mogłam zrozumieć fenomenu wszystkich obliczy Greya czytanych przez 365 dni  Pomyślałam, że stworzę powieść erotyczną w zupełnie innym klimacie, mieszczącą się raczej w ramach kontrkultury, a nie popkultury, która nigdy do mnie nie przemawiała. Gdy tekst był gotowy, osoba zajmująca się redakcją językową zasugerowała, żeby trochę zmienić niektóre sceny, bo historia jest bardzo poruszająca i szkoda by było, gdyby wpadła w kategorię erotyków. W zupełności się z tym zgadzałam, więc wyrzuciłam trochę fizjologii, dając tym samym więcej przestrzeni na kwestie ducha, a nie ciała. Opowiedziana przeze mnie historia jest fikcyjna, choć pewne sytuacje czy przeżycia mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. 

Co sprawiło, że wybrała Pani taki pseudonim literacki?

Motyw śmierci od zawsze mnie fascynował. Podobnie jak inne elementy frenetyczne - groza, makabra, obsesja, szaleństwo, zbrodnia. Takich tematów szukam zarówno jako czytelniczka, jak i autorka. Są dla mnie ciekawe, bardziej zapadające w pamięć. Pseudonim literacki, podobnie jak tytuł mojej debiutanckiej powieści, jest taką trochę przestrogą dla czytelnika. Wskazówką, że ja nie zabieram w podróż każdego. Nie zjedziemy razem po tęczy na jednorożcu posypanym różowym brokatem. Nie będzie kolorowo i nie będzie wesoło. Raczej poszybujemy na karym rumaku prosto do królestwa mroku, pośrodku którego stoi czarne, prastare zamczysko. Z wieży poobserwujemy zgliszcza upadającego świata, potem pozwiedzamy komnaty, a na końcu zanurzymy się w ciemności lochów.   

Bohaterowie Pani powieści mierzą się ze smutną rzeczywistością i życiowymi rozczarowaniami. Z którym z nich najbardziej się Pani utożsamia? Która postać jest Pani najbliższa?

Flaubert powiedział „Pani Bovary to ja”. To samo mogę rzec o „Opowieści…”. Każdy z bohaterów ma jakąś cząstkę mnie. Moje przemyślenia, niepokoje czy fantazje. Najbliższa jest mi Jula. Podobnie przeżywamy muzykę czy smutek. Zabawa losami tej postaci dała mi asumpt do wnikliwej introspekcji i do zadawania sobie pytań, na które wciąż próbuję znaleźć odpowiedzi.

Dwójka z bohaterów Pani powieści analizuje sny. Czy wierzy Pani w to, że w snach skrywają się dla nas jakieś wskazówki, czy przestrogi?

Dobre pytanie. Bardzo lubię motywy oniryczne w literaturze czy w filmie, bo racjonalizują to, co irracjonalne. Powtarzając za Freudem – sny to nasze lęki lub pragnienia. Dla mnie marzenia senne to nie tyle wskazówki czy przestrogi, co nierozstrzygnięte kwestie, sporo mówiące o nas samych. Mieszanina wspomnień i emocji rozładowująca stres i pobudzająca kreatywność. Umysł ludzki wciąż pozostaje tajemnicą, szalenie fascynującą, a sny są jego zdumiewającą manifestacją. Jeśli chodzi o sztukę, prym wiedzie tutaj David Lynch, a estetyka jego filmów bardzo do mnie przemawia. Sama uwielbiam śnić i słuchać opowieści innych o ich marzeniach sennych. Uważam, że noc bez snu to noc stracona. 

Czasami mówi się o ludziach, że mają starą duszę, że zupełnie inaczej patrzą na życie. Czy Pani 
zdaniem taka osoba ma szansę odnaleźć się w tak pędzącym dziś świecie? 

Kolejna ciekawa kwestia. Dotyczy poniekąd mnie samej, choć dziś określilibyśmy to pewnie mianem osoby wysoko wrażliwej. I jeśli zapytałaby Pani, o czym marzę najczęściej, odpowiem, że o podróżach w czasie. Bez wątpienia przeniosłabym się do XIX wieku, nie bacząc na negatywne aspekty życia w tamtej epoce. Współczesny świat mi się nie podoba i nie do końca mogę się w nim odnaleźć. Dlatego bardzo ważna jest moja prywatna przestrzeń. Muzyka, natura, książki, filmy – to dla mnie najczęstsze formy eskapizmu. Im więcej pędzi ten świat, tym bardziej umiera ludzkość, a z tym ciężko mi się pogodzić.

W wielu miejscach powieści odczuwa się, że jest Pani osobą wrażliwą na los zwierząt. Co Pani zdaniem można zrobić, aby bardziej uwrażliwić w tym zakresie społeczeństwo?

Zgadza się. Czasem myślę nawet, że bardziej przejmuję się losem zwierząt, niż ludzi. Mimo tego, że nie jestem fanką mediów społecznościowych, to akurat w tej jednej kwestii są one moim zdaniem nieocenione i niezwykle potrzebne. Kiedy trzeba krzyknąć, potrząsnąć społeczeństwem, nagłośnić jakąś sprawę, niesprawiedliwość czy okrucieństwo – chyba nie ma lepszej sposobności. Podoba mi się też propagowanie adopcji. Cieszę się, że w naszym społeczeństwie panuje obecnie tak duża świadomość. Czekam wciąż na zaostrzenie kar za znęcanie się nad zwierzakami. I mam cichą nadzieję, że zwyrodnialcy, którzy to robią, czują się coraz mniej bezkarni.     

W książce porusza Pani temat zdradliwej choroby jaką jest depresja. Dlaczego akurat taką tematykę Pani wybrała?

Zgadzam się ze stwierdzeniem, że powinno się pisać o tym, co znane i bliskie, bo wtedy historia jest bardziej autentyczna. Tematyka depresji jest mi niestety o wiele bliższa niż bym chciała. Zresztą nie tylko mnie, przecież to przekleństwo dzisiejszych czasów. 

W powieści dużą rolę odgrywa także muzyka. Jakiej muzyki Pani słucha? Czy pisząc lubi Pani słuchać muzyki, czy raczej woli Pani ciszę? Jaki utwór mogłaby Pani polecić?

Najbardziej przemawia do mnie muzyka alternatywna, z mainstreamem nigdy nie było mi po drodze. Lubię Nicka Cave’a, Dead Can Dance, Joy Division czy Madrugadę. Zarówno oni, jak i wielu innych artystów występuje na kartach mojej powieści, bo lubię dzielić się muzyką. Może czytając „Opowieść…” ktoś akurat znajdzie coś dla siebie, tak jak sama natrafiłam na kawał dobrej muzyki chociażby w filmach Xaviera Dolana. Słucham sporo i często. Jestem w takim wieku (40- jak to mówię), że tworzę specjalne playlisty do sprzątania (tu świetnie sprawdzają się zespoły punkowe jak Idles czy Viagra Boys), jednak pisząc muszę mieć ciszę absolutną, w przeciwnym razie nie skupiam się ani na pisaniu, ani na muzyce, a tak być nie może. Poza wykonawcami wymienionymi w książce, mogę polecić dość niszowe zespoły jak Protomartyr, Bambara, The Black Angels, Fontaines D.C., Deadletter czy The Airborne Toxic Event. Jeśli chodzi o utwory, to ostatnio całkowicie przepadłam dla „The Style Is Death” formacji Forever Grey. To zespół młodych ludzi mocno zainspirowanych muzyką zimnej fali, która rezonowała ze mną w czasach licealnych. Choć i tak najpiękniejszą dla mnie muzyką są dźwięki natury – wiatr, fale i grzmoty. 

Proszę zamknąć oczy i pomyśleć o najszczęśliwszej dla Pani chwili w życiu. Czy jest dzień, do którego chciałaby Pani wrócić?

Wszystkie moje najszczęśliwsze chwile wiążą się z muzyką i z miłością. Chętnie wróciłabym do dnia, w którym odbył się pierwszy koncert Dead Can Dance w Polsce. Do dziś pamiętam te emocje. 

Burze wywołują często lęk. Jula jest nimi zafascynowana. Czy boi się Pani burzy, czy raczej uważa Pani, że są klimatyczne?

Kocham burze i na moje wielkie nieszczęście praktycznie w ogóle ich nie doświadczam w miejscu, w którym mieszkam. Są klimatyczne i niepokojące. Wzbudzają mój strach, ale to trochę jak z horrorami – boję się, a uwielbiam je oglądać. 

Czy tak jak Jula uważa Pani, że dom bez kota to głupota?

Zdecydowanie tak. Odkąd pamiętam, w moim domu zawsze były koty. I do dziś te wspaniałe stworzenia nie przestają mnie fascynować. Nie wyobrażam sobie bez nich życia i kocham je miłością bezwarunkową, choć niektóre bywają trudne. Dają sporo radości, ale chyba jeszcze więcej rozpaczy w momencie utraty.

Zakończenie powieści pozostawia lekko uchylone drzwi. Czy planowana jest kontynuacja?

Lubię otwarte zakończenia, a one faktycznie nierzadko prowadzą do kontynuacji. W mojej głowie roi się od pomysłów. Wystarczyłoby ich na smutną trylogię, więc kto wie. Mogę zdradzić, że jeśli napiszę kolejną część, to akcja prawdopodobnie przeniesie się poza granice Polski – do miejsca, w którym sama mieszkam. Będzie słonecznie, wyspiarsko, ciepło i zielono, co nie znaczy, że wesoło.

Czy Pani zdaniem wydarzenia opisywane w książce mogły inaczej się zakończyć? Czy miała Pani różne koncepcje na zakończenie?

Nie chcę tutaj za bardzo spojlerować, ale ktoś, kto sięga po ten tytuł, nie spodziewa się chyba dobrego zakończenia. I tak jak podczas pisania pozwalałam czasem zaskoczyć samą siebie, nie wiedząc do końca, co po chwili wyjdzie spod mojego pióra w kolejnych zdaniach czy rozdziałach, tak zakończenie tliło się w mojej głowie już na samym początku. Zawsze twierdziłam, że grunt to mieć szczęśliwe życie, sztuka za to powinna być jego przeciwieństwem – rozszarpywać na kawałki, prowokować do autorefleksji, wydobywać z nas najciemniejsze emocje, bo wtedy osiągamy katharsis. A w moich historiach zazwyczaj coś się poleje. Czasem krew, czasem łzy, a czasem whiskey.

Czy wierzy Pani w przeznaczenie, czy raczej kształtowanie swojego losu?

Jeśli w coś wierzę, to tylko w rzeczy namacalne. Także uważam, że każdy jest kowalem swojego losu, choć dysponujemy tutaj różnymi kuźniami i narzędziami. Jeśli spotyka mnie w życiu coś transcendentnego, myślę wówczas: „Przypadek? Tak sądzę!”.

Gdyby Pani mogła wybrać miejsce na świecie do zamieszkania, to gdzie by to było?

Islandia. Choć z drugiej strony potrzebuję słońca, więc tamtejsza aura pewnie by mnie wyczerpała na dłuższą metę. Na pewno byłaby to jakaś wyspa. Lubię wyspiarskie poczucie izolacji. Traktuję wyspy jako metaforę życia – nikłego i kruchego na tle okalającego bezkresu oceanu, który kojarzy mi się ze wszechświatem.

Czy planuje Pani kolejną powieść, a jeśli tak, to czy będzie to ten sam gatunek literacki?

Planuję, a nawet jestem w trakcie pisania. Choć lato za oknem i temperatura mojego topnienia nie sprzyjają zbytnio pisaniu. Zanim wrócę do kreowania dalszych losów bohaterów „Opowieści dla smutnych ludzi”, chciałabym stworzyć coś innego. Zdradzę tylko, że będzie to zupełnie inny gatunek literacki, choć wciąż mocno zanurzony w odmętach ludzkiej psychiki. Tym razem będzie dużo mroczniej.  


"Opowieść dla smutnych ludzi" to klimatyczna i poruszająca książka, którą warto poznać. Zupełnie nie czuć, że jest to debiut. Mam nadzieję, że wywiad zachęcił Was jeszcze bardziej do jej przeczytania a ja już z niecierpliwością wyczekuję kolejnej książki autorki.

niedziela, 28 czerwca 2026

"Opowieść dla smutnych ludzi" Mia Morte

Tytuł: Opowieść dla smutnych ludzi
Autor: Mia Morte
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 334

Wymarzony domek w malowniczym, spokojnym miejscu z dala od zgiełku miasta, w otoczeniu przyrody. Mąż, który każdego dnia okazuje swoją miłość, jest blisko, gdy jest to potrzebne, ale równocześnie daje przestrzeń i okazuje wsparcie. Czy w takiej sytuacji można być nieszczęśliwym? Wydawać by się mogło, że nie, lecz depresja to podstępna choroba, która potrafi zniekształcić każdy dzień i sprawić, że bije z niego smutek. Jula od jakiegoś czasu się z nią zmaga a dom miał stać się jej azylem i pomóc w odzyskaniu radości. Gdy niespodziewanie na jej drodze staje Romek, nieznajomy, z którym czuje niemal pokrewieństwo dusz, odzyskuje radość a kolejne dni zaczynają nieść więcej nadziei. Ich rozmowy stają się balsamem na duszę, lecz nieuchronnie przybliżają ich do granicy, której przekroczenie może zmienić wszystko i nieść swoje konsekwencje. Pewnych decyzji nie da się cofnąć a ich konsekwencje mogą zniszczyć wszystko, co się zbudowało.

Nie ukrywam, że w pierwszym momencie do tej książki przyciągnęła mnie okładka. Klimatyczna, pięknie skomponowana kolorystycznie. Następnie zaintrygował mnie tytuł. Po poznaniu całej opowieści mogę tylko stwierdzić, że i jedno i drugie idealnie do niej pasuje. Warto było ją poznać, chociaż przygotujcie sobie paczkę chusteczek przed lekturą. Na okładce jest informacje, że nie jest to lektura na plażę i że lepiej poznaje się ją nocą. Moim zdaniem dobrze się ją poznaje niezależnie od miejsca i pory dnia. Gdybym jednak miała coś rekomendować, to wieczór przy blasku świec, klimatycznej muzyce, czy też dźwiękach burzy, lepiej wprowadzałby nastrój, który książka niesie.

Trudno mi trochę zebrać myśli po tej lekturze, niesie sporo emocji. Nie spodziewałam się, że okaże się tak przyciągająca. Poznajemy czwórkę bohaterów: Julę, Magdę, Karola i Romka. To oni opowiadają nam swoją historię. Narracja jest pierwszoosobowa, więc dobrze odbiera się ich emocje. Nie oznacza to, że ich decyzje będą dla czytelnika zrozumiałe, czy w pełni akceptowalne. Poznajemy motywy ich działania i krok po kroku wszystko, co sprawiło, że takie zawirowania w ich życiu się wydarzyły. Poznajemy też skrawki ich przeszłości, która mocno ich ukształtowała i w pewnym sensie wpłynęła na podejmowane przez nich życiowe decyzje. Co by się wydarzyło, gdyby podjęli inne decyzje? Trudno powiedzieć, lecz odnoszę wrażenie, że niezależnie od tego ich życie i tak mocno by się skomplikowało. Dzięki temu, że bohaterowie zostali dobrze nakreśleni i narracja jest pierwszoosobowa, mocniej odbiera się tę opowieść i trudno się z nimi rozstać. Ciekawym elementem są też opowiadane sny i ich analiza. Dodają klimatu całości, rozjaśniają też miejscami obraz lub go bardziej komplikują. 

„Ja myślę, że wyrosły z nas okazałe, piękne drzewa. Które nawet ciesząc się ukochanym słońcem, zawsze mają swoje cienie. A ich liście mogłyby wyszumieć niejedną ciekawą historię.” str. 140

W tej książce przeplata się smutek z chwilami radości i nadziei. Smutek, który determinuje kolejne działania, nie pozwala cieszyć się z życia, pochłania duszę, zniekształca codzienność. Ponadto autorka poruszyła wiele istotnych tematów, takich jak mierzenie się z depresją, traumatycznymi wspomnieniami i toksycznymi relacjami rodzinnymi. Pokazuje, jak bardzo dzieciństwo kształtuje dalsze nasze życie, podejście do ludzi, wiarę w swoje możliwości. Można mieć wiele, lecz nie przynosi to radości a każdy dzień jest walką o lepszy nastrój, poczucie sensu, chwile bliskości bez przytłaczającego serce ciężaru. Czuć także, że autorka jest miłośniczką zwierząt, że ich los nie jest jej obojętny, na co wskazują niektóre elementy tej opowieści. Zwraca uwagę na to, że warto reagować i pomagać, gdy jest taka okazja. 

„Opowieść dla smutnych ludzi” to zaskakująca w pozytywnym sensie książka, która chwyta za serce, skłania do refleksji i pokazuje jak trudno jest podjąć niektóre życiowe decyzje oraz jak duży wpływ na nie ma nasza przeszłość. Przeszłość, która kształtuje to, kim się człowiek staje, jak o sobie myśli i czy wierzy w swoje możliwości. Klimatyczna, wzruszająca i przyciągająca uwagę lektura, o której trudno będzie zapomnieć, gdyż niesie duży bagaż emocji, które momentami przytłaczają. Warto ją poznać.

niedziela, 31 maja 2026

"Zwierzaki cwaniaki. Jak to jest być krewetką, szklaną żabą czy mrówkojadem?" Johan Klungel

Tytuł: Zwierzaki cwaniaki.
Jak to jest być krewetką, szklaną żabą czy mrówkojadem?
Autor: Johan Klungel
Seria: Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 36

Na świecie żyje mnóstwo gatunków zwierząt zarówno tych dużych, jak i zupełnie malutkich. Niektóre możemy spotkać na co dzień przykładowo ważkę, innych nie widać bez mikroskopu tak jak niesporczaka, a o niektórych możemy dowiedzieć się z książek czy filmów przyrodniczych, ponieważ żyją w różnych częściach świata, przykładowo niedźwiedź grizzly. Okazuje się, że nawet takie niepozorne zwierzątka mają zadziwiające cechy. Co by mogło się wydarzyć gdybyście Wy mieli takie supermoce?

Akademia Mądrego Dziecka to seria, która nie rozczarowuje, gdyż w jej zasobach można odnaleźć wiele książeczek, które poszerzają wiedzę z różnego zakresu. Poza dawką wiedzy, którą przekazują w przystępnej, dostosowanej do wieku odbiorców formie są estetycznie wydane, zabawne i przyciągające uwagę pięknymi grafikami. W tej serii można znaleźć książeczki dla dzieci od 0 do 3 lat, ale także powyżej 4 lat. Chętnie do nich zaglądam, by się przekonać, co nowego tym razem znajdę. Muszę przyznać, że o niektórych zwierzątkach opisanych w tej książce sama wcześniej nie słyszałam. Książeczka przeznaczona jest dla dzieci powyżej 4 lat.

Książka jest większego formatu w twardej oprawie, bardzo ładnie wydana a na okładce wita nas jeden z jej bohaterów, czyli aksolotl. Wewnątrz znajdziecie informacje na temat szesnastu zwierzątek, tych malutkich, niewidocznych bez mikroskopu, jak i tych całkiem dużych ważących nawet 680 kilogramów, dobrze znanych, ale też zupełnie zaskakujących. Niezależnie od tego, którego zwierzątka dotyczą informacje, przygotowane są na dwóch stronach i w dwóch formach: informacyjnej i humorystycznej. Poza informacjami na temat tych zwierząt autor prezentuje jak mogłoby to wyglądać, gdyby ludzie mieli takie supermoce. To dobry pomysł, gdyż w takiej formie łatwiej przyswaja się wiedzę i na dłużej ją zapamiętuje. Tekst harmonijnie współgra z grafikami, jest wyraźny, dużą czcionką, zachęca do samodzielnego czytania.

 „Zwierzaki cwaniaki. Jak to jest być krewetką, szklaną żabą czy mrówkojadem?” to dużego formatu, pięknie wydana i poszerzająca wiedzę książeczka dla najmłodszych, która pokazuje jak zadziwiające są zwierzęta, zarówno te zupełnie malutkie, jak i całkiem duże, spotykane na co dzień, ale też z odległych zakątków świata. Informacje przedstawione są w przystępny, ale też humorystyczny sposób, dzięki czemu wzbudzają zainteresowanie i na dłużej się je zapamiętuje. Odkrywanie ich na kolejnych stronach tej barwnej książeczki jest połączeniem nauki z rozrywką, co jest bardzo dobrym pomysłem.

niedziela, 24 maja 2026

"Niesamowite przygody Bereniki Szprot. Część 1: Zagubiona przesyłka" Agnieszka Stelmaszyk

Tytuł:. Zagubiona przesyłka
Autor: Agnieszka Stelmaszyk
Seria: Niesamowite przygody Bereniki Szprot  (tom 1)
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 280

Wiele osób pewnie chciałoby się dostać do Eskadry Podniebnych Podróżników, lecz nie jest to takie proste. Po pierwsze nie każdy o niej wie, a po drugie trzeba mieć określone predyspozycje, gdyż zadania wiążą się z wieloma przygodami, ale też z niebezpieczeństwami. Liczy się ciekawość świata, odwaga, ale także wrażliwość i poczucie humoru. Jeśli już jednak dołączy się do drużyny zdobywa się przyjaciół oraz wiele zagadek do rozwiązania i przeszkód do pokonania, ale przede wszystkim ratuje się niesamowite istoty, czyli elfy i przemierza przestrzeń dwupłatowcem. Tym razem przed eskadrą kolejne zadanie, gdyż w tajemniczych okolicznościach zaginęła cenna przesyłka. Czy uda się ją odnaleźć?

Patrząc na barwną i przyciągającą uwagę okładkę czułam, że to będzie niesamowita lektura, pełna przygód, zagadek i zadziwiającego świata wokół. Nie pomyliłam się. Na wstępie autorka przygotowała krótki opis głównych postaci, co jest dobrym pomysłem, gdyż pozwala szybciej wciągnąć się w opowieść. Berenika Szprot to dziewczynka, którą fascynuje przyroda, jest ciekawa otaczającego świata i każdego dnia odkrywa w nim coś nowego, co dla innych może być nieco niezrozumiałe, tak jak i to, że czasem potrafi mówić do siebie. To świetnie wykreowana postać, która od początku wzbudza sympatię, dlatego z uwagą obserwuje się jej los i zadania, które przed nią stają. Dziewczynka jest też wrażliwa i dostrzega rzeczy, które dla innych mogą być niezauważalne. To ona jest siłą napędową tej opowieści. Otrzymujemy oczywiście także szereg innych postaci, które są równie charakterystyczne, chociaż nie każda ma dobre zamiary.

Poza bohaterami do tej książki przyciąga po prostu fabuła, która jest dobrze przemyślana, lekka, ale też usiana tajemnicami do wyjaśnienia. Przygodami, ale też niebezpieczeństwami. Przede wszystkim jednak zabiera nas do niesamowitego świata, w którym niemal wszystko jest możliwe. Obok ludzi żyją w nim niesamowite istoty, takie jak chociażby elfy, czy prastare drzewo o niezwykłych właściwościach, czyli Włóczykij. Przemierzając wraz z Bereniką ten świat, można wiele w nim dostrzec, ale nie tylko w aspekcie takich niezwykłych istot, ale także szczegółów dotyczących otaczającej nas przyrody, która sama w sobie jest niezwykła i wzbudza podziw. Pisarka jest podróżniczką i mieszka w leśniczówce a w jej książce można poczuć szacunek dla przyrody i zachwyt otaczającym światem. W książce przeplatają się rozdziały z notatnikiem Bereniki, w którym można znaleźć nie tylko krótki opis wydarzeń, ale także wiele ciekawostek przyrodniczych przedstawionych w przystępnej formie. Przykładowo na temat świerku pospolitego, rudzika, wiewiórek i wiele innych. Poznawanie tej książki to przeżywanie przygód, ale także nauka.

Pisarka wykreowała ciekawy świat, w którym żyją niezwykłe istoty i jest wiele zagadek do rozwiązania. W trakcie poszukiwania zaginionej przesyłki krok po kroku odkrywa się jego tajemnice, przemierzamy lasy, lecimy dwupłatowcem, poznajemy Wyspy Szmaragdowe. Spotykamy różne zwierzęta, elfy, smoki, olbrzymie cyklopy, ale też niebezpiecznych przemytników. Przygód nie brakuje. Ponadto rozdziały mają ciekawe tytuły a opowieść uzupełniają barwne i przyciągające uwagę ilustracje. Książka jest bardzo ładnie wydana, w twardej oprawie, harmonijnej kolorystyce, z sporą, czytelną czcionką. Zawiera szereg ozdobników przykładowo na początku rozdziałów, czy w notatnikach Bereniki. Książka dedykowana jest dla dzieci w wieku 9 – 12 lat.

„Zagubiona przesyłka” to pierwszy tom serii Niesamowite przygody Bereniki Szprot, który jest pełen przygód i zabiera czytelnika do oczarowującego świata, w którym obok ludzi żyją niesamowite istoty. To także opowieść, która pokazuje jak niezwykła jest przyroda i jak wiele ciekawostek jest w niej do odkrycia. Na Berenikę czekają ciekawe zadania i różne zagadki do rozwiązania, co wiąże się też z niebezpieczeństwami i przeszkodami do pokonania. Książka jest uzupełniona barwnymi ilustracjami i pięknie wydana. Polecam.

sobota, 23 maja 2026

Barbie. Magazyn 4/2026

Tytuł: Barbie. Magazyn 4/2026
Seria: Barbie
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 32

Czy pamiętacie Barbie? Opowiem Wam dziś o ciekawym i barwnym magazynie dla najmłodszych (5 - 9 lat) z serii Barbie. Znajduje się w nim sporo kreatywnych zadań do wykonania. Nie zabrakło historii do przeczytania a dołączony do tego numeru prezent może stać się elementem wspólnej zabawy.

Od samego początku wzbudził moje zainteresowanie pomysł, który pamiętam z dzieciństwa, czyli wycinanie lalek z papieru i przygotowywanie dla nich różnej garderoby a następnie wykonywanie różnych stylizacji. Dla czytelników zostały przygotowane wzory lalki Barbie i kolorowa garderoba dla nich do wycięcia. To tylko jeden z ciekawych elementów tego magazynu, gdyż na tak niewielu stronach udało się pomieścić dużo rozwijających i kreatywnych zadań do wykonania. Wszystkie oczywiście w barwnym świecie Barbie. Znajdziecie tu wiele elementów do kolorowania, wyszukiwanie różnych kształtów, quizy sprawdzające wiedzę z poznanych historii, czy dotyczące ilustracji, labirynt do pokonania, grę i jeszcze więcej. Nie zabrakło plakatu. Kolorując można poczuć się jak projektant/ka mody. Uwagę przyciąga także dołączony prezent, który może stać się początkiem wspólnej zabawy.

Magazyn jest interesujący, przyciągający uwagę barwami i ciekawymi, kreatywnymi zadaniami do wykonania. Dodatkowym atutem poza treścią, jest dołączony prezent, oczywiście w stylu Barbie. Czcionka jest wyraźna, zadania do wykonania jasno opisane a treść różnorodna. Nie sposób się nudzić. Ważne, że w trakcie poznawania łączy w sobie zabawę z nauką, gdyż zadania rozwijają kreatywność, ale także zdolności poznawcze, czy manualne.

„Barbie. Magazyn 4/2026” to magazyn dla najmłodszych miłośników Barbie. Barwne wydanie oraz dołączony prezent przyciągają uwagę. Treść jest różnorodna, poczynając od różnych rozwijających zadań do wykonania, poprzez ciekawą historię do poznania, gry, czy też quizy. Łączy w sobie zabawę z nauką, czyli zapewnia dobrą rozrywkę i rozwija chociażby kreatywność.

poniedziałek, 18 maja 2026

"Wystarczy kochać" Kinga Kalinowska

Tytuł: Wystarczy kochać
Autor: Kinga Kalinowska
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 86

Życie potrafi płatać nam figle w zupełnie nieoczekiwanym momencie, tak jak to dzieje się w przypadku Kingi. Kobieta jest czterdziestoczteroletnią lektorką hiszpańskiego i pilotką zagranicznych wycieczek oraz szczęśliwą singielką, chociaż nadal nie przekreśliła wiary w miłość. Niesie bagaż różnych doświadczeń, lecz stara cieszyć się każdą chwilą i optymistycznie patrzeć w przyszłość. Sporo podróżuje, w związku z czym cały czas poznaje ciekawych ludzi. Gdy na jednej z takich wycieczek na jej drodze staje pewien mężczyzna od razu wzbudza jej zainteresowanie, chociaż nie wie jeszcze, jak wielką tajemnicę skrywa. 

„Zazwyczaj lubię ten dreszczyk, który czuję, gdy wyruszam w świat” str. 11

Uwagę przykuwa barwna okładka, która wygląda jakby była namalowana farbami, tradycyjnie przedstawiająca główną bohaterkę i towarzyszącego jej kota. Opis również zaciekawia. Zastanawia mnie tylko, czy historia przedstawiona na kartach tej opowieści jest prawdziwa, ponieważ imię i nazwisko głównej bohaterki jest takie, jak i autorki.

„Ta historia nie mogłaby wydarzyć się dzisiaj, w dobie telefonów komórkowych, internetu i tak dalej. Wtedy pewnie wydarzyło się wiele podobnych.” str. 55

Jedynym w moim odczuciu minusem tej opowieści jest to, że jest tak krótka, przez co nie da się w pełni odebrać drzemiących w niej emocji. Poznaje się ją niezwykle szybko, jest ciekawa i pokazuje jak nieprzewidywalne potrafi być życie niezależnie od tego, w jakim wieku jesteśmy. Na miłość nigdy nie jest za późno.

Bohaterka od pierwszych stron wzbudza sympatię swoim podejściem do życia, przemyśleniami na różne tematy i po prostu optymizmem. To osoba towarzyska, pewna siebie, ale w głębi także wrażliwa, chociaż na pierwszy rzut oka pewnie tego nie widać. Ma swoje słabości, o których nie boi się wspomnieć, czasem w humorystyczny sposób. Na podziw zasługują jej gotowość do podróży, ciekawość świata i dystans, który wypracowała. Wspierają ją córka i przyjaciółki. W jej z pozoru chaotycznym, lecz w gruncie rzeczy poukładanym życiu wydarza się coś zupełnie niespodziewanego, co sprawia, że jej serce znów zaczyna mocniej bić a codzienność nabiera wyraźniejszych kolorów. Pojawia się mężczyzna, który wywraca wszystko do góry nogami. Przeszłość splata się z teraźniejszością, a pewne tajemnice wyjaśniają się właśnie teraz. 

„Wystarczy kochać” to krótka, ale wymowna opowieść o tym, co w życiu jest ważne i jak nieprzewidywalny potrafi być los. Historia ogrzewająca serce, wzbudzająca uśmiech i pokazująca, że warto mieć nadzieję i cieszyć się każdą chwilą niezależnie od wieku. Autorka zabiera nas do malowniczego miasteczka, w którym jej życie zaczyna się zmieniać w nieoczekiwanym kierunku rozświetlone promykami słońca.

sobota, 16 maja 2026

"Strażniczka małych ludzi. Rytuał ochronny. Tom 5"

Tytuł: Strażniczka małych ludzi. Rytuał ochronny. Tom 5
Autor: Carbone i Véronique Barraw
Seria: Strażniczka małych ludzi (tom 5)
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 56

Przed Eliną staje kolejne zadanie. Jako strażniczka małych ludzi rusza na pomoc syrenie, która zaplątała ogon w sieć rybacką i uciekła. Sama nie poradzi sobie z siecią, trzeba jej pomóc, ale na początek należy ją znaleźć. W poszukiwaniach towarzyszą Elinie wróżka Nelvyna oraz elf Llyam. Niestety nie jest to proste zadanie tym bardziej, że  starają się im przeszkodzić pewne groźne, złośliwe istoty z morskich głębin. Niebezpieczeństw nie brakuje. Czy strażniczce uda się pokonać przeszkody i uratować syrenę?

Dziś chcę Wam przedstawić kolejny pięknie wydany komiks dla młodszych czytelników, który jest już piątym tomem serii o sympatycznej strażniczce Elinie i jej przyjaciołach. Komiks jest dużego formatu, w twardej oprawie i z przyciągającą wzrok grafiką na okładce. Zarówno opis, jak i grafika zapowiadają opowieść pełną przygód i magicznych istot.

W tej części przed Eliną staje kolejne zadanie do wykonania, czyli uratowanie syreny zaplątanej w sieci. W trakcie poznawania tej historii pojawiają się różne ciekawe istoty, czasem bardziej a czasem mniej przyjazne. Nie sposób się nudzić, gdyż cały czas coś się dzieje. Opowieść jest ciekawie poprowadzona a treść dostosowana jest do wieku odbiorców. Teksty w dymkach są krótkie, wyraźne, dobrze kontrastują z tłem. Duża czcionka ułatwia czytanie. Rysunki wykonane przez Charline Forns są dopracowane, barwne. Zarówno opowieść jak i grafiki dobrze się uzupełniają.

„Strażniczka małych ludzi. Rytuał ochronny. Tom 5” to piąty tom komiksowej serii „Strażniczka małych ludzi”, w którym wraz z Eliną, wróżką Nelvyną i elfem  Llyamem wyruszamy na pomoc syrenie. To opowieść pełna przygód, dopracowana graficznie i w pięknej oprawie. Pokazuje, że nie można się poddawać mimo przeciwności, ale także jak ważne jest wsparcie rodziny i przyjaciół.