Czekali na tę chwilę z wytęsknieniem, jakby tylko ten moment był w ich życiu ważny. Czuli się wyróżnieni dołączając do grona osób, którym dane jest spotkanie z autorką i jej dziełem. To od nich zależało dobre oddanie w ich językach tego, co chciała przekazać, w taki sposób, aby jej dzieło przetrwało i zostało przekazane dalej. Osiem wybranych osób dostąpiło zaszczytu tłumaczenia dzieła życia autorki pod tytułem „Szara eminencja”. Spotkali się w Puszczy Białowieskiej, w jej domu nieco odosobnionym od reszty świata, by wspólnie pracować nad najnowszym jej utworem. Wszystko szło dobrze do momentu, gdy niespodziewanie ich autorka zniknęła. Rozpoczynają poszukiwania, które odkrywają przed nimi wiele niespodzianek.
„TŁUMACZENIE to nowe doświadczenie czegoś, co jest fundamentalnie tym samym.” str. 76
Są takie książki, które poznaje się nieco wolniej, z większą uwagą ze względu na oryginalną, nieco zagmatwaną, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, treść i o takiej dziś chcę Wam opowiedzieć. O książce, która pokazuje jak trudna potrafi być praca tłumacza i jak wielka jest potęga języka. To dzięki tłumaczom możemy poznać takie książki jak ta, która jest wyrazista, nieco szalona, osnuta tajemnicami i przyciągająca uwagę, tak jak już sama jej okładka.
W tej książce znajdziecie wszystko to, co cechuje bardziej wymagającą lekturę. Zaczynając od samej tematyki, poprzez konstrukcję i styl a kończąc na przekazie. Każdy rozdział dostarcza nowych informacji, które z jednej strony rozjaśniają obraz, z drugiej natomiast stawiają szereg kolejnych pytań. To opowieść osnuta tajemnicą, wielowymiarowa i nieszablonowa. Ponadto pokazuje od kulis pracę tłumaczy, którzy niczym szara eminencja są niewidoczni, chociaż to od nich zależy odbiór przekazywanych historii. To ich praca nie jest doceniana, chociaż bez nich nie poznalibyśmy tak wielu książek.
Bohaterem niejako drugoplanowym jest Puszcza Białowieska, miejsce, w którym znajduje się dom autorki wraz z wszystkimi tajemnicami, które skrywa. Miejsce, w którym splatają się różne historie i losy wielu osób. Otoczone historią, ważne i warte odwiedzenia. Na uwagę zasługują także bohaterowie, tłumacze, których imion początkowo nie poznajemy. Znamy ich po języku, w którym tłumaczą. Każdy z nich skrywa własną historię, ale niezależnie od swojej sytuacji życiowej najważniejszy dla nich jest przekaz dzieł autorki, która dla nich jest niczym bożyszcze. Tymczasem im bardziej zagłębiają się w drobne elementy z jej życia, tym mocniej otwierają się ich oczy na wszystko, co do tej pory się wydarzyło. Co było prawdą a co iluzją? Tajemnice się mnożą i kolejne elementy tej kryminalnej zagadki wskakują na swoje miejsce wraz z przeczytanymi rozdziałami tej książki, które pochłania się z ciekawością. Czy wszystko, co do tej pory się wydarzyło, warte było poświęconego czasu? Co stało się z autorką? Opowieść ta powinna spodobać się też miłośnikom grzybobrania, gdyż nie tylko na okładce, ale także w treści grzyby odgrywają swoją, niepowtarzalną rolę.
„W ostatecznym rozrachunku to, co robimy, jest grzybnią. Jako tłumacze i tłumaczki zszywamy świat w zjednoczoną i komunikującą się całość.” str. 236
„Wymieranie Ireny Rey” to wyróżniająca się konstrukcją i tematyką lektura. Każdy jej rozdział roztacza aurę tajemnicy, przyciąga uwagę i zaskakuje, ale stawia także przed czytelnikiem szereg pytań, skłaniając do refleksji. To interesująca, oryginalna i obrazująca potęgę języka lektura, która pokazuje jak ważna, czasem niedoceniana jest praca tłumaczy. Powieść ta wyróżnia się, wymaga większego skupienia i nie każdemu przypadnie do gustu. Jest nieprzewidywalna i miejscami ironiczna. Warto dać jej szansę.






