Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

"Czarująca poetka. O Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej" Joanna Jurgała-Jureczka

Tytuł: Czarująca poetka.
O Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej
Autor: Joanna Jurgała-Jureczka
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 288

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska to wybitna poetka dwudziestolecia międzywojennego, której twórczość zachwyca do dziś. Tworzyła piękne, liryczne wiersze o miłości, przemijaniu, życiu, marzeniach. Inteligentna, czarująca, bawiąca się słowem z lekkim humorem, czy czasem ironią. Interesowała się zjawiskami nadnaturalnymi, astrologią, co także miało wpływ na jej twórczość. Oddziaływała na ludzi wokół nie tylko słowem pisanym. Jaka naprawdę była Lilka i jakie tajemnice skrywała?

Książka, o której chcę Wam dziś opowiedzieć nie jest typową biografią, co zaznacza sama autorka już na wstępie. Skupia się raczej na tym, by przedstawić jaka była Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i co sprawiło, że mówiło się o niej czarująca. Słowo to bowiem może mieć różne znaczenia, bardziej i mniej pozytywne a sposób w jaki oddziaływała na ludzi, nie tylko poprzez swoje wiersze, dobrze do tego słowa pasuje. 

Pamiętam niektóre wiersze tej pisarki, są piękne, jakby eteryczne, wprowadzają charakterystyczny nastrój. Są niczym piękne motyle, delikatne, pastelowe, tajemnicze, jakby odrealnione, wzbudzające zainteresowanie. Czasem bardziej melancholijne, innym razem bardziej radosne, chociaż w wielu przebrzmiewa nuta o miłości. Dobrze oddają to, jak skomplikowaną osobą była poetka, kobietą jakby z innej epoki, dostrzegającą więcej, czującą mocniej, wrażliwą. Przyciągała ludzi, a jednak sama nie czuła się w pełni szczęśliwa, poszukiwała miłości, analizowała sny, interesowała się zjawiskami nadnaturalnymi. Wszystko to wpływało na jej wiersze. Fragmenty niektórych z nich możecie przeczytać w tej książce, a jeden szczególnie zapada w pamięci, czyli „Najpiękniejszy sen” z tomu „Cisza leśna”. Poznawanie tej książki uświadomiło mi także, jak dawno nie czytałam już poezji.

Autorka starała się pokazać jaką kobietą była poetka, rozwiać nieco jej tajemniczości, przeglądając dokumenty, rozmawiając, szukając ciekawostek, czy analizując tło obyczajowe. Rozszyfrować to, co sprawiało, że miała taką siłę. Pewnych tajemnic wyjaśnić się już nie da, ale uważam, że w tej opowieści można odnaleźć wiele ciekawych informacji na temat poetki, jej życia, otoczenia, rodziny i znajomych a także zawirowań życiowych. Poznaje się ją z zaangażowaniem a szereg dodanych fragmentów wierszy oraz zdjęć wzmacniają wrażenia i zachęcają do tego, by poznać w całości twórczość Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Dodatkowym atutem jest bardzo ładne wydanie książki, w twardej oprawie, ładnej kolorystyce.

„Czarująca poetka. O Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej” to opowieść o wspaniałej, nietuzinkowej poetce i jej twórczości. O kobiecie, która marzyła, kochała, była wrażliwa i czarująca w obu znaczeniach tego słowa. Książka, która nie jest typową biografią a raczej zawiera wiele ciekawych informacji i innego spojrzenia na to, kim była Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i co sprawiało, że tak przyciągała ludzi.

poniedziałek, 19 stycznia 2026

"Solo dookoła świata" Katarzyna Kozłowska

Tytuł: Solo dookoła świata
Autor: Katarzyna Kozłowska
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 420

Literatura podróżnicza otwiera oczy na wiele pięknych miejsc na świecie, które warte są odwiedzenia a powiedzenie, że podróże kształcą doskonale pasuje do książki, o której dziś chcę Wam opowiedzieć. Autorka Katarzyna Kozłowska w wieku 59 lat wyruszyła sama w półroczną podróż przez cztery kontynenty, by oderwać się od codziennego zgiełku, od zabiegania i przytłoczenia bodźcami. W kontakcie z naturą można bowiem odnaleźć cząstkę siebie, którą się utraciło i odzyskać harmonię, która została zaburzona. W książce wraz z pisarką przemierzamy amazońską dżunglę, relaksujemy się na karaibskich plażach, odwiedzamy Bali, czy też Tajlandię. Co w tej podróży okazało się najbardziej zaskakujące? Czy zdarzały się momenty niebezpieczne? Zapraszam do lektury.

„Podróżuję, żeby oglądać świat, ale także po to, by poszerzyć horyzonty.” str. 16

To kolejna książka pisarki i podróżniczki, która w wieku 50 lat wyruszyła na pierwszą dłuższą wyprawę, opisując ją w książce. O poprzedniej podróży nie czytałam jeszcze, ale po lekturze tej chętnie to zmienię. Autorka prowadzi też bloga podróżniczego www.goanywhere.to Po ten gatunek literacki sięgam, ponieważ można poznać wiele ciekawostek na temat różnych miejsc na świecie, czasem bardzo odległych. Tym razem ciekawa też byłam, czy taka podróż solo jest trudniejsza, gdyż z pewnością wymaga wiele odwagi. 

Wyprawa rozpoczyna się w Stanach Zjednoczonych, wiedzie przez między innymi Peru, czy Polinezję Francuską, dociera do Kambodży by zakończyć się w Indiach. Katarzyna Kozłowska odwiedza cztery kontynenty i dwanaście krajów. W każdym z tych krajów autorka spędza trochę czasu, poznaje lokalne zwyczaje, zwiedza miasta, ogląda zabytki, ale też wioski w środku dżungli i miejsca znane głównie mieszkańcom. Poznaje mieszkańców, ale także ludzi podróżujących jak ona, spaceruje kilometrami, odkrywa nowe miejsca. Czasem spędza czas bliżej ludzi, innym razem tylko w kontakcie z naturą. Bywa, że nie śpi wiele, ale też w innym miejscu korzysta z wycieczek do ciekawych miejsc, czy też nurkuje. Pokonuje piesze trasy trekkingowe, rozmawia z ludźmi, próbuje lokalnych specjałów. 

Książkę poznaje się niczym beletrystykę, ponieważ napisana jest w sposób lekki a równocześnie poszerza horyzonty, jest interesująca i czyta się ją bardzo szybko. Na każdym etapie podróży autorka przekazuje czytelnikowi wiele ciekawych informacji na temat miejsc, które odwiedza. Poza rysem historycznym opowiada ciekawostki, które zapadają w pamięci przykładowo o Taquile w Peru, gdzie tylko mężczyźni robią na drutach, czy plantacji róż w Kolumbii. Dowiedziałam się również między innymi, który kraj jest jednym z największych producentów storczyków. W różnych częściach świata autorka dostrzega też wątki polskie. Wiele jej wypraw nie jest wcześniej zaplanowanych a raczej są wynikiem spontanicznych decyzji pod wpływem rozmowy z poznanymi ludźmi, czy splotu wydarzeń. Inspirująca jest rozmowa z Vivienne, właścicielką hostelu w Kolumbii, ale także słowo wstępne na początku książki. Czuć spokój płynący z tej opowieści, wzbudza również podziw, ponieważ taka podróż z pewnością wymaga odwagi, otwartości i wiary w swoje siły, ale też ludzi. Autorka swoją podróż dokumentuje także zdjęciami i niektóre umieszcza w książce. 

„Praktykuję zdrowy egoizm, w ten sposób łapię mentalną równowagę i uziemienie. To jest bardzo sprawcze i kojące uczucie.” str. 199

„Solo dookoła świata” to piękna książka o podróży do dwunastu krajów, która pozwala poczuć spokój, odetchnąć od codziennego zabiegania, poszerzyć horyzonty i zachęcić do zwiedzania świata także solo. Opowieść o odnajdywaniu siebie w kontakcie z naturą, inspirująca i pokazująca, że w różnych częściach świata czekają na nas piękne miejsca, które warte są odwiedzenia. Dostarcza wielu informacji, ciekawostek i przemyśleń. Opowiada o poznanych w czasie podróży ludziach. Z całego serca polecam tę niezwykłą pod kątem przekazu i inspirującą książkę.

wtorek, 9 grudnia 2025

"Aglo. Banką po Śląsku" Zbigniew Rokita

Tytuł: Aglo. Banką po Śląsku
Autor: Zbigniew Rokita
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 320

Śląsk skrywa wiele tajemnic, ciekawą, chociaż trudną historię, miejsca pełne kontrastów. Z jednej strony szary, z drugiej pełen barw, które przez wielu nie są zauważane. Jak wygląda Aglomeracja? Najłatwiej się o tym przekonać wsiadając razem z autorem w Siódemkę, królową polskich banek  i obserwując zza szyby krajobraz, który się zmienia i wszystko, co się wokół dzieje. Trasa bowiem wiedzie przez samo serce Śląska pomiędzy blokami, kopalniami, starymi kamienicami, podwórkami, pokazując jego różne oblicza. Za każdym razem przemierzając tę trasę  można dostrzec więcej, poczuć mocniej atmosferę Aglo, wczuć się w rytm życia w tym miejscu, poznać więcej szczegółów. Za każdym razem jest to inna podróż, chociaż wiedzie tymi samymi ulicami. Czy jesteście gotowi na tę niesamowitą wyprawę?

„Rozglądam się i widzę kolejną nadjeżdżającą Siódemkę, królową śląskich banek.” str. 311

Są takie książki, które po przeczytaniu na długo pozostają w pamięci, które pomimo miejscami trudnej tematyki poznaje się nadzwyczaj lekko i z ciekawością, które ze względu na tematykę po prostu warto poznać. Książki, które poszerzają horyzonty, ale w sposób niewzbudzający zniechęcenie, nie powodujący nudy, a wręcz które trudno odłożyć, bo tak chce się czytać dalej. O jednej z takich książek chcę Wam dzisiaj opowiedzieć. O autorze niewiele wcześniej wiedziałam, gdyż nie poznałam jego twórczości. Szkoda i wiem teraz, że muszę nadrobić zaległości w tym zakresie. Zgodnie z informacją na okładce pisarz jest laureatem Nagrody Literackiej Nike  2021. Zainteresowała mnie tematyka tej książki i nieco futurystyczna okładka. Niewiele na temat Śląska wcześniej czytałam. 

Na wstępie wita nas mapa przedstawiająca Aglomerację oraz trasa słynnej Siódemki, która jest swoistym bohaterem tej opowieści. To ona wiedzie nas przez kolejne miejsca, przy których warto się zatrzymać i dowiedzieć nieco więcej, ale nie tylko na temat historii, ale też znaczenia w teraźniejszości, problemów które teraz są ważne, chociaż zakorzenione w przeszłości. Trasa Siódemki wiedzie kolejnymi przystankami niczym po nanizanych na żyłce koralikach tworząc niezwykły wzór i pokazując niesamowite miejsce w Polsce. Aglomerację, o której niewiele się mówi, która ma wiele niezabliźnionych ran, wypełniona jest trudną historią, ale też przez to wszystko razem także jedyną w swoim rodzaju atmosferą. O takich miejscach warto pisać, warto dowiadywać się więcej. 

Pisarz niemal na każdym przystanku szykuje dla czytelnika kolejną porcję ciekawostek, historii, ale czasem też rozważań na temat przyszłości. Wszystko to sprawia, że czuje się, jak bardzo różnorodny jest Śląsk, jak różne ma oblicza w zależności od tego, gdzie akurat się znajdujemy. Przedstawia to także poprzez rozmowy z różnymi osobami, ich wspomnienia. Dowiedzieć się można między innymi o niesamowitym artyście Erwinie Sówka. Artyście, który mieszkał skromnie, jego pracownia znajdowała się w gierkowskim bloku z wielkiej płyty, nie obnosił się ze swoją sztuką, ale gdy tworzył przenosił się do innego świata, jakby wpadał w trans, przed jego oczami były wizje, które przenosił na płótno. 

„W tym, co uchodziło za śląską brzydotę, odnalazł piękno, powtarzał, że kopalniane i hutnicze zanieczyszczenia są dla Śląska makijażem, który ten nosi dumnie niczym szykowna kobieta.” str. 23

Autor snuje także dużo rozważań na temat śląskiej tożsamości. Pisarz nie stroni od trudnych tematów, a jednym z nich jest górnictwo, które odgrywa tak ważną rolę. Opowiada między innymi o strajku na kopalni Wujek w samym sercu aglomeracji, który rozszerzył się na całą okolicę i o masakrze, która się wówczas rozegrała. W miejscu tym, przed kopalnią górnicy ustawili krzyż, który nadal się tam znajduje, tylko obecnie w większym 33 metrowym. 

Wspomniałam wcześniej, że swoistym bohaterem jest Siódemka, której trasa należy do jednej z najdłuższych w Polsce. Autor umiejętnie wplata w opowieść ciekawostki dotyczące historii tego konkretnego tramwaju, poprzez chociażby wplecione rozmowy z motorniczym. Tak wiele jeszcze chciałoby się napisać o tej książce, lecz trudno nie odkrywając za dużo, by w konsekwencji nie popsuć własnego jej poznawania i emocji, które wywołuje. Wspomnę tylko jeszcze, że napisana jest z jednej strony lekko, miejscami wręcz poetycko w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Z drugiej strony przekazuje ogrom wiedzy i nie stroni od trudnych tematów.

„Aglo. Banką po Śląsku”  to książka, która poszerza horyzonty, zaskakuje ogromem treści przedstawionych w sposób wzbudzający emocji, zapadający w pamięci i zachęcający do odwiedzenia Śląska. Książka niesie dużo różnorodnych informacji na temat Śląska, jego historii, problemów z którymi się mierzy i niesamowitych miejsc, które warto samemu odwiedzić, ale też osób, o których należy pamiętać, gdyż są częścią tej aglomeracji. Ciekawa, wartościowa i warta poznania.

poniedziałek, 26 grudnia 2022

"Rubik" Ernő Rubik

Tytuł: Rubik. Fascynująca historia
najbardziej znanej łamigłówki świata
Autor: Ernő Rubik
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2022
Liczba stron: 224

Pewnie każdy kojarzy kostkę Rubika, nawet jeśli nie trafiła bezpośrednio do naszych rąk. Ta niepozorna, ale równocześnie magiczna kostka zyskała olbrzymią popularność i zafascynowała mnóstwo osób niezależnie od wieku. Teraz można dowiedzieć się więcej na temat jej wynalazcy a także jego fascynacji różnego rodzaju zagadkami logicznymi i nie tylko. Książka ta przestawia także samą kostkę od pomysłu po poszczególne etapy jej rozwoju, aż do momentu, gdy jej kształt i wizualny wygląd zostały dopracowane. Opowieść o tym, dlaczego łamigłówki potrafią być tak angażujące i rozwijające oraz co sprawiło, że ta konkretna stała się takim fenomenem.

„Ciekawość jest płomieniem, który może rozpalić kreatywność.” str. 59

Wspominałam Wam pewnie, że chętnie poznaję ciekawe biografie, a ta zdecydowanie mnie zainteresowała. Jakiś czas temu poznałam powieść graficzną na temat popularnej gry Tetris i jej powstania. Teraz czekała mnie interesująca podróż do świata łamigłówek za sprawą kostki i jej historii. Przyznam, że jakoś wcześniej nie próbowałam jej ułożyć, ale ta książka sprawiła, że mam to w planach.

W opisie książki jest zaznaczone, że to oryginalna „biografia” i faktycznie taka jest. Nie są to suche fakty a raczej poznanie wynalazcy na podstawie jego wspomnień, przemyśleń i wytłumaczenia nam jego fascynacji ruchem i stabilnością, prostotą i złożonością. Trochę tu ciekawostek, ale także przedstawienie ograniczeń, jakie były normalnością w czasach, gdy powstawała kostka. Ograniczeń z życia za tak zwaną żelazną kurtyną. Książkę poznaje się dosyć szybko i bez uczucia znużenia, chociaż wiadomo nie jest to lektura pełna rwącej akcji. Nie każdemu może też się spodobać to, że mniej w niej faktów z życia samego wynalazcy, a więcej o kostce i o podejściu do życia autora.

Sam niezwykły pomysł to jedno, ale do jego realizacji, patentu, produkcji jest długa droga pełna przeszkód. Istotne jest tu wszystko, barwa, materiał i przykładowo jego odporność na naprężenia, środki finansowe i przede wszystkim determinacja, by produkt ujrzał światło dzienne. Pozornie wydawać by się mogło, że to tylko zabawka, ale to nieprawda. Myślę, że dzięki temu, że została tak dopracowana i przemyślana zyskała tak dużą popularność. Widać, jak bardzo istotne było dla wynalazcy, aby jego produkt był dopracowany, estetyczny i solidnie wykonany. To zasługuje na uznanie. Wynalazca to człowiek skromny, który mimo takiej popularności jego produktu dalej trzymał się własnych zasad, pracował, tworzył kolejne łamigłówki. Niejednej osobie przewróciłoby się w głowie od takiej sławy a w tym przypadku zupełnie się tego nie odczuwa, wręcz przeciwnie. Samą kostkę autor nazwał swoim najstarszym dzieckiem, co świadczy już o tym, jak wiele dla niego ten produkt znaczy i mimo, że tyle pracy włożył, by był dopracowany nadal nie nazywa siebie profesjonalistą, a raczej bardziej amatorem.

Opowieść przedstawiona jest przystępnym, łatwym w odbiorze językiem. Dostajemy też oryginalne wprowadzenie i trochę inspirujących cytatów rozpoczynających poszczególne rozdziały oraz na zakończenie oryginalny wywiad, uwaga – z autorami.

„Rubik. Fascynująca historia najbardziej znanej łamigłówki świata to interesująca książka przedstawiająca człowieka, którego fascynacją są łamigłówki a także cały proces od pomysłu do końcowego efektu jego najbardziej znanego i cenionego wynalazku, jakim jest słynna kostka. Dobrze się ją poznaje, inspiruje i zachęca do tego, by robić w życiu to, co jest dla nas ważne, bo tylko wtedy można wykonywać taką pracę dobrze i mieć z niej satysfakcję. Co zaś się tyczy samej kostki, to myślę że to fajny pomysł na prezent, najlepiej w komplecie z tą ciekawą książką.

czwartek, 14 października 2021

"Podziemie. Świat pod naszymi stopami" Will Hunt

Tytuł: Podziemie. Świat pod naszymi stopami
Autor: Will Hunt
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 296

Podziemia kojarzą się z ciemnością, horrorami, niebezpieczeństwem. Budzą strach, działają na naszą wyobraźnię. Często boimy się tego, co nieznane, a to właśnie świat pod nami owiany jest tajemnicą, niewiele o nim wiemy, niewiele się nad nim zastanawiamy. Tymczasem są ludzie, których ten świat fascynuje, daje siłę, zachęca do niesamowitej podróży do miejsc ukrytych przed oczami większości z nas. 

Prosta okładka i intrygujący opis przykuły moją uwagę. Niewiele pojawia się książek dotyczących takiej tematyki, a dawno już nie zaglądałam do reportaży. Ten zapowiadał intrygującą wyprawę do świata, o którym niewiele wiemy. Niewiele osób na co dzień zastanawia się, co dzieje się pod ich stopami. Brak na ten temat zbyt wielu informacji, a takie miejsca wzbudzają niepokój. Z drugiej strony, jak by się nad tym zastanowić, to pomimo strachu właśnie podziemia stanowiły też schronienie. Autor zabiera więc nas do miejsc, które fascynują i pokazują świat z zupełnie innej strony.

„Schodzimy pod ziemię, by umrzeć, ale także by się odrodzić, by wyjść z łona ziemi; boimy się podziemia, a jednak to właśnie tam szukamy schronienia przed niebezpieczeństwem; podziemie kryje w sobie zarówno bezcenne skarby, jak i toksyczne odpady; jest królestwem stłumionej pamięci i świetlistego objawienia.” str. 38

Autor w pierwszym rozdziale nazwanym Zejście opowiada nam, od czego zaczęła się jego pasja, w jaki sposób zainteresował się tym, co znajduje się pod nami i dlaczego tak niewiele na ten temat wiemy. To tylko preludium do dalszej części, która jest intrygująca i przede wszystkim daje do myślenia. Podziemia przecież wzbudzają strach, dlaczego więc były miejscem, w którym ludzie spędzali czas, szukali bezpieczeństwa. Dłuższy pobyt w takim miejscu działa nie tylko na wyobraźnię, ale także na psychikę. Autor po rozpoczęciu swojej wyprawy w Providence odwiedził miejsca w ponad dwudziestu krajach i jego zainteresowanie tym tematem, światem, który tak niewiele osób zgłębia, trwa nadal. Opisując najważniejsze z wydarzeń stara się pokazać, co tak naprawdę skrywa się pod nami, jak wiele tajemnic i niesamowitych miejsc.

Każdy z rozdziałów opisuje inne miejsca, różne doświadczenia, ciekawostki, ale także a może przede wszystkim ludzi, którzy z nimi są związani. Można poznać miejscowych odkrywców, ale też dowiedzieć się między innymi, jaki wpływ na człowieka ma długi pobyt w ciemnościach. Opisywane miejsca mocno działają na wyobraźnię. W pamięci pozostają także bohaterowie, jak chociażby pierwsza osoba, która uwieczniła na fotografiach podziemia Paryża. W związku z tym, że w książce zostały zamieszczone także czarno białe ilustracje i zdjęcia, treść mocniej trafia do czytelnika. Wiele zdjęć zapada w pamięci, przykładowo jedno przedstawiające korytarze ułożone z kości w Paryżu, czy inne pokazujące niesamowite sieci jaskiń w Kapadocji. Wspomniałam też o bohaterach, o których trudno będzie zapomnieć a jednym z nich był mieszkaniec Londynu William Lyttle, którego historia i pasja związana z kopaniem zaczęła się dosyć niepozornie.

Walorem tej książki poza ciekawą treścią jest lekkość przekazu. Poznaje się ją bardzo szybko a jednocześnie z utrzymującym się na odpowiednim poziomie zainteresowaniem. W wielu miejscach opowieść skłania do refleksji i zachęca do pogłębienia wiedzy w określonych obszarach. 

„Podziemie. Świat pod naszymi stopami” to książka, która zaskakuje treścią, ciekawą tematyką i klimatem. Ukazuje pasję, nieco mroczne, ale też piękne miejsca niewidoczne dla większości ludzi a skrywające tajemnice, działające na wyobraźnię, niesamowite. Autor w interesujący sposób opowiada nam różne historie i przedstawia ludzi, którzy tak jak on postanowili zwiedzić świat, który wzbudza niepokój, na co dzień głęboko ukryty. Świat, który niby jest tak blisko, a jednak niewiele nadal o nim wiemy. Klimatyczna i mroczna podróż w głąb ziemi, w ciemnościach, z dala od codziennego zgiełku.


środa, 31 marca 2021

"Pod gołym niebem. Żyj w rytmie natury" Markus Torgeby

Tytuł: Pod gołym niebem. Żyj w rytmie natury
Autor: Markus Torgeby
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 192

Człowiek na co dzień nie zastanawia się nad tym, jak wiele dobra niesie dla niego kontakt z naturą, nie docenia jego wpływu. W codziennej rutynie, zabieganiu, rozwiązywaniu problemów po prostu o tym zapominamy skupieni na tym, co dzieje się wokół. Kiedy ostatnio patrzyliście w nocy na rozgwieżdżone niebo? Kiedy widzieliście piękny i kojący zachód słońca? Tymczasem natura może stanowić prawdziwe źródło ukojenia, dawać siłę, pomóc odetchnąć, oczyścić głowę zasypaną negatywnymi informacjami i być może dostrzec rozwiązanie, którego wcześniej nie widzieliśmy przytłoczeni i zagubieni. Na dobro z niej płynące zwraca uwagę Markus Torgeby w swojej najnowszej książce. Doświadczył tego sam, gdy w trudnym dla niego momencie zostawił miasto i zamieszkał w jämtlandzkiej puszczy. Teraz z sentymentem wspomina ten czas, chociaż na co dzień nadal stara się korzystać z dobrodziejstw natury.

Z niecierpliwością wyczekiwałam tej książki, gdyż bardzo byłam jej ciekawa. Takie książki motywują, dodają energii i pokazują nowe możliwości, dają inspirację. Nie słyszałam wcześniej o autorze, więc tym bardziej zainteresowała mnie jego historia. Wspomnę w skrócie już na samym początku, że moje oczekiwania względem tej publikacji zostały spełnione.

Po inspirującej przedmowie autora, poznajemy jego historię i opowieść na temat tego, co sprawiło, że zmieniło się jego podejście, że zaczął dążyć do harmonii a w jego życiu zagościł spokój w kontakcie z naturą. Nie bez początkowych obaw i zagubienia, jemu też towarzyszył lęk i chwile zwątpienia. Trochę trwało zanim je pokonał i jego życie się zmieniło. Dalsza część to już konkretne aspekty związane z takim życiem, czyli przykładowo przygotowywanie posiłków, suszenie ubrań, legowisko, rozpalanie ognia, czy wysiadywanie na pieńku (które jednak w tej opowieści odgrywa ważną rolę). W każdym rozdziale znajduje się garść praktycznych porad, ciekawostek, refleksji. Dobrze się je poznaje i wręcz ma się ochotę wypróbować w praktyce, poczuć ten spokój i harmonię, poczuć na własnej skórze dobrodziejstwa płynące z kontaktu naturą, poczuć zapach świerkowych gałązek służących za legowisko. To muszą być niesamowite i zapadające w pamięci wrażenia i odpoczynek od codziennych problemów.

„Karmimy się ogromną ilością wrażeń. Jesteśmy pod stałą presją i pędzimy przed siebie, żeby nadążyć. Dopóki coś nas napędza i nie brakuje nam jedzenia, przemy do przodu, ale jednocześnie dziwimy się, dlaczego życie nie działa tak, jak byśmy sobie życzyli. Dlaczego nie jesteśmy szczęśliwi? Sądzę, że dzieje się tak dlatego, że szukamy szczęścia, podczas gdy powinniśmy poszukiwać sensu.” str. 56

Książka została starannie wydana. Twarda, barwna oprawa zachęca do lektury, w trakcie której obok tekstu wzrok przyciągają zdjęcia wykonane przez Fridę Torgeby. Wszystko to sprawia, że dobrze odbiera się to, co autor chce nam przekazać. Każdy element jest dopracowany a zdjęcia dobrze komponują się z treścią. Myślę, że to ten rodzaj publikacji, do której warto wracać co jakiś czas, przypomnieć sobie, co tak naprawdę ma znaczenie, odnaleźć sens.

Autor wspomina też o tym, że on sam żyje jakby w dwóch światach. Jeden, to ten, który znamy na co dzień, drugi z zapachami lasu, w kontakcie z naturą. To pokazuje, że niekoniecznie z jednego trzeba rezygnować, każdy jest inny, każdy ma swoje wady i zalety. Ważne by odnaleźć sens, znaleźć chwile dla siebie, odpocząć od codziennej gonitwy. Niby to takie proste, ale jednakże często o tym zapominamy.

„Pod gołym niebem. Żyj w rytmie natury” to pięknie wydana, inspirująca i wypełniona wartą poznania treścią lektura. Pokazuje, że warto odetchnąć, odnaleźć sens, poczuć trawę pod stopami, spojrzeć na rozgwieżdżone niebo nad nami, poczuć zapach lasu, posłuchać śpiewu ptaków. Natura, która nas otacza jest niesamowita, może dać nam siłę i pozwolić odetchnąć, otrząsnąć się z tego, co nas przytłacza. Warto spróbować, znaleźć chwilę dla siebie, odnaleźć sens i harmonię, których często zaczyna nam brakować. Zachęcam Was do tej pięknej i inspirującej książki.

piątek, 11 września 2020

"Dość" Dorota Sumińska


Tytuł: Dość
Autor: Dorota Sumińska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 168
Data premiery: 16 września 2020

Zwierzęta od niepamiętnych czasów towarzyszyły ludziom, pomagały w różnych dziedzinach życia, dzięki nim mamy mleko, czy jajka. Czy jednak zastanawialiście się nad tym, jak ich życie wygląda? Skąd się bierze mięso na półkach w sklepie? Wszystkim musi rządzić człowiek, który decyduje o ich być albo nie być a zwierzę ma mu być całkowicie posłuszne niezależnie od tego, czy cierpi, czy przetrzymywane jest w potwornych warunkach, czekając na rzeźnika. To przerażające, okrutne i trzeba o tym mówić, ponieważ czytając kolejne strony tej książki dopiero uświadamiamy sobie na jak olbrzymią skalę to się dzieje. Uprzedzam też już na samym początku, że wiele fragmentów w tej książce jest drastycznych, mocnych, bez upiększeń.

Trudno mi zebrać myśli po tej książce, zrobiła na mnie ogromne wrażenie ze względu na przekaz, który ze sobą niesie. O wielu zagadnieniach nie wiedziałam, nad innymi mogłam się po prostu nie zastanawiać, ale po przeczytaniu tej książki z pewnością o nich nie zapomnę. Niemal z każdej strony wylewa się ból i cierpienie milionów zwierząt. Skala jest ogromna i nie widać końca tego okrucieństwa, chociaż często się mówi o humanitaryzmie, albo miłości do zwierząt. Książka nie liczy wielu stron, ale chyba nie byłabym w stanie przeczytać więcej.

„Dla zwierząt, które hodujemy w celach spożywczych, rzeźnia stanowi bramę do raju. Ich życie jest stokroć gorsze niż rzeźnicki nóż.” str. 14

Autorka od wielu lat pisze książki dotyczące zwierząt, ale ta jest inna. To protest przeciwko temu, co się dzieje i ogromowi okrucieństwa względem zwierząt. Wstęp wyjaśnia, dlaczego nie można milczeć i trzeba o tym mówić i pisać, chociaż nie jest to temat wygodny i miły. Na co dzień, kupując mięso w sklepie, nie zastanawiamy się nad tym skąd się wzięło, a może warto o tym pomyśleć, chociaż nie jest to przyjemne. Czas najwyższy, aby zacząć o tym myśleć.

„Jak, do diabła, możemy żyć, wiedząc, że dzieją się takie rzeczy?” str. 53

Każdy rozdział tej książki to obraz okrucieństwa i nowe informacje je potwierdzające. Dodatkowo pisarka w wielu miejscach zawiera statystyki z Głównego Urzędu Statystycznego dotyczące zagadnienia, które porusza, jak chociażby liczbę zwierząt zabitych w 2018 roku w rzeźniach i ubojniach w Polsce. Zgodnie z tymi danymi chociażby przeciętny Polak zjada ponad 80 kg mięsa i przetworów mięsnych w ciągu roku. Takich danych jest znacznie więcej i akcentują one skalę tego zjawiska.

Pisarka w wielu miejscach przedstawiła wydarzenia w pierwszej osobie, wcielając się niejako w skórę zwierząt, o których opowiada. Zwierząt ufnych, oswojonych, przyzwyczajonych do człowieka, co staje się ich największym koszmarem. Książka wzbudza wiele emocji, smutek, gniew, bezsilność, zmienia spojrzenie. Mną wstrząsnęła i w związku z tym postanowiłam coś zmienić, może za późno, ale jednak. Bez jedzenia mięsa też da się żyć.

„Dość” to ważna książka, której treść otwiera oczy na cierpienie milionów zwierząt każdego dnia. Dane w niej przedstawione są zatrważające i powinny dać do myślenia. Pisarka przedstawia sytuację dobitnie, dlatego nie brak w publikacji drastycznych opisów, o których trudno będzie zapomnieć. O to chodzi, by poruszyć, ukazać okrucieństwo, skłonić do refleksji i coś zmienić.

wtorek, 17 marca 2020

"Słone ścieżki" Raynor Winn

Tytuł: Słone ścieżki
Autor: Raynor Winn
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 352

Dom, praca, przyjaciele, stabilizacja – gdy człowiek dotrze do tego punktu, wydaje mu się, że nic złego nie może się zdarzyć. Tymczasem to może być złudne poczucie bezpieczeństwa, gdyż los może zmienić się diametralnie. Zmienić wartości, priorytety, rzucić wiele kłód pod nogi. Dom, w którym mieszkało się wiele lat może zostać odebrany, a ludzie, którzy wydawali się przyjaciółmi, przestają nimi być. Wszystko to dotknęło Raynor i jej męża Mortha, ludzi około pięćdziesiątki. On dowiedział się o nieuleczalnej chorobie, chwilę przed tym, gdy stracili dom. Grunt pod nogami się im usunął, lecz mimo to, że stali się bezdomni, postanowili zrobić coś pozornie szalonego – wyruszyć w podróż szlakiem Południowo-Zachodniego Wybrzeża. Ta książka to zapis tej drogi, ich słone ścieżki.

Dlaczego sięgnęłam po tę książkę? Myślę, że już opis fabuły powyżej mówi sam za siebie. To prawdziwa historia ludzi, którzy w jednym momencie stracili dach nad głową i po latach pracy, spokojnego życia stali się bezdomni i stracili to, na co pracowali. Takie opowieści warto poznawać i dlatego, gdy zobaczyłam ją w zapowiedziach, od razu przyciągnęła moją uwagę, tak jak sam tytuł.

Trudno oceniać takie opowieści, prawdziwe, przepełnione bólem, poczuciem niesprawiedliwości i buntu, ale też pogodzenia się z tym, co nieuchronne. To bardzo osobiste przeżycia, nasycone emocjami i walką z przeciwnościami losu. Walką czasem nierówną, na przegranej pozycji, lecz pozwalającą spojrzeć w przyszłość, być może niezbyt odległą, ale jednak z pozytywnym nastawieniem. Niektórzy pomyślą, że to zwariowany pomysł, by z chorą osobą wybierać się w tak wycieńczającą podróż. Z jednej strony tak, lecz co w takiej sytuacji jest najlepszym wyjściem? Taka wyprawa wymaga niesamowitej odwagi, ale równocześnie pokazuje, jak pozytywny wpływ ma kontakt z naturą oraz wysiłek fizyczny. Lepsze to niż czekanie na to, co ma się wydarzyć. Lepiej samemu zdecydować, jak spędzić ten czas. Bez zamartwiania się tym, na co już wpływu się nie ma, zastanawiania nad tym, co będzie dalej, bez planów, które mogą nie dojść do skutku. Bez zbędnych i złudnych oczekiwań.

„Zamiast być czasem przemyśleń i planowania przyszłości, ta wędrówka stała się medytacją, mentalną próżnią, wypełnioną jedynie słonym wiatrem, kurzem i światłem. Każdy krok miał oddzielne znaczenie, stanowił chwilę potęgi lub upadku. Nasz cel i przyszłość stanowiło stawianie kroku za krokiem, i jeszcze raz, i znowu. Każdy pokonany szczyt oznaczał zwycięstwo, każdy przeżyty dzień to powód, by przeżyć kolejny.” str. 139

Autorka i równocześnie bohaterka tej opowieści przedstawia ją bez zbędnych upiększeń. Prezentuje wydarzenia, które doprowadziły do jej i męża bezdomności oraz bezduszność oraz rutynę pewnych instytucji, ale też ludzi. Dalej jest już wyprawa z książką „Five Hundred Mile Walkies”, pełna wyrzeczeń, ale też nadziei. Pokazuje, jak niewiele potrzeba do tego, by być szczęśliwym. W trakcie tej podróży autorka opisuje sytuacje, które miały miejsce, spotkanych ludzi i piękno otoczenia. Pokazuje też, jak ludzie reagują na bezdomność, jak zmieniają nastawienie.

„Słona woda, ciepła jak syrop, narastając, opłukiwała mi nogi, lepiła się do nich. Przywiodły nas tu pot i łzy poprzedniego roku, wytyczając słone ścieżki naszej wędrówki.” str. 284

Książka napisana jest w lekki sposób i jednocześnie nasycona emocjami. Daje nadzieję, pokazuje, że niezależnie od sytuacji można spotkać na swej drodze przyjazne osoby, dać sobie radę. Sam tytuł niesie ze sobą symbolikę, nie tylko słonego wybrzeża, ale też słonych ścieżek łez. Ścieżek, które tworzą trwałe ślady w naszym sercu.

„Słone ścieżki” to powieść drogi, wyprawa odmieniająca podróżników, życiowa, prawdziwa, bolesna, ale też dająca nadzieję. Pokazuje nieprzewidywalność losu, walkę i pogodzenie się z tym, na co nie mamy wpływu. Z tym, co nieuchronne. Niesamowite jest też to, w jaki sposób kontakt z naturą i wysiłek fizyczny mogą wpłynąć na nasze życie. To z pewnością inspirująca i wyzwalająca pozytywne emocje lektura. Polecam.

piątek, 8 lutego 2019

"Sprawa dla koronera" John Bateson

Tytuł: Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu,
który codziennie spotyka śmierć
Autor: John Bateson
Wydawnictwo: Znak literanowa
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 416

Praca koronera nie należy do prostych i nie jest dla każdego. Liczą się w niej nie tylko mocne nerwy i skrupulatność, ale także empatia i wrażliwość. Są ludzie, którzy wykonują ten zawód przez wiele lat mimo, że każdy dzień to styczność ze śmiercią, tragedią ludzką i odmienną historią. Ken Holmes całą karierę zawodową związał z tym zawodem i teraz opowiada zarówno o samej pracy, ale także o różnych sprawach, które rozwiązywał.

„Koroner ma do czynienia ze śmiercią, ale jego zadaniem jest znalezienie odpowiedzi dla żywych.” str. 16

Książka zainteresowała mnie od razu gdy zobaczyłam ją w zapowiedziach, gdyż ukazuje kulisy pracy trudnego, ale niezwykle ważnego zawodu. Od razu rodzi się wiele pytań. Co skłania kogoś do wybrania takiej ścieżki zawodowej? Jak taka praca wygląda w rzeczywistości? Od razu też przypomniała mi się seria książek Simona Becketta o antropologu sądowym, która wywarła na mnie duże wrażenie.

Ken Holmes przez niemal czterdzieści lat pracował jako koroner w hrabstwie Marin i historie, które opowiada czasem wydają się niewyobrażalne. Wyjaśnianie niektórych z nich zajęło wiele lat, czasem pomagał w tym drobiazg, który mógł zostać przeoczony. Odkrywanie przyczyn zgonu i ocena, czy jest to morderstwo, czy samobójstwo to także olbrzymia odpowiedzialność. Każdy szczegół może mieć znaczenie, dlatego bardzo też liczą się umiejętności analitycznego myślenia. Równie ważnym i trudnym momentem jest poinformowanie rodziny zmarłego. Każda historia jest inna, ale nacechowana bólem po stracie bliskiej osoby.

W książce zaprezentowane są nie tylko najtrudniejsze przypadki, które w trakcie pracy rozwiązywał Ken Holmes, lecz w ciekawy sposób przedstawione są też wszystkie elementy związane z prowadzeniem biura koronera i z problemami, z którymi pracownicy muszą sobie radzić. Wiele można się na ten temat dowiedzieć, ale w sposób, który wzbudza zainteresowanie i nie nuży.

„Jeśli płynie z tego jakiś ogólny wniosek, to chyba taki, że edukacja koronera odzwierciedla nasze własne dochodzenie do prawdy o życiu i śmierci. Są one ze sobą nierozerwalnie splecione i choć celebrujemy to pierwsze, a drugie opłakujemy, nasze istnienie zawiera w sobie jedno i drugie – i tak już będzie zawsze.” str. 378

Wiele z historii opowiadanych przez koronera na długo pozostanie w mojej pamięci. Jedną z nich jest sprawa Tammy Vincent, kolejna dotyczy Sammie Marshalla. Na końcu książki znajduje się wykaz spraw, którymi zajmowało się biuro koronera w hrabstwie Marin. Lista ta zajmuje kilkanaście stron, co w pewien sposób obrazuje z jak wieloma przypadkami jego pracownicy mieli do czynienia.

„Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć” to książka interesująca, poruszająca i dająca do myślenia. Obrazuje codzienność pracy koronera, jak też różne aspekty związane z prowadzeniem jego biura. Uzmysławia jak wymagający jest to zawód i jednocześnie jak ważną rolę odgrywa. Książka zaciekawia, zaskakuje i otwiera oczy na różne oblicza tej profesji. Polecam.