| Źródło okładki: Zysk i S-ka |
Wiejski festyn to dobry czas i miejsce na zabawę, w którym zbierają się lokalni mieszkańcy czekający na to wydarzenie. Niemal wszyscy się znają, jest ciepła, letnia noc, gra muzyka. Co złego może się wydarzyć? Aneta i Klaudia przyszły razem, ale do domu po festynie razem nie wróciły. Aneta nie kontaktowała się z bliskimi, ślad po niej zaginął. Po jakimś czasie jej zwłoki zostają odnalezione w lesie. Mimo śledztwa nie udaje się ustalić, co się wydarzyło i w jakich okolicznościach oraz czy ktoś się do tego przyczynił. Pozostało to tajemnicą, częstym tematem rozmów i podejrzeń. Nawet po dziesięciu latach Klaudia pamięta ten czas i odnosi wrażenie, że tylko wyjaśnienie sprawy śmierci kuzynki pozwoli jej iść do przodu i uporać się z własnymi problemami. Czy warto rozdrapywać stare rany?
„Dopóki nie pogodzi się z przeszłością, nie będzie w stanie iść dalej. A żeby się z nią pogodzić, przede wszystkim musiała ją zrozumieć.” str. 64
Debiuty literackie są niczym prezent niespodzianka. Nie wiadomo, czego można się spodziewać. Po otworzeniu można poczuć zachwyt lub rozczarowanie. Nie ma się oczekiwań, patrząc przez pryzmat poprzednich książek, chociaż liczy się na dobrą literacką ucztę. Rozpoczynając tą książkę miałam nadzieję na intrygujący thriller psychologiczny, gdyż tak zapowiadał opis na okładce. Czy to były słuszne założenia?
Są takie książki, które przyciągają uwagę od pierwszych stron, są też takie, które po trudniejszym początku tak wciągają w opowieść, że momentalnie poznaje się je do końca oraz takie, o których szybko chcemy zapomnieć. Debiut literacki Anny Kusiak to powieść należąca do tej pierwszej grupy. Intryguje od pierwszego rozdziału i stopniowo rozsiewa niepokojącą, mroczną atmosferę. Nie chce się wierzyć, że to debiut, gdyż styl pisarski jest lekki, dialogi nie są sztuczne i są dobrze wkomponowane a całość poznaje się bez większych zgrzytów. Jestem pozytywnie zaskoczona tą książką i ciekawa kolejnych powieści pisarki.
W tego typu książkach bardzo ważna jest atmosfera, gęstniejąca z każdym kolejnym rozdziałem oraz nieprzewidywalność. W tym przypadku autorka świetnie sobie poradziła. Od samego początku roztacza wokół specyficzny klimat, niepokojący, pełen niedomówień. Łatwo można się zagubić, pomylić trop i trudno rozszyfrować, co tak naprawdę się wydarzyło w Brzózkowie. Zwykły dzień zamienia się w koszmar, o którym trudno zapomnieć. Klaudia wyjechała z rodzinnej miejscowości tak szybko, jak tylko mogła, lecz mimo to nie potrafi zapomnieć, wszystko tkwi w jej sercu niczym zadra. Gdy wraca wie, że bez względu na konsekwencje musi poznać prawdę. To zmieniło jej życie i tylko wyjaśnienie wydarzeń sprzed lat pozwoli jej odetchnąć. Dla niektórych może to być niewygodne, a dla niej wręcz niebezpieczne.
Z pozoru spokojna wieś, na pierwszy rzut oka nic się nie dzieje, lecz gdy przyjrzymy się dokładniej można dostrzec znacznie więcej. Wielu jej mieszkańców skrywa pewne tajemnice, mnożą się podejrzenia, rośnie nieufność. Widać jak łatwo osądzać bezpodstawnie i jak krzywdząca może być taka ocena. Zatruwa serca, mąci myśli. Trzeba przyznać, że autorka dobrze poprowadziła wydarzenia i w optymalny sposób rozbudowała warstwę psychologiczną. Ukazała, w jaki sposób traumatyczne wspomnienia mogą wpływać na przyszłość. Tajemnice przeplatają się z codziennymi problemami. Cały czas kibicuje się Klaudii, by mimo tak wielu trudności udało jej się odkryć, co przydarzyło się Anecie.
„Cień Judasza” to misternie skonstruowany thriller psychologiczny, w którym mimo braku rwącej akcji osacza nas gęstniejąca atmosfera wypełniona tajemnicami przeszłości i nieprzewidywalnością. Pokazuje, że nie można odgrodzić się od przeszłości, udać, że jej nie było. Przeszłość stanowi część nas, kształtuje i wpływa na teraźniejszość i przyszłość. Trzeba zmierzyć się z nią i spróbować zaakceptować, gdyż zmiany tego, co było nie są możliwe. Można tylko wyciągnąć wnioski. To debiut literacki wart polecenia i zachęcający do kolejnych książek pisarki.