| Źródło okładki: Zaczytani |
Listy straciły na popularności w dzisiejszych czasach i niewiele osób nadal je wysyła. Tymczasem grupa przyjaciół, których drogi się rozeszły w różne strony postanowiła w taki sposób utrzymywać kontakt i informować pozostałych na Boże Narodzenie o tym, co w danym roku się wydarzyło. Stało się to tradycją i wyczekiwanym momentem. List od Leny przychodził zazwyczaj jako pierwszy. Gdy pewnego roku go zabrakło, wszystkich zaczęło to niepokoić, zwłaszcza, że próba kontaktu także spełzła na niczym. Coraz bardziej zaczyna świtać myśl, że coś musiało się wydarzyć i trzeba to sprawdzić. Nie jest to proste, gdyż Lena wraz z córką mieszkają w Chorwacji. W podróż wybiera się Rafał, któremu sytuacja nie daje spokoju. Brak listu, ale też wspomnienia, które łączą tą dwójkę. Kiedyś byli razem, byli szczęśliwi. Później wszystko się zmieniło, chociaż on nie potrafił o tym zapomnieć mimo upływu lat.
„Życie to ciąg mniej lub bardziej świadomie podejmowanych decyzji i ich konsekwencji. Są błędy, których nie można naprawić. Popełniłem kiedyś taki błąd i już na zawsze zostaną mi tylko wspomnienia tamtych dni, kiedy byłem szczęśliwy.” str. 40-41
Przyszła pora na powieść w klimacie świątecznym, jak to bywa w grudniu. Wystarczy spojrzeć na okładkę, która wzbudza cieplejsze uczucia i zapowiada tą specyficzną atmosferę. Do tej pory nie poznałam twórczości pisarki, więc nie wiedziałam czego się spodziewać. Po tej lekturze już wiem, że będę się rozglądała za kolejnymi jej książkami.
Sam pomysł oparcia fabuły o tradycję pisania listów wzbudza sentyment, zwłaszcza u osób, które pamiętają te czasy. Czasy, gdy czekało się na list, czy kartkę świąteczną od bliskich. Wiem, że teraz są szybsze sposoby komunikacji, lecz to nie to samo. Ponadto w fabułę wplecionych jest wiele życiowych i wzbudzających emocje wydarzeń. Lena, Aśka, Maria, Tomek i Rafał znają się od wielu lat i w różny sposób poukładało się im życie. Widać, jak wiele zmieniło się na przestrzeni lat, zderzenie marzeń z rzeczywistością, zmiana priorytetów, przeszkody, niespełnione plany, rozczarowania. To wszystko razem i każde z osobna kształtowało ich charaktery i bardzo dobrze poznaje się każdą z tych historii. To one stanowią element, który przyciąga do tej książki. Do końca byłam ciekawa, co wydarzyło się u Leny. Dlaczego nie napisała kolejnego listu?
Autorka w swobodny sposób prowadzi opowieść, która ukazuje piękne, ale też te trudne wydarzenia. W życiu każdego człowieka ich nie brakuje. Każdy też w inny sposób radzi sobie z problemami i chwilami zwątpienia, czasem wygląda, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że wszystko ma jednak jakiś głębszy sens, innym razem ma się poczucie bezsilności i niesprawiedliwości. Czytelnik otrzymuje w rezultacie pełną emocji opowieść, która porusza, zachęca do zatrzymania się w codziennym pędzie i przemyślenia tego, czy to, za czym pędzimy jest faktycznie tego warte. Czy nie zagubiliśmy w tym siebie i przede wszystkim czy jesteśmy szczęśliwi? Pytanie proste, lecz jak często o nich zapominamy, żyjąc codziennymi problemami. Niesamowitą postacią jest córka Leny, chociaż więcej na ten temat nie napiszę, by nie zdradzić Wam zbyt wiele.
Część wydarzeń rozgrywa się w pięknej scenerii Chorwacji, to także dodaje barw, tak jak i postać Davora. Ponadto mimo pewnej dozy przewidywalności, która swoją drogą w takich powieściach mi nie przeszkadza, jest też sporo niespodzianek. Wszystko spaja klimat, ciepło, pozytywna energia płynąca strumieniem a tego w takich powieściach oczekuję. Do czego natomiast nawiązuje tytuł? O tym przekonajcie się sami.
„Bożonarodzeniowa księga szczęścia” to piękna, chociaż nieprzesłodzona powieść, życiowa, dodająca otuchy w trudnych momentach. Oczarowuje klimatem, wzbudza emocje i zachęca do zastanowienia się nad priorytetami w życiu. Łatwo zagubić się w codziennym zabieganiu i zapomnieć o tym, co tak naprawdę jest istotne i co sprawia, że szczerze się uśmiechamy. Być może nie jest to coś, za czym gonimy. Szczerze polecam tą klimatyczną i mądrą opowieść.