Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 stycznia 2026

"Daliśmy radę, chłopaku. Wspomnienia” Anthony Hopkins

Tytuł: Daliśmy radę, chłopaku.
Wspomnienia
Autor: Anthony Hopkins
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 336

Sir Anthony Hopkins to aktor, którego nikomu przedstawiać nie trzeba, znany i ceniony. Od ponad sześćdziesięciu lat wciela się w różne role, przyciągając uwagę i rozwijając talent. Był wielokrotnie nagradzany, otrzymał dwa Oscary i cztery nagrody BAFTA. Dziś dzieli się wspomnieniami, szczerze, bez lukru zarówno na temat etapów swojej kariery, jak i skrawków swojego życia. Pokazuje swoje oblicze, którego nie widać w blasku fleszy ani w rolach, które odgrywa. Skomplikowaną naturę, która nie raz prowadziła go na skraj przepaści.

„Zapoznawanie się ze scenariuszem jest jak podnoszenia kamieni z brukowanej ulicy, przyglądanie się im i układanie ich w odpowiedniej kolejności. Tylko wówczas można spojrzeć na drogę przed sobą i powiedzieć, że zna się każdy, nawet najmniejszy fragment.” str. 107

Do tej pory niewiele czytałam na temat Anthony’ego Hopkinsa, chociaż cenię filmy w których występował. Najmocniej w mojej pamięci zaznaczyły się dwa: „Milczenie owiec” oraz „Joe Black”, chociaż też nie wszystkie, w których grał oglądałam. Po biografie natomiast sięgam, ponieważ bywają inspirujące i zaskakujące. Czasem życie potrafi pisać najlepsze scenariusze i w sumie tak czuję po przeczytaniu tej książki.

Aktor rozpoczyna swoje wspomnienia od najmłodszych lat z walijskiego miasteczka Port Talbot, w którym dorastał, przywołując z pamięci obrazy z przeszłości, które wywarły na nim największy wpływ. Wydarzenia, które go ukształtowały i doprowadziły do momentu, w którym teraz się znajduje. W wielu miejscach przebija się smutek, ale też czuć determinację. Kreśli przed oczami czytelnika wyraziste obrazy, kadry z życia, etapy kariery, opisując także osoby, które spotkał i które go zainspirowały. Dobrze śledzi się te wspomnienia i z ciekawością oraz lekkością poznaje kolejne rozdziały. Czuć jak skomplikowanym jest człowiekiem, który uczciwie dzieli się też informacjami na temat swoich słabości i tego, do czego doprowadzały. Wydawać by się mogło, że sława i pieniądze sprawiają, że ludzie są szczęśliwi i pozbywają się problemów. Tymczasem nadal mierzą się ze swoimi słabościami. Aktor opowiada o błędach, ale też o sile, determinacji i możliwościach, jakie życie mu zaoferowało. Wzbudza podziw, jak wiele pracy wkładał w odgrywane role przykładowo czytając tyle razy scenariusz, aby go doskonale zapamiętać i być dobrze przygotowanym. Zachęca do działania. Pokazuje też, jakie zmiany w nim następowały na różnych etapach życia. Szczególnym sentymentem darzy zdjęcie, które jest na tylnej okładce książki i z którym związany jest tytuł tej książki.

Czytając tę książkę w wielu miejscach czułam zdziwienie. Dobrze odbiera się emocje, które Anthony Hopkins przekazuje. Jest w niej sporo momentów skłaniających do przemyśleń i pokazujących, jak ważne jest podejście do życia i nabranie pewnego dystansu. To także ciekawa opowieść, która zabiera czytelnika do świata po drugiej stronie ekranu, pokazując jak wyglądają realia zawodu aktora. W książce zebranych jest wiele zdjęć zarówno z planu, jak i życia osobistego aktora oraz na zakończenie, jako dodatek czytelnik otrzymuje kilka ulubionych wierszy Anthony’ego Hopkinsa.

„Daliśmy radę, chłopaku. Wspomnienia” to inspirująca i poruszająca autobiografia sławnego aktora, ale też człowieka o skomplikowanej naturze, która zostaje w pamięci na dłużej. Wspomnienia o aktorstwie, ale też wzlotach i upadkach oraz możliwościach, jakie niesie życie. Zachęca do działania i pokazuje, że każdy boryka się z jakimiś słabościami. To też książka o poszukiwaniu siebie, którą szczerze Wam polecam.

piątek, 17 stycznia 2025

"Ludzie, którzy sieją w śniegu" Tina Harnesk

Tytuł: Ludzie, którzy sieją w śniegu
Autor: Tina Harnesk
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2024
Liczba stron: 352

Na dalekiej północy Szwecji, gdzie śnieg skrzypi pod stopami a surowy klimat niesie ze sobą wiele wyzwań, mieszka pewna Saamka o imieniu Mariddja. Mimo upływu lat, a może właśnie z tego powodu, wracają do niej wspomnienia z czasów, gdy opiekowała się małym chłopcem, siostrzeńcem męża. Ten czas wyrył głęboki ślad w jej sercu a jego niespodziewana utrata pozostawiła pustkę. Mariddja postanawia odnaleźć Heaika-Jona by wraz z mężem odzyskać harmonię. 

Z kolei w innym miejscu dla Kaja utrata matki staje się impulsem do przeprowadzki. Chcą z Mimmi osiedlić się w Norrbotten. Tu planują zostać na dłużej. Wtedy jeszcze nie spodziewają się, że w ich życiu pojawi się ktoś szczególny. Niespodziewanie wejdzie w ośnieżonych butach i nic nie będzie już takie same, jak wcześniej.

Do tej książki zachęciły mnie zarówno: piękna w swojej prostocie okładka, jak też opis zapowiadający nietuzinkową treść, wyróżniającą się na tle innych oraz oryginalny tytuł. Te elementy stworzyły razem wizję oryginalnej zawartości, wzbudziły ciekawość, zaintrygowały. Poza tym nie wiedziałam, czego się spodziewać, przez co ta książka wywarła na mnie jeszcze większe wrażenie. Przede wszystkim jest nietuzinkowa i być może nieco surowa, niczym sceneria, w której rozgrywają się wydarzenia. Trochę kanciasta, nieoszlifowana, ale też po prostu piękna i jedyna w swoim rodzaju.

„I napina z dumy piersi
Śnieg opada z tej gałęzi
Wszystko ścina silny mróz
Kiedy świta jasno już
- Ludzie, którzy sieją w śniegu” str. 331

Prolog to tylko początek, a jednak znaczący i potwierdzający oryginalność opowieści, która wstępnie może wydać się surowa, ale krok po kroku się ociepla, zachęca do poznawania ciągu dalszego i mimo swojej prostoty dostarcza wielu wrażeń. Z pewnością w mojej pamięci długo pozostanie Mariddja, jej determinacja i siła mimo wielu przeszkód wzbudzają podziw, tak jak i optymizm. Historia Mariddji i jej męża porusza i daje do myślenia. Nasuwa się pytanie o to, co w życiu jest ważne naprawdę i jak wiele czasu musi upłynąć, by to sobie uświadomić.

Niejako w tle przeplata się pewna legenda, która naznacza tę opowieść oraz życie jej bohaterów. Czasem nie wystarczy spokój, czasem niespokojny duch nie daje usiedzieć w miejscu i sprawia, że wciąż czegoś szukamy, a czasem sprawia to jakiś impuls. Rozpoczyna szereg zmian. Ta opowieść jest także o tym, jak starsi ludzie odsuwani są na bok, samotni i czasem bezradni.

W tej książce wplecionych jest wiele zagadnień, ale ważne jest to, że uwidacznia jak różnie możemy interpretować pewne wydarzenia. Każdy ma różne motywy działania, bagaż doświadczeń, cele w życiu. Nie wszystko układa się tak, jakbyśmy tego chcieli, ale ważne jest by mieć kontakt z drugim człowiekiem i poznać jego punkt widzenia, bo być może nasze postrzeganie wydarzeń nie jest pełne. Zazębiają się przeszłość z teraźniejszością, co w miejscami zabawny, chociaż też smutny sposób obrazują rozmowy Mariddji z Sire. To jeden z ciekawszych wątków tej książki i można powiedzieć, że dobrze wtapia się w dzisiejsze czasy.

„Ludzie, którzy sieją w śniegu” to nietuzinkowa, interesująca opowieść rozgrywająca się w surowej, ale jakże pięknej scenerii północnej Szwecji. To jakby zderzenie dwóch światów, przeszłości i przyszłości. Intryguje i skłania do przemyśleń. Polecam Wam tę lekturę.

poniedziałek, 27 lipca 2020

"Emigracja po pięćdziesiątce" Maria Zielińska

Źródło okładki: Novae Res
Tytuł: Emigracja po pięćdziesiątce
Autor: Maria Zielińska
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 358

Decyzja o wyjeździe z kraju, w którym spędziło się dotychczasowe życie, nie jest łatwa, niezależnie od wieku. Inaczej podchodzi się do wyjazdu na wakacje, a zupełnie co innego oznacza wyjazd na stałe, pozostawienie za sobą wszystkiego, co się zna i podróż w nieznane. Wymaga to odwagi, determinacji i wiary w to, że wszystko będzie dobrze, że będzie lepiej. Różne są przyczyny podjęcia takiej decyzji, czasem podróż do bliskiej osoby, innym razem sytuacja życiowa, czy po prostu ciekawość świata, lub też wyjazd do lepszej pracy. Czasem jednak, tak jak w przypadku Marii nie ma innego wyboru, by jakoś sobie poradzić i uwierzyć w lepszą przyszłość nawet w nieznanym miejscu, bo znane jest zbyt bolesne i przytłaczające. Teraz w swoich wspomnieniach autorka chce zamknąć pewne drzwi za sobą i przedstawić to, co skłoniło ją do podjęcia tak trudnej decyzji. Chce pokazać też to, jak trudno jest żyć zgodnie z własnymi przekonaniami i jak szybko można stracić wszystko, na co się pracowało.

Chętnie sięgam po biografie, wspomnienia, gdyż opisują prawdziwe ludzkie historie, poruszają różne tematy, skłaniają do refleksji. Siłą rzeczy, gdy zobaczyłam ten tytuł, wzbudził moją ciekawość. Podziwiam ludzi, którzy potrafią zostawić wszystko, wyjść ze strefy komfortu i wyruszyć w nieznane, przykładowo w podróż marzeń, bez martwienia się tym, co będzie jutro. Tym razem nie jest to tak szczęśliwa historia, a decyzja o wyjeździe z Polski nie jest związana ze spełnieniem marzeń, to raczej sama próba ich spełnienia oraz codzienna walka o przetrwanie doprowadziły autorkę do podjęcia takiej decyzji. To poruszająca historia, wywołująca wiele emocji, skłaniająca do refleksji.

Autorka rozpoczyna swoją opowieść od czerwca 2011 roku, czyli od momentu, gdy wszystko musi zostawić za sobą i za pieniądze między innymi ze sprzedaży ślubnych obrączek wyjeżdża z mężem do córki do Monachium, by tam poskładać to, co zostało z jej pracy, z jej marzeń, z jej życia. Wcześniej przez wiele lat wierzyła, że wszystko może się udać, że wystarczy pasja i ciężka praca, walczyła z trudnościami, wierzyła, że można je pokonać, można coś poradzić. Teraz pogodzona z losem, chociaż wciąż obarczona ciężarem wspomnień i nierównej walki którą toczyła przez wiele lat. Czy było warto? Myślę, że osoby którym pomoc została udzielona w Rodzinnym Domu Opieki, który prowadziła są odpowiedzią na to pytanie, chociaż sama straciła niemal wszystko a jej marzenia zostały obrócone w pył. Muszę przyznać, że byłam zdziwiona, czytając te wspomnienia i poznając trudności, przed jakimi autorka stawała każdego dnia.

W trakcie opowieści poznajemy zarówno wydarzenia związane z kolejnymi latami prowadzenia Rodzinnego Domu Opieki, ale też stykamy się z różnymi decyzjami urzędników, czy działaniami zwykłych ludzi, takich jak wynajmujący budynek, czy wolontariusze. Poznajemy pacjentów, nastawienie ich rodzin, pracowników. Wszystko to razem daje pełniejszy obraz, chociaż miejscami aż nie chce się wierzyć, że tyle niesprawiedliwości spotkało jedną osobę. Dlatego warto poznawać takie wspomnienia, zwykłe ludzkie historie, które otwierają oczy na wiele problemów i trudności, z których możemy nie zdawać sobie sprawy.

Z wspomnień wylewa się gorycz, co wcale nie dziwi, gdy poznaje się kolejne wydarzenia i trudności, które wciąż się mnożyły i doprowadziły do decyzji o emigracji. Czuć też zamiłowanie do wykonywanego zawodu, chęć niesienia pomocy, empatię. Ciekawa jestem dalszych losów autorki i chętnie sięgnę po kolejną książkę, która jest już w przygotowaniu.

„Emigracja po pięćdziesiątce” to nie jest łatwa lektura, gdyż obrazuje bolesne wspomnienia kobiety, która chciała pomagać, dążyła do spełnienia marzeń związanych z pielęgniarstwem a rzeczywistość obróciła je w proch i doprowadziła do decyzji o emigracji. To książka, która porusza i zaskakuje, ukazując trudności, z którymi musiała mierzyć się każdego dnia, oraz wpływ, jaki to miało zarówno na pacjentów, jej życie i życie jej rodziny. Warto przeczytać, by bardziej docenić pracę ludzi, którzy poza wykonywaniem trudnego zawodu, muszą mierzyć się z tak wieloma problemami.