Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak literanova. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak literanova. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2026

"Dziwna pogoda w Tokio" Hiromi Kawakami

Tytuł: Dziwna pogoda w Tokio
Autor: Hiromi Kawakami
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 240

Tokio to miasto pełne kontrastów, barwne i głośne, ale równocześnie ciche i melancholijne. Wszystko zależy od tego, gdzie akurat się jest, czy na zatłoczonym peronie, czy w cichej uliczce. Tsukiko chętnie spędza czas w ciszy, jest introwertyczką i nie nawiązuje szybko nowych relacji. Gdy pewnego dnia w barze sake spotyka swojego dawnego nauczyciela, Matsumoto Harutsuna, którego nazywa Senseiem, w jej życiu coś się zmienia. Zaczyna czekać na te spotkania, rozmowy, które stają się początkiem nieoczywistej relacji i pomagają chociaż na chwilę zapomnieć o samotności.

Książka, o której dziś chcę Wam opowiedzieć jest oryginalna, nieoczywista, lecz też wprowadzająca specyficzny, nostalgiczny klimat. Niewiele do tej pory poznałam książek z literatury japońskiej, chociaż chętnie po nie sięgam, ponieważ przyciąga właśnie ich klimatyczność i poznawanie odmiennej kultury. 

Narracja jest pierwszoosobowa, całą opowieść snuje Tsukiko. Pozwala to dobrze ją poznać, a równocześnie wręcz poczuć subtelne niuanse jej charakteru, nastrojów i oczekiwań. Czuć jej samotność, czy też nieśmiałość. Można też poczuć drobne pęknięcia w skorupie, którą się otacza pojawiające się od momentu, gdy przypadkowo spotkała swojego dawnego nauczyciela. Samo to, że przez całą opowieść nazywa go Senseiem z dużej litery ma też swoje znaczenie. Ich relacja nie jest oczywista, rodzi się stopniowo a iskrą jest po prostu osamotnienie. Odnosi się też wrażenie, że także poczucie beznadziejności, brak nadziei i oczekiwań dotyczących przyszłości. Gdy się spotykają, zaczynają celebrować te chwile, wręcz na nie czekać. Ich niespieszne rozmowy, niedopowiedzenia wprowadzają klimat. Autorka pokazuje też, jak samotność może prowadzić do wyniszczającego działania, które pozwala chociaż na chwilę o niej zapomnieć.

Cała opowieść jest taka lekko patetyczna, delikatna, miejscami trochę poetycka, więc pewnie nie każdemu przypadnie do gustu. Przyciąga jej odmienność i atmosfera, którą wprowadza. Dwoje samotnych ludzi w zatłoczonym i gwarnym mieście, pokazuje jak bardzo można się czuć samotnym mimo ludzi wokół. Powieść miejscami jest mocno zaskakująca, trochę też można się dowiedzieć różnych ciekawostek przykładowo na temat grzybów. Skłania do przemyśleń, ale równocześnie jest na tyle nieoczywista, że szybko z ciekawości poznaje się kolejne rozdziały, by dowiedzieć się, jak ta historia się zakończy. W jej odbiorze może przeszkadzać specyficzne zwracanie się do siebie głównych bohaterów, przez co ciężko tak naprawdę ich polubić.

„Dziwna pogoda w Tokio” to nawiązując do tytułu nieco dziwna, kameralna i równocześnie klimatyczna opowieść o samotności, ale równocześnie docenianiu małych chwil, z których składa się życie. Poruszająca, delikatna i dająca do myślenia, a równocześnie pełna niedomówień i nie dla każdego.

wtorek, 9 grudnia 2025

"Aglo. Banką po Śląsku" Zbigniew Rokita

Tytuł: Aglo. Banką po Śląsku
Autor: Zbigniew Rokita
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 320

Śląsk skrywa wiele tajemnic, ciekawą, chociaż trudną historię, miejsca pełne kontrastów. Z jednej strony szary, z drugiej pełen barw, które przez wielu nie są zauważane. Jak wygląda Aglomeracja? Najłatwiej się o tym przekonać wsiadając razem z autorem w Siódemkę, królową polskich banek  i obserwując zza szyby krajobraz, który się zmienia i wszystko, co się wokół dzieje. Trasa bowiem wiedzie przez samo serce Śląska pomiędzy blokami, kopalniami, starymi kamienicami, podwórkami, pokazując jego różne oblicza. Za każdym razem przemierzając tę trasę  można dostrzec więcej, poczuć mocniej atmosferę Aglo, wczuć się w rytm życia w tym miejscu, poznać więcej szczegółów. Za każdym razem jest to inna podróż, chociaż wiedzie tymi samymi ulicami. Czy jesteście gotowi na tę niesamowitą wyprawę?

„Rozglądam się i widzę kolejną nadjeżdżającą Siódemkę, królową śląskich banek.” str. 311

Są takie książki, które po przeczytaniu na długo pozostają w pamięci, które pomimo miejscami trudnej tematyki poznaje się nadzwyczaj lekko i z ciekawością, które ze względu na tematykę po prostu warto poznać. Książki, które poszerzają horyzonty, ale w sposób niewzbudzający zniechęcenie, nie powodujący nudy, a wręcz które trudno odłożyć, bo tak chce się czytać dalej. O jednej z takich książek chcę Wam dzisiaj opowiedzieć. O autorze niewiele wcześniej wiedziałam, gdyż nie poznałam jego twórczości. Szkoda i wiem teraz, że muszę nadrobić zaległości w tym zakresie. Zgodnie z informacją na okładce pisarz jest laureatem Nagrody Literackiej Nike  2021. Zainteresowała mnie tematyka tej książki i nieco futurystyczna okładka. Niewiele na temat Śląska wcześniej czytałam. 

Na wstępie wita nas mapa przedstawiająca Aglomerację oraz trasa słynnej Siódemki, która jest swoistym bohaterem tej opowieści. To ona wiedzie nas przez kolejne miejsca, przy których warto się zatrzymać i dowiedzieć nieco więcej, ale nie tylko na temat historii, ale też znaczenia w teraźniejszości, problemów które teraz są ważne, chociaż zakorzenione w przeszłości. Trasa Siódemki wiedzie kolejnymi przystankami niczym po nanizanych na żyłce koralikach tworząc niezwykły wzór i pokazując niesamowite miejsce w Polsce. Aglomerację, o której niewiele się mówi, która ma wiele niezabliźnionych ran, wypełniona jest trudną historią, ale też przez to wszystko razem także jedyną w swoim rodzaju atmosferą. O takich miejscach warto pisać, warto dowiadywać się więcej. 

Pisarz niemal na każdym przystanku szykuje dla czytelnika kolejną porcję ciekawostek, historii, ale czasem też rozważań na temat przyszłości. Wszystko to sprawia, że czuje się, jak bardzo różnorodny jest Śląsk, jak różne ma oblicza w zależności od tego, gdzie akurat się znajdujemy. Przedstawia to także poprzez rozmowy z różnymi osobami, ich wspomnienia. Dowiedzieć się można między innymi o niesamowitym artyście Erwinie Sówka. Artyście, który mieszkał skromnie, jego pracownia znajdowała się w gierkowskim bloku z wielkiej płyty, nie obnosił się ze swoją sztuką, ale gdy tworzył przenosił się do innego świata, jakby wpadał w trans, przed jego oczami były wizje, które przenosił na płótno. 

„W tym, co uchodziło za śląską brzydotę, odnalazł piękno, powtarzał, że kopalniane i hutnicze zanieczyszczenia są dla Śląska makijażem, który ten nosi dumnie niczym szykowna kobieta.” str. 23

Autor snuje także dużo rozważań na temat śląskiej tożsamości. Pisarz nie stroni od trudnych tematów, a jednym z nich jest górnictwo, które odgrywa tak ważną rolę. Opowiada między innymi o strajku na kopalni Wujek w samym sercu aglomeracji, który rozszerzył się na całą okolicę i o masakrze, która się wówczas rozegrała. W miejscu tym, przed kopalnią górnicy ustawili krzyż, który nadal się tam znajduje, tylko obecnie w większym 33 metrowym. 

Wspomniałam wcześniej, że swoistym bohaterem jest Siódemka, której trasa należy do jednej z najdłuższych w Polsce. Autor umiejętnie wplata w opowieść ciekawostki dotyczące historii tego konkretnego tramwaju, poprzez chociażby wplecione rozmowy z motorniczym. Tak wiele jeszcze chciałoby się napisać o tej książce, lecz trudno nie odkrywając za dużo, by w konsekwencji nie popsuć własnego jej poznawania i emocji, które wywołuje. Wspomnę tylko jeszcze, że napisana jest z jednej strony lekko, miejscami wręcz poetycko w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Z drugiej strony przekazuje ogrom wiedzy i nie stroni od trudnych tematów.

„Aglo. Banką po Śląsku”  to książka, która poszerza horyzonty, zaskakuje ogromem treści przedstawionych w sposób wzbudzający emocji, zapadający w pamięci i zachęcający do odwiedzenia Śląska. Książka niesie dużo różnorodnych informacji na temat Śląska, jego historii, problemów z którymi się mierzy i niesamowitych miejsc, które warto samemu odwiedzić, ale też osób, o których należy pamiętać, gdyż są częścią tej aglomeracji. Ciekawa, wartościowa i warta poznania.

niedziela, 28 stycznia 2024

"Opowieść błękitnego jeziora" Dorota Gąsiorowska

Tytuł: Opowieść błękitnego jeziora
Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2023
Liczba stron: 512

Wyobraźcie sobie wieczór, spacerujecie a wokół wirują płatki śniegu. Ulice oświetlone przytłumionym światłem latarni, świąteczne dekoracje i ten charakterystyczny klimat zbliżających się świąt. Nagle Waszą uwagę przyciąga zniewalający zapach. Słodki, migdałowy a może z nutą korzenną. Rozglądacie się i widzicie pięknie ozdobioną witrynę kawiarni i szyld „Złote Serce”. Za szybą widać uśmiechniętych ludzi zajętych rozmową, czy też samotnie delektujących się ciepłym napojem. Wchodzicie do środka, gdzie witają Was uśmiechnięci właściciele tego klimatycznego miejsca, Rozalia i Gabriel Witkowscy. Wokół nich piętrzą się półki z czekoladkami, pralinkami i innymi cudami, lecz najbardziej urzeka zapach gorącej czekolady. Z tym niezwykłym miejscem znajdującym się w malowniczej Bukowej Górze wiąże się równie zniewalająca, niemal magiczna historia, którą zamierza poznać Sonia. Nie wie jeszcze, że zarówno sama opowieść, jak i mieszkańcy tego miasteczka aż tak odmienią jej życie.

„Wyjątkowe spotkania i głębokie, szczere rozmowy czegoś nas uczą i coś nam uświadamiają. Zabiegani, zwykle nie dostrzegamy wielu rzeczy.” str. 149

Twórczość pisarki jest mi znana a książka, o której dziś chcę Wam opowiedzieć jest piątą, którą przeczytałam i na pewno nie ostatnią. Każda z poznanych przeze mnie dotychczas powieści, którą wykreowała Dorota Gąsiorowska ma w sobie ciepło, swoistą magię, ale taką, którą możemy dostrzec każdego dnia, chociaż nie tylko, ale też tajemnice, legendy, czy też charakterystyczną, klimatyczną atmosferę. Każdą też poznawałam z ciekawością, chłonąc przekazana w nich opowieści i zapominając o upływającym czasie. Ta, klimatem przypomina mi trochę „Opowieść starego lustra”. Niezależnie od tego, czy za oknem macie biały puch, czy też nie, warto dać się porwać tej opowieści i przenieść się na jej kartach do Bukowej Góry, by poznać jej mieszkańców i pewną starą opowieść, o której krąży legenda.

Opowieść rozpoczyna się w dzisiejszych czasach, ale splatają się w niej dwie płaszczyzny czasowe, dziś i w przeszłości. Poznajemy obecnych, jak i dawnych mieszkańców Bukowej Góry i szczerze pisząc sama nie wiem, która część bardziej przyciąga uwagę. Mamy tu tak wiele charakterystycznych postaci, których losy w pewien sposób splatają się ze sobą, że trudno oderwać się od książki. Jedno się nie zmienia, niezależnie od czasów ludzie wciąż poszukują szczęścia, harmonii w życiu, dążą do spełniania marzeń, chociaż los często rzuca im kłody pod nogi. Powieść jest dosyć obszerna, ale dzięki temu możemy lepiej poznać jej bohaterów, a tak jak wspomniałam jest ich barwne grono. Autorka pokazuje, że warto poznawać historie innych, rozmawiać, gdyż właśnie brak komunikacji, skrywane a niewyjaśnione urazy i rany rozdrapywane przez lata prowadzą do nieporozumień i zatruwają życie. Czasem, gdy ciężko zdobyć się na odwagę, by porozmawiać, zawsze można napisać list, o czym możecie się przekonać na kartach tej powieści, która jest intrygująca, życiowa, ale też magiczna i skłaniająca do refleksji. Mam nadzieję, że pisarka trzyma w zanadrzu jeszcze wiele takich klimatycznych historii.

„Opowieść błękitnego jeziora” to powieść, która otula ciepłem, przyciąga uwagę życiowymi wydarzeniami i skłania do przemyśleń za sprawą charakterystycznych bohaterów i ich losów, które splatają się w wielowymiarowy i nietuzinkowy obraz. Ponadto roztacza niesamowity klimat, skrzący od tajemnic i magii dnia codziennego. Polecam Wam tę urzekającą opowieść. 

wtorek, 19 grudnia 2023

"Tom Lake" Ann Patchett

Tytuł: Tom Lake
Autor: Ann Patchett
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2023
Liczba stron: 336

Powrót do domu po dłuższym czasie nieobecności może być jak podróż w przeszłość wypełniona ulotnymi chwilami, wspomnieniami, które niczym stare fotografie wzbudzają sentyment, uśmiech bądź smutek. Gdy Emily, Maisie  i Nell wracają do Michigan i domu rodzinnego otoczonego czereśniowym sadem, postanawiają poprosić matkę by opowiedziała im o swojej młodości. Niektóre wydarzenia z tamtego okresu owiane są tajemnicą, zwłaszcza te dotyczące Tom Lake i romansu ze znanym aktorem. Czy Lara zdecyduje się szczerze opowiedzieć o tym okresie swojego życia? Co stało się z marzeniami, które wówczas miała?

„Nie sposób wytłumaczyć tej prostej prawdy o życiu: dużo z niego zapominamy.” str. 128

W twórczości tej pisarki jest coś takiego, co sprawia, że chłonie się jej opowieści. Nie ma w nich wartkiej akcji, pozornie nie dzieje się bardzo wiele a jednak otaczają czytelnika taką specyficzną atmosferą, życiowymi wydarzeniami, drobnymi, codziennymi troskami oraz tajemnicami, których zdecydowanie nie brakuje. Książka, o której teraz chcę Wam opowiedzieć jest tego świetnym przykładem.

W odciętym od świata czereśniowym sadzie wyruszamy wraz z Larą w podróż w przeszłość, która okazuje się zaskakująca, emocjonująca i nostalgiczna. Odkrywamy stopniowo skrawki z jej życia i obserwujemy wydarzenia, które doprowadziły do tego momentu, w którym teraz się znajduje. Czy dokonała słusznych wyborów? Czy dobrze wykorzystała szanse dane jej przez los? Co wydarzyło się w Tom Lake? Niejedna osoba nie zastanawia się nad tym, że jej rodzicie też kiedyś byli młodzi, mieli plany, marzenia, przyjaciół, ale też popełniali błędy i mieli chwile słabości. Może czasem warto o tym posłuchać, dowiedzieć się czegoś więcej tak jak to zrobiły trzy siostry z tej opowieści. Dla córek Lary opowieść ta staje się bowiem w pewnym sensie punktem zwrotnym, skłania do przemyśleń, ale też innego spojrzenia na rodziców oraz ich wspólnej historii.

Autorka pokazuje jak ważna jest każda chwila oraz jak wiele wniosków można wyciągnąć z przeszłości. Coś, co dla jednego jest szczęściem, niekoniecznie nim będzie dla kogoś innego. Z kolei można też sądzić, że spełniło się marzenia, ale nadal nie czuć się spełnionym i szczęśliwym. Książka ta to takie docenianie codzienności, drobnych chwil, drobnych radości, bo przecież z nich w dużej mierze składa się nasze życie. Pisarka wyraziście wykreowała bohaterów, wśród których na plan pierwszy wychodzą kobiety. Nie brakuje także męskich postaci, które zapadają w pamięci, czego świetnym przykładem są tacy bohaterowie jak Peter Duke, Sebastian, czy wujek Wallace. Po raz kolejny jestem oczarowana lekturą i będę się rozglądała za następnymi książkami pisarki.

„Tom Lake” to książka, w której akcja płynie niespiesznie, ale roztacza wokół taką atmosferę, że trudno się od niej oderwać. Lektura płynie sama, dostarczając emocji, skłaniając do refleksji i pokazując, że nie trzeba być cały czas w pogoni za marzeniami, by być po prostu szczęśliwym. W końcu życie składa się z tych drobnych, codziennych radości, o których w codziennym zabieganiu po prostu zapominamy.

sobota, 16 września 2023

"Córka ziemi" Dorota Gąsiorowska

Tytuł: Córka ziemi
Autor: Dorota Gąsiorowska
Seria: Córki żywiołów (tom 1)
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2023
Liczba stron: 528

W malowniczym, ale zaniedbanym pałacyku w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej trwają prace, by przywrócić go do dawnej świetności. Jednym z elementów, który stanowił nieodzowną jego część była rzeźba nordyckiej bogini Frei, która znajdowała się niegdyś w ogrodzie. Właściciel pałacu zwraca się w tej sprawie do Weroniki, której rzeźby zyskały renomę. Jej wrażliwość pozwala na stworzenie niezwykłych dzieł. Weronika przyjmuje zlecenie, chociaż nie czuje się z tym komfortowo, czuje bliżej nieokreślony niepokój. Czy to tylko jej wyobraźnia? Mury pałacu skrywają wiele tajemnic, a prace remontowe mogą poruszyć coś, co dawno zostało w nich uśpione. Czy Weronice uda się sprostać wyzwaniu? Jakie tajemnice wiążą się z tym malowniczym miejscem?

„Potrzebuję kontaktu z prawdziwym światem. Niekoniecznie z człowiekiem, ale na pewno z przyrodą. Znów jestem córką ziemi.” str. 271

Pierwszy tom nowej serii „Córki żywiołów” zapowiada się interesująco. Wzrok przyciąga pięknie skomponowana okładka a opis zachęca do zagłębienia się w lekturze. Poznałam już twórczość pisarki, więc wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Każdy, kto poznał książki pisarki pewnie pamięta, z jaką precyzją potrafi kreślić atmosferę pełną tajemnic i magii, która otula czytelnika, przynosząc chwile spokoju, wytchnienia i rozrywki w najlepszym wydaniu. Dzieje się tak i tym razem.

Opowieść rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych, teraz i wiele lat temu, ale w tym samym miejscu, czyli pałacyku. Pierwszoosobowa narracja prowadzona jest z dwóch perspektyw. Oczami Weroniki widzimy bieżące wydarzenia, natomiast Freya opowiada te, które wydarzyły się sto lat temu za czasów świetności tego miejsca. Opowieść obu bohaterek przeplata się i krok po kroku spaja się w jedną całość. Co je łączy? Fabuła niesie wiele tajemnic, dostarcza sporą dawkę wrażeń, przyciąga magią otaczającej natury i kontaktu z nią. Otula charakterystyczną dla pióra pisarki atmosferą, gdy odnosi się wrażenie, że wszystko może się wydarzyć. Łączy w sobie dawne wierzenia, wrażliwość na otaczającą nas naturę, ale też ból, niesprawiedliwość i zawiść wobec drugiego człowieka. Pojawia się też sporo zagadek do rozwikłania, jak chociażby znalezione szczątki ludzkie w studni nieopodal pałacyku.

Poza głównymi bohaterkami, które przedstawione są wyraziście, w opowieści pojawia się szereg innych barwnych postaci. Barw dodają Koty, sokolica Anada, czy chociażby dzik Hildo. Nie wyobrażam sobie tej opowieści bez nich, tak jak i bez Glorii, czy Maksa. Autorka przyciąga uwagę wachlarzem charakterystycznych bohaterów, którzy sprawiają, że opowieść niemal dzieje się przed naszymi oczami i trudno się od niej oderwać. Mam nadzieję, że kolejny tom pojawi się już niebawem.

„Córka ziemi” to niezwykła opowieść, przyciągająca wachlarzem charakterystycznych postaci, tajemniczą atmosferą pełną magii, ale też ciepła i spokoju płynącego z kontaktu z naturą. Usiana tajemnicami sprzed lat i po prostu piękna. Akcja osaczona w malowniczej scenerii dostarcza wielu wrażeń, nie brak w niej zagadek do rozwikłania, intryg i licznych zawirowań. Świetny pierwszy tom cyklu „Córki żywiołów” zachęca do poznania kolejnych, na które ja już nie mogę się doczekać.

wtorek, 18 lipca 2023

"Kilka dni z życia Alice" Liane Moriarty

Tytuł: Kilka dni z życia Alice
Autor: Liane Moriarty
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2023
Liczba stron: 528

Wiele osób chciałoby cofnąć czas, by zmienić pewne decyzje lub po prostu poczuć się tak jak kiedyś. Alice Mary Love czuje, że ma 29 lat i jest w ciąży, chociaż tak naprawdę niewiele jej brakuje do czterdziestki i jest matką trójki dzieci. Wypadek sprawił, że straciła pamięć o tym, co działo się w ciągu dziesięciu lat. Myśli, że jest szczęśliwą mężatką, ma dobry kontakt ze swoją siostrą, a tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Pojawia się też imię Gina, chociaż zupełnie nie pamięta, kim jest i nie rozumie, czemu bliscy unikają o niej rozmowy. Jak poradzić sobie w takiej sytuacji? Czy Alice odzyska pamięć? Kim jest tajemnicza Gina?

„Czuła się, jakby ktoś wepchnął ją do kolejki górskiej w lunaparku. Wagonik miotał nią w lewo, w prawo, to znów zawisał do góry dnem, znajome otoczenie nagle stawało się zupełnie obce. Nienawidziła kolejek górskich.” str. 122

Gdy do moich rąk trafiła ta powieść nie wiedziałam, czego się spodziewać, ponieważ nie znam twórczości pisarki. Zaciekawił mnie opis i dobrze się stało, ponieważ nie podejrzewałam nawet, że tak obszerną książkę można tak szybko przeczytać, w dodatku bez chwili znużenia.

Sam pomysł na fabułę może nie jest bardzo odkrywczy, ale w tym przypadku liczy się jego realizacja i splecenie w taki sposób wątków, że niemal do końca nie wiadomo, w którym kierunku się wszystko potoczy. Z dużym zainteresowaniem, wraz z główną bohaterką, odkrywa się krok po kroku kadry z jej życia z ostatnich dziesięciu lat. Z początku sporo jest pytań, niewiadomych. Aura tajemniczości przykuwa uwagę, a lekkość i ciekawa konstrukcja fabuły dostarczają wielu wrażeń. Z jednej strony poznajemy Alice, jej zagubienie i odkrywanie przebłysków wspomnień, z drugiej natomiast obserwujemy pewne wydarzenia oczami Frannie, czy lepiej poznajemy Elisabeth dzięki zapiskom dla dra Hodgesa. Wszystko to razem daje barwny, wielowymiarowy obraz życiowych wydarzeń, problemów, radości, nieporozumień, oczekiwań. Autorka w subtelny sposób poruszyła wiele ważnych, a czasem kontrowersyjnych tematów. Przeplata się miłość z nienawiścią, czuć ból po utracie bliskiej osoby, samotność, czy też determinację, aby zostać rodzicami. Pokazuje także, jak bardzo nasze życie może zmienić się w ciągu dziesięciu lat i w kierunku, o którym nawet byśmy nie pomyśleli. Starcie marzeń, oczekiwań z szarą rzeczywistością może okazać się dosyć bolesne, o czym przekonała się Alice. Czy uda się jej odzyskać część dawnego życia?

Książkę bardzo dobrze się poznaje także za sprawą wyrazistych bohaterek, gdyż to kobiece sylwetki wiodą prym w tej opowieści. W mojej pamięci na długo pozostaną Alice, Elisabeth i Frannie. Dobrze odbiera się ich emocje, poznaje powody niektórych decyzji, czy wydarzenia, które sprawiły, że ich życie tak teraz wygląda. Nie zabrakło wielu postaci drugoplanowych, które chociaż czasem tylko zarysowane, ale dopełniają tę powieść i czasem wzbudzają rozbawienie tak jak chociażby pan Iks, czy Frank Neary.

„Kilka dni z życia Alice” to książka, która mnie oczarowała kreacją bohaterów, przykuła uwagę konstrukcją fabuły i ciekawym splotem wydarzeń oraz w wielu momentach skłoniła do refleksji. Podczas lektury czasem w sercu zagości smutek, innym razem rozświetli je płomyk nadziei, czy też ogrzeje ciepło i na ustach zagości uśmiech, Ciekawa, lekko poprowadzona opowieść niestroniąca od trudnych tematów i pełna życiowych wydarzeń.

niedziela, 18 grudnia 2022

"Opowieść starego lustra" Dorota Gąsiorowska

Tytuł: Opowieść starego lustra
Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2022
Liczba stron: 496

Zbliżają się święta, a więc magiczny czas, w którym ciepło ogrzewa serca. Czas radosny, wyczekiwany, który spędza się z najbliższymi. To także moment poszukiwania prezentów. Jednym z ciekawych miejsc, w którym na taką okazję można znaleźć coś oryginalnego jest klimatyczny sklep ze starymi przedmiotami na jednej z ulic Krakowa. Pracuje w nim Alicja, którą jak co roku raduje ten czas. Nie wie jeszcze, że niebawem wydarzy się coś, co sprawi, że ten czas będzie szczególny i odmieni jej życie, a wszystko za sprawą tajemniczego, kryształowego lustra, które otrzymuje w prezencie. Staje się ono bramą do dziewiętnastego wieku i pięknego dworu, do którego Alicja się przenosi. W pewnym momencie obydwa światy stają się jej bardzo bliskie i trudno jej wrócić po tej niespotykanej podróży do rzeczywistości. Czy zaczyna tracić zmysły? Czy to tylko jej wyobraźnia? Skąd pochodzi stare, kryształowe lustro i jaka jest jego historia?

Z twórczością pisarki miałam przyjemność się spotkać za sprawą dwóch tomów serii „Dni mocy”. Wiem w związku z tym, że potrafi przyciągnąć klimatyczną opowieścią oraz bohaterami, którzy stają się bliscy czytelnikowi, wzbudzają emocje. Tym razem to jednotomowa powieść idealnie wpisująca się w zimowy czas i zbliżające się święta. Przenieśmy się więc do Krakowa i pewnego interesującego sklepiku, w którym wszystko się zaczęło.

„Mam na imię Alicja i bardzo kocham Boże Narodzenie – co roku z wytęsknieniem czekam na ten magiczny czas. To, czego doświadczyłam, też jest związane ze świętami i, co w całej tej historii jest chyba najbardziej istotne, przede wszystkim z pewnym starym lustrem, które pojawiając się nagle w moim życiu, zupełnie zmieniło moje postrzeganie pewnych spraw.” str. 6-7

Sklepik „Faun” to klimatyczne miejsce, w którym można kupić stare przedmioty skrywające swoje historie. Alicja z przyjemnością w nim pracuje, chętnie spędza tam czas, dobrze odbiera atmosferę tego miejsca. Główna bohaterka od początku wzbudza sympatię, zwłaszcza jej optymistyczne podejście do życia. Gdy otrzymuje kryształowe lustro i przenosi się do XIX wieku czuje się początkowo zagubiona i nie potrafi tego logicznie wyjaśnić. Kto zresztą w takiej sytuacji nie czułby się zagubiony? Obawia się, że to z nią się coś dzieje, chociaż krok po kroku mieszkańcy starego dworu sprzed 150 lat stają się jej coraz bliżsi. W jej życiu zaczyna sporo się dziać i w pewnym momencie wydarzenia z obu światów się przenikają. Można się pogubić. Z zaangażowaniem obserwuje się te zawirowania i jednocześnie z ciekawością tego, jaki będzie wynik tej niesamowitej historii, która otula ciepłą atmosferą, porusza i wzbudza uśmiech. Chętnie spróbowałabym wraz z bohaterką też aromatycznej kawy z tartymi migdałami, która zapadła mi w pamięci.

Opowieść spleciona jest z losów jej bohaterów, a wierzcie mi jest ich całkiem sporo. Każdy z nich wnosi do opowieści swoje radości i smutki, doświadczenia życiowe i problemy. To charakterystyczne grono, z którym ciężko się rozstać. Porusza zwłaszcza historia Teodora, która stopniowo jest odkrywana, gdyż starszy pan jest skryty i nie opowiada o sobie. W mojej pamięci z pewnością pozostanie także ekscentryczna i dodająca barw tej opowieści Zafira. Z ciekawością też poznawałam mieszkańców starego dworu, melancholijną Rozalię, Wincentego i ich córki Elizę i Adelę, czy niesfornego psa Bayo. Sceneria odgrywa tu także dużą rolę, gdyż piękny dwór w Brzezianach rozsiewa niezwykły klimat. Okazuje się, że podróż Alicji w jego progi nie jest bez znaczenia.

Pewnie jak mogliście się domyślać wydarzenia przedstawiane są naprzemiennie z obu tych światów, czyli dzisiaj i po drugiej stronie lustra. W pewnym momencie wszystko się splata w jednym punkcie, chociaż po drodze sporo jest niespodzianek, tajemnic do odkrycia, sekretów przeszłości, emocji. Pisarka potrafi tak poprowadzić opowieść, że trudno się od niej oderwać, pięknie, ciekawie i z taką nutką nierealności, jakby wszystko mogło się wydarzyć nawet, jeśli nie da się tego logicznie wytłumaczyć.

„Opowieść starego lustra” to cudowna opowieść, która otula klimatem, przyciąga ciekawymi wydarzeniami i bohaterami, którzy stają się nam bliscy. Każdy szczegół jest przemyślany i splata się w niesamowitą mozaikę emocji, życiowych wydarzeń, magii świąt, ale też codzienności. To historia pełna tajemnic i niespodzianek, wprost idealna na zimowe wieczory.

środa, 22 czerwca 2022

"Zielone oczy driady" Dorota Gąsiorowska

Tytuł: Zielone oczy driady
Autor: Dorota Gąsiorowska
Seria: Dni mocy (tom 3)
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2022
Liczba stron: 624

Wyobraźcie sobie klif, szum fal uderzających o skały i samotną, niedużą chatkę, wokół której roztacza się piękny widok, dziki, nieokiełznany. W takiej samotni zaszyła się Livia, odnajdując tu harmonię i wyciszenie po wydarzeniach, które roztrzaskały jej marzenia i sprawiły ból. Przez długi czas myślała, że ucieczka to dobry sposób, gdyż w takim miejscu nikt nie będzie jej szukał. Tymczasem od przeszłości nie da się uciec, potrafi wrócić w nieoczekiwanym momencie i tak dzieje się tym razem. Ratunkiem staje się propozycja pracy, którą otrzymuje Livia. Do renowacji jest tajemniczy fresk znajdujący się w kościele na Podlasiu. Nie wie jeszcze, że to początek drogi, która ściśle związana jest także z pewną starą historią, zawiłą, pełną tajemnic, skrywaną przez lata. Czy wyjazd na Podlasie okaże się tym, czego Livia potrzebowała? Czy Livii uda się zrzucić z ramion ciężar przeszłości, odetchnąć i ruszyć do przodu z nadzieją?

Miałam przyjemność poznać drugi tom tej serii, czyli „Dwór rusałek” (opinia), dlatego spodziewałam się, że to będzie magiczna lektura, w której dużą rolę będą odgrywały legendy, klimat i charakterystyczni bohaterowie. Autorka potrafi bowiem barwnie malować słowami przed oczami czytelnika pełne głębi i emocji obrazy. Obrazy poruszające i zapadające w pamięci. Pora na tom trzeci serii i opowieść w nim zawartą.

„Las uzdrawiał i oczyszczał z negatywnych emocji i wspomnień. Trzeba było tylko na to pozwolić. A ten las miał bardzo starą duszę i na pewno krył wiele tajemnic.” str. 127

Zaczyna się intrygująco i bardzo szybko wsiąka się w opowieść, stopniowo poznając jej bohaterów, ich losy, skrawki życia, zawirowania, słabości i mocne strony. Poczułam się zaskoczona tym, jak wiele jest splecionych historii w tym tomie, zarówno tych sprzed lat, jak i ich konsekwencji. Odnosi się wrażenie, że niemal każdy skrywa jakiś sekret, bolesne wspomnienie, gorycz porażki, zawiedzione zaufanie, ból po stracie bliskiej osoby, konsekwencje błędu trwające latami. Przeplatają się przyjaźń i miłość, smutek i szczęście, codzienne problemy, ale też małe i większe radości. Mokoszówka to ciekawe miejsce zarówno pod względem urokliwych widoków, legend z nim związanych, ale przede wszystkim też jej mieszkańców.

„Człowiekowi się wydaje, że pogodził się z tym, co było, pozwolił odejść wspomnieniom, tymczasem jeśli chodzi o ludzi, których kochamy, oni nigdy nie wyprowadzają się z naszego życia. Miłość, to uczucie, które wiąże na wieki.” str. 408

Wiele elementów urzeka w tej książce. Przede wszystkim tak jak wspomniałam losy jej bohaterów. Dobrze odbiera się emocje Livii, chociaż gdyby nie informacje, które czasem przemilcza nie chcąc nikogo urazić być może pewne wydarzenia mogłyby się potoczyć nieco szybciej. Livia, której dawne przezwisko to Fairy jest bardzo wrażliwa i stąd jej wahanie, ale równocześnie silna, gdyż potrafi podnieść się i zawalczyć, gdy sytuacja tego wymaga. Świetnym pomysłem jest wplecenie do opowieści historii dwójki bliskich sobie osób Wiktorii Gajowicz i Tośka, którą poznajemy częściowo dzięki pamiętnikowi, ale nie tylko. To poruszająca historia, trafiająca do serca, którą z rosnącą ciekawością się poznaje, a i tak na koniec zaskakuje. Jest jeszcze niejedna historia, która chwyta za serce, ale na szczególną uwagę zasługuje także los Noelle. To nie tylko tajemniczy fresk zielonookiej, pięknej kobiety, ale też wiele tajemnic z nim związanych.

Do lektury przyciąga zdecydowanie klimat, który pisarka momentalnie roztacza. Sceneria jest przepiękna, zarówno w Irlandii, jak i na Podlasiu. Piękno, natura, zieleń, miejsca idealne na spacery, wyciszenie, ale też osnute wieloma legendami, tajemnicami. Mimo piękna wokół, niemal każdy z mieszkańców skrywa bolesne wspomnienia. W końcu życie to nie tylko piękne chwile, ale także ból, samotność, strata. W mojej pamięci szczególne miejsce będzie miała pewna polanka ze starymi wierzbami, czy stara, piękna jarzębina i jej znaczenie.

„Zielone oczy driady” to piękna opowieść, intrygująca, poruszająca, przyciągająca klimatem, osaczająca tajemnicami. Poznaje się ją z przyjemnością i rosnącą ciekawością, gdyż zarówno charakterystyczni bohaterowie i ich losy, jak i sceneria działają na wyobraźnię i wywołują wiele emocji. To seria warta poznania, najlepiej od samego początku.

sobota, 19 lutego 2022

"Stan zdumienia" Ann Patchett

Tytuł: Stan zdumienia
Autor: Ann Patchett
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 400

Doktor Anders Eckman wyruszył do brazylijskiej dżungli, chociaż nie planował tego wcześniej. Jego wyprawa, a właściwie wyjazd służbowy miał być tylko krótkim epizodem, miał trwać tylko dwa tygodnie a nie powrócił z niego już do domu. Jego zadaniem było odnalezienie i przekonanie znanej badaczki, by wróciła i przedstawiła postęp swoich prac. O jego śmierci i okolicznościach z nią związanych niewiele wiadomo ponad krótkimi, suchymi informacjami przesłanymi w aerogramie. W ślad za nim wyrusza Marina, która pracowała z nim przez kilka lat, by przekonać się, co wydarzyło się na miejscu i dlaczego tak mało na ten temat wiadomo. Zupełnie nie spodziewa się tego, co zastanie. Czy jej misja ma jakiekolwiek szanse na powodzenie?

Piękna okładka wzbudza zainteresowanie, chociaż jak wiadomo nie jest to równoznaczne z równie interesującą treścią. Tym razem to okładka była pierwszym impulsem sprawiającym, że chciałam sięgnąć po tą książkę i był to w moim przekonaniu dobry wybór. Dlaczego tak uważam? Co niezwykłego znajdziecie na kartach tej powieści?

Wielokrotnie przekonałam się, że początek książki wcale nie przesądza o ciągu dalszym. Wspominam o tym, ponieważ ta lektura mknie dosyć niespiesznie, rozwija się powoli i w taki właśnie sposób powolutku rozplata swoje wici, by w pewnym momencie zupełnie pochłonąć uwagę, zawładnąć wyobraźnię. Mimo, że nie ma w niej wartkiej akcji i smakuje się ją uważniej, to z każdym kolejnym rozdziałem wzrasta stopniowo napięcie, zagęszcza się klimatyczna atmosfera. Mrok przeplata się z pięknem, tworząc niepowtarzalną mozaikę, barwną i wielowymiarową. Autorka potrafi w taki sposób spleść wydarzenia, by z jednej strony zainteresować, z drugiej skłonić do przemyśleń.

Elementem jakby pogłębiającym kolory tej opowieści jest sceneria. Szybko bowiem przenosimy się do brazylijskiej dżungli, a dokładniej w okolice jednego z dopływów Rio Negro, gdzie zaszyte jest niewielkie laboratorium. To w nim trwają prace nad bardzo ważnym lekiem. Poznajemy naukowców, ale także zamieszkujące te ziemie plemię Lakaszi, jego zwyczaje, codzienne życie. W takim miejscu nie obowiązują reguły, do których jesteśmy przyzwyczajeni, każda wyprawa wiąże się z pewnymi niebezpieczeństwami, jak chociażby spotkaniem z anakondą. Można zobaczyć arę hiacyntową, poczuć ulewę, przed którą trudną się ukryć, oganiać się od moskitów i innych natrętnych owadów, zgubić się w gąszczu bujnej roślinności, a to tylko ułamek licznych możliwości. Piękne, ale też niebezpieczne miejsce i w nim właśnie spędził ostatnie dni doktor Anders Eckman. Zmarł w niewyjaśnionych do końca okolicznościach. pozostawiając żonę, dzieci i współpracowników kampusu Vogla zaskoczonych, przytłoczonych, niepewnych okoliczności, w jakich to się stało. Zmarł daleko od domu, chociaż są osoby, które przy nim wówczas były.  Dlaczego w związku z tym tak niewiele na ten temat wiadomo?

„Wiesz, nadzieja to straszna rzecz. Nie mam pojęcia, kto postanowił ją uznać za cnotę, bo wcale nią nie jest. To utrapienie. Nadzieja jest jak chodzenie z haczykiem wędkarskim w ustach, za który ktoś nieustannie ciągnie i ciągnie.” str. 52

Wątkiem przewodnim, a zarazem bardzo ważnym, poruszanym przez pisarkę jest praca naukowców nad lekiem. To temat o tyle istotny, że pokazuje, jak trudno wyważyć w takich okolicznościach, co jest dopuszczalne, a co niekoniecznie. Rodzi wiele pytań między innymi dotyczących empatii i słuszności pewnych działań, ambicji, konsekwencji pewnych wyborów. Jednym z takich pytań jest to, jak wiele można poświęcić dla nauki i czy cena tego nie jest za wysoka.

„Stan zdumienia” to powieść, która w niespieszny sposób, ale skutecznie pochłania uwagę, wzbudza zdumienie, przenosi czytelnika do pięknego, a zarazem mrocznego miejsca, które mocno działa na wyobraźnię. Stawia wiele pytań, porusza ważne tematy, zaskakuje rozmachem rozważań. Klimatyczna, nieschematyczna i warta poznania lektura, która na mnie wywarła duże wrażenie.

sobota, 15 stycznia 2022

"Dobre wychowanie" Amor Towles

Tytuł: Dobre wychowanie
Autor: Amor Towles
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 368

Przypadkowe spotkanie może odegrać dużą rolę w naszym życiu. Można by rzec, że tak się stało, gdy Katey Kontent spotkała Tinkera Greya, młodego, przystojnego, pewnego siebie bankiera. Pewnie żadne z nich nie pomyślało wówczas, jak to spotkanie wpłynie na ich przyszłość. Zaczęło się niepozornie, a rozpętało lawinę wydarzeń, w którą oboje zostają wciągnięci. On zupełnie nie pasował do klubu jazzowego, w którym się spotkali. Ona natomiast nie pasowała do świata, w którym on brylował. Katey wkracza do świata, w którym panują inne zasady. Czy będzie potrafiła się w nim odnaleźć? Co będzie dla niej ważniejsze, zasady i cząstka siebie, czy wpływy i moda?

„W jego zachowaniu była ta charakterystyczna pewność siebie, to demokratyczne zainteresowanie otoczeniem i to subtelne domniemanie przychylności obcych ludzi, które spotyka się wyłącznie u młodych mężczyzn wychowanych w towarzystwie pieniędzy i dobrych manier. Takim osobom nie przychodziło do głowy, że w nowym środowisku mogłyby być niemile widziane – i w rezultacie rzadko były.” str. 26

Na pierwszy rzut oka zwraca uwagę oprawa graficzna tej książki. Twarda oprawa a na niej czarno białe zdjęcie i złocenia. Wiadomo, że okładka to nie wszystko, ale ta ma coś w sobie. Przede wszystkim jednak zachęcił mnie opis, gdyż zapowiadał przeniesienie się do Nowego Jorku i 1937 roku, a właściwie do jego końca, gdyż wszystko zaczęło się pamiętnego Sylwestra w klubie jazzowym. O czym jest ta historia i czy warto ją poznać?

Wydarzenia w głównej mierze rozgrywają się w Nowym Jorku w latach 1937 – 1940, chociaż wstęp przenosi nas na chwilę do roku 1966 i możemy poznać główną bohaterkę Katey Kontent. Autor dobrze uchwycił wymiar dawnych czasów, pokazując ponadto, że mimo kolejnych dziesięcioleci tak bardzo się nie zmieniamy. Ważne są pragnienia, oczekiwania, marzenia, życie pełną piersią, bo jednak jest ono ulotne i potrafi szybko się zmienić. Sceneria działa na wyobraźnię, gdyż ukazuje Manhattan w obliczu dużych zmian i kryzysu. Mamy możliwość obserwować wydarzenia różnego kalibru, dostrzec ogromny kontrast, poczuć atmosferę dawnych czasów, poczuć czar miejsc, gdzie królują jazz i swing. Wzmacnia to jeszcze lekki styl pisarski, obrazowy i dostosowany do czasów, które opisuje.

Walorem tej książki są bohaterowie, silne osobowości, których losy są wypełnione zawirowaniami związanymi z ich wyborami, ale też przeciwnościami, które napotykają na swej drodze. Na plan pierwszy wysuwają się dwie przyjaciółki Katherine i Evelyn. Uśmiechnęłam się jak przeczytałam, że Katey Kontent to mól książkowy. Ponadto cechują ją pracowitość, sumienność, życie zgodne z zasadami, ale też dążenie do celu. Eve Ross to jej zupełne przeciwieństwo, rzuca się w wir życia bez opamiętania, nie zastanawia nad jutrem, korzysta z chwili. Ich spotkanie zakończyło się przyjaźnią na długie lata, która została poddana wielokrotnie próbom. Kreacje tych postaci są po prostu świetne, realne, charakterystyczne, barwne. Z postaci kobiecych mocno zaznaczają się jeszcze dwie: Bitsy, przebojowa, twarda kobieta oraz Anne Grandyn, inteligentna i wpływowa. Możecie pomyśleć, że nie ma znaczących męskich postaci, ale nic bardziej mylnego. Bracia Theodore (Tinker) i Henry Grey z pewnością do nich należą, tak samo jak honorowy, dający siłę i oparcie Wallace Wolcott. Na temat bohaterów mogłabym napisać jeszcze wiele, bo jest o czym i to oni stanowią siłę tej opowieści.

Tytuł książki z początku trudno powiązać, lecz im głębiej wsiąkałam w opowieść i odkrywałam jej tajemnice, tym lepiej rozumiałam jego znaczenie. W pewnym momencie ma się poczucie, że dobrze pasuje do wydarzeń i rozumie się jego symbolikę.

„Dobre wychowanie” to książka, o której trudno mi będzie zapomnieć, pełna emocji, determinacji, pragnień, kontrastów. Przenosi czytelnika do Nowego Jorku z dawnych lat, stojącego w przededniu zmian, wypełnionego jazzem i swingiem. To barwna opowieść z charyzmatycznymi bohaterami, która mocno pobudza wyobraźnię i daje do myślenia.


środa, 6 października 2021

"Upiecz to! Porażkoodporne przepisy na miarę każdej kuchni" Rukmini Iyer

Tytuł: Upiecz to! Porażkoodporne przepisy
na miarę każdej kuchni
Autor: Rukmini Iyer
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 240

W dzisiejszych, zabieganych czasach często szuka się prostych, szybkich do przygotowania przepisów. Najlepiej jeszcze, by wykonać można je było z łatwo dostępnych produktów i aby efekt końcowy był taki, jak zamierzony. Czy są przepisy, które zawsze wychodzą i jednocześnie przygotowanie potraw nie zajmuje dużo czasu? 

W kuchni warto inspirować się pomysłami różnych osób, łączyć smaki, kolory, zapachy. Wychodząc z tego założenia a także zachęcona opisem sięgnęłam po tę książkę. Wiadomo, że nie zawsze jest czas na przygotowanie wymyślnych potraw. Można też zniechęcić się, gdy wykonanie potrawy jest skomplikowane i niestety efekt końcowy nie jest taki, jak byśmy sobie tego życzyli. Czy da się w krótkim czasie, z wykorzystaniem łatwo dostępnych produktów przygotować ciekawe, smaczne i pożywne dania? Przekonajmy się o tym zaglądając do tej książki.

Do książki zachęca już sama okładka i danie na niej przedstawione. Oprawa graficzna jest trafna, okładka twarda a wewnątrz obok przepisów znajdują się duże zdjęcia wykonanych potraw. Ponadto podoba mi się sam pomysł przygotowywania potraw w piekarniku ze względu na prostotę, jedno naczynie, ale także właściwości zdrowotne.

Wstęp zawiera krótki zarys konstrukcji książki, opis naczyń do zapiekania oraz podstawowych składników, które warto mieć w domu. Dalej publikacja podzielona jest tematycznie na osiem działów. Przykładowo trzy pierwsze to: dania rybne, pieczony kurczak, warzywna uczta. Nie zabrakło też pomysłów na słodkości, które można znaleźć między innymi w rozdziale pieczone owoce. Myślę, że wśród tych przepisów każdy znajdzie coś dla siebie, chociaż wiadomo też, że nie każde zestawienie składników przypadnie wszystkim do gustu. Na to też autorka znalazła sposób. Przedstawione przepisy bowiem to tylko wstęp do Waszych pomysłów, które według pewnego schematu przedstawionego w książce możecie skomponować sami. 

Każdy rozdział rozpoczyna się od pewnego rodzaju tabeli, w której dobierając produkty i dodając do nich odpowiednie przyprawy i składniki z kolejnych kolumn możecie przygotować danie odpowiednie dla Was. Skomponować składniki, które lubicie, tak więc przepisy tu przedstawione stanowią zachętę i inspirację. Postanowiłam na początek wypróbować dwa przepisy a mianowicie „Prosty kurczak z czerwoną papryką pieczony na blasze” oraz „Pikantne skrzydełka kurczaka z dodatkiem chipotle pieczone z łódeczkami z batatów, kolendrą i jogurtem limonkowym”. Dosyć długie nazwy trzeba przyznać. Pierwsze danie okazało się smakowite i szybko zniknęło z talerza, natomiast drugie to nie moja bajka. Połączenie batatów z kurczakiem nie przypadło mi do gustu, ale tak jak wspomniałam komponować składniki można także samemu, posługując się pewnym wzorem. Przepisy są klarownie przedstawione. Poza potrzebną ilością składników znajdują się opisy wykonania krok po kroku. W każdym przepisie określono liczbę porcji oraz czas przygotowania i czas pieczenia. 

„Upiecz to! Porażkoodporne przepisy na miarę każdej kuchni” to książka kucharska, którą warto mieć na półce by zainspirować się i skorzystać z przedstawionych przez autorkę przepisów, ale też tworzyć własne. Barwna, pełna ciekawych kompozycji smakowych i pomysłów publikacja, która może być wstępem do otulonej zapachami kulinarnej podróży.

środa, 2 czerwca 2021

"Dwór rusałek" Dorota Gąsiorowska

Tytuł: Dwór rusałek
Autor: Dorota Gąsiorowska
Seria: Dni mocy (tom 2)
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 608

Nad pięknym jeziorem, w cichym, urokliwym miejscu na Podlasiu znajduje się stary dwór, którego mury sięgają pamięcią dawnych czasów. Czasów, w których magia przeplatała się z rzeczywistością, o których teraz można usłyszeć legendy. To malownicze miejsce związane jest z pewną starą historią spowitą niejedną tajemnicą. Olga trafia na nią przypadkiem, tak jak i do tego pięknego miejsca. Zagubiona, na życiowym zakręcie, po utracie księgarni, w którą włożyła mnóstwo pracy i serca oraz utracie zaufania do mężczyzny, z którym wiązała swoją przyszłość. W jednym momencie jej plany i marzenia się rozpadają, pozostawiając pustkę w sercu. Czy uda się jej rozwikłać tajemnice starego dworu i jego mieszkańców? Czy odnajdzie szczęście?

„Życie nie lubi pustki, na pewno wkrótce pojawią się nowe szanse.” str. 142

Do tej książki w pierwszym momencie zachęciły mnie tytuł oraz nazwa serii. Zapowiadały tajemnicę, magię i ciekawą historię. Takie miałam oczekiwania rozpoczynając lekturę. Książka stanowi drugi tom serii „Dni mocy”, z którą spotkałam się po raz pierwszy, tak jak i z twórczością pisarki. Jakie wrażenia pozostawiła? W skrócie mogę napisać: magiczne.

Główną bohaterkę tej opowieści poznajemy w momencie, gdy wszystko układa się w dobrym kierunku. Prowadzi księgarnię, która od dawna była jej marzeniem, dobrze prosperującą, w której czuje się na swoim miejscu. Związek, w którym jest rozwija się i przed jej oczami maluje wspólną przyszłość. Są pewne zgrzyty, ale to naturalne, pewnie z czasem wszystko się ułoży. W pewnym momencie wszystko zaczyna zmierzać w innym kierunku, niż planowała. Dobrze znane, poukładane dotychczas życie zmienia się diametralnie, a ona jest coraz bardziej zagubiona i stara się znowu wszystko poskładać w jedną całość. Autorka dobrze zaprezentowała tą postać, odbiera się jej niepokój, zagubienie, ale też poznaje charakter. Olga ma nieco inne podejście do życia, woli spokój, harmonię, odpoczywa na Podlasiu, chociaż dobrze sobie radzi też w Wilnie. Te dwa miejsca stanowią jej dom i obu potrzebuje, by czuć się szczęśliwą. Gdy trafia do dworu w Jesionce, gdzie roztacza się skrząca od tajemnic atmosfera, życie Olgi ulega stopniowym zmianom. Zmienia się też ona sama, co ciekawie się obserwuje. Kolejnymi postaciami, bez których nie mogłoby być tej opowieści są Leszek, Lorena, Liam i Michalina. Są charakterystyczni i dobrze się ich poznaje. Nie zabrakło też bohaterów wzbudzających negatywne emocje, takich jak chociażby Wioletta, matka Daliusa.

W fabułę wpleciona jest pewna stara historia i to ona jest głównym motywem. Dzięki niej opowieść nabiera barw, mieni się tajemnicami niczym skrząca od promieni słońca tafla pięknego jeziora. Dodaje aury tajemniczości, osnuwa atmosferą pełną magii, zachęca do dalszej lektury, daje do myślenia. Poznajemy ją krok po kroku, odkrywając stopniowo kolejne jej elementy, które dopiero na sam koniec dają pełen obraz. Obraz piękny, romantyczny i ogrzewający serce.

„Ten sam kwiat widziany przez dwie różne osoby każda z nich będzie postrzegać inaczej. Nie ma dwóch identycznych uczuć i jednakowych myśli. Świat jest bowiem różnorodnością i nieustannym przepływem.” str. 581

Autorka lekko i w interesujący sposób snuje opowieść, która niesie ze sobą nadzieję, daje do myślenia, ale też uświadamia, że nie wszystko będzie wyglądać tak, jak sobie zaplanujemy. Życie jest pełne niespodzianek, także tych mało przyjemnych, niosących ból i smutek. Nie da się tego uniknąć, a niektóre decyzje, które w danym momencie wydają się słuszne, mogą okazać się błędem i nieść konsekwencje na kolejne lata. W końcu nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co kryje się za zakrętem. Można jedynie starać się patrzeć w przyszłość z optymizmem, bo gdy kończy się jeden etap, zaczyna się nowy, z nowymi szansami na szczęście. Książka spełniła moje oczekiwania i zachęciła do poznania pozostałych tomów serii.

„Dwór rusałek” to opowieść osnuta tajemniczością, misternie spleciona z losów jej bohaterów, które poznaje się z zaangażowaniem i rosnącą ciekawością. Na uwagę zasługuje klimat opowieści, pełen magii, zagadkowy, ale równocześnie miejscami niepokojący, ciepły i poprawiający nastrój. Jeśli szukacie pozytywnej lektury osaczającej tajemnicami, ciekawej, z dobrze poprowadzonym wątkiem romantycznym - wszystko to znajdziecie w tej książce.

środa, 31 marca 2021

"Pod gołym niebem. Żyj w rytmie natury" Markus Torgeby

Tytuł: Pod gołym niebem. Żyj w rytmie natury
Autor: Markus Torgeby
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 192

Człowiek na co dzień nie zastanawia się nad tym, jak wiele dobra niesie dla niego kontakt z naturą, nie docenia jego wpływu. W codziennej rutynie, zabieganiu, rozwiązywaniu problemów po prostu o tym zapominamy skupieni na tym, co dzieje się wokół. Kiedy ostatnio patrzyliście w nocy na rozgwieżdżone niebo? Kiedy widzieliście piękny i kojący zachód słońca? Tymczasem natura może stanowić prawdziwe źródło ukojenia, dawać siłę, pomóc odetchnąć, oczyścić głowę zasypaną negatywnymi informacjami i być może dostrzec rozwiązanie, którego wcześniej nie widzieliśmy przytłoczeni i zagubieni. Na dobro z niej płynące zwraca uwagę Markus Torgeby w swojej najnowszej książce. Doświadczył tego sam, gdy w trudnym dla niego momencie zostawił miasto i zamieszkał w jämtlandzkiej puszczy. Teraz z sentymentem wspomina ten czas, chociaż na co dzień nadal stara się korzystać z dobrodziejstw natury.

Z niecierpliwością wyczekiwałam tej książki, gdyż bardzo byłam jej ciekawa. Takie książki motywują, dodają energii i pokazują nowe możliwości, dają inspirację. Nie słyszałam wcześniej o autorze, więc tym bardziej zainteresowała mnie jego historia. Wspomnę w skrócie już na samym początku, że moje oczekiwania względem tej publikacji zostały spełnione.

Po inspirującej przedmowie autora, poznajemy jego historię i opowieść na temat tego, co sprawiło, że zmieniło się jego podejście, że zaczął dążyć do harmonii a w jego życiu zagościł spokój w kontakcie z naturą. Nie bez początkowych obaw i zagubienia, jemu też towarzyszył lęk i chwile zwątpienia. Trochę trwało zanim je pokonał i jego życie się zmieniło. Dalsza część to już konkretne aspekty związane z takim życiem, czyli przykładowo przygotowywanie posiłków, suszenie ubrań, legowisko, rozpalanie ognia, czy wysiadywanie na pieńku (które jednak w tej opowieści odgrywa ważną rolę). W każdym rozdziale znajduje się garść praktycznych porad, ciekawostek, refleksji. Dobrze się je poznaje i wręcz ma się ochotę wypróbować w praktyce, poczuć ten spokój i harmonię, poczuć na własnej skórze dobrodziejstwa płynące z kontaktu naturą, poczuć zapach świerkowych gałązek służących za legowisko. To muszą być niesamowite i zapadające w pamięci wrażenia i odpoczynek od codziennych problemów.

„Karmimy się ogromną ilością wrażeń. Jesteśmy pod stałą presją i pędzimy przed siebie, żeby nadążyć. Dopóki coś nas napędza i nie brakuje nam jedzenia, przemy do przodu, ale jednocześnie dziwimy się, dlaczego życie nie działa tak, jak byśmy sobie życzyli. Dlaczego nie jesteśmy szczęśliwi? Sądzę, że dzieje się tak dlatego, że szukamy szczęścia, podczas gdy powinniśmy poszukiwać sensu.” str. 56

Książka została starannie wydana. Twarda, barwna oprawa zachęca do lektury, w trakcie której obok tekstu wzrok przyciągają zdjęcia wykonane przez Fridę Torgeby. Wszystko to sprawia, że dobrze odbiera się to, co autor chce nam przekazać. Każdy element jest dopracowany a zdjęcia dobrze komponują się z treścią. Myślę, że to ten rodzaj publikacji, do której warto wracać co jakiś czas, przypomnieć sobie, co tak naprawdę ma znaczenie, odnaleźć sens.

Autor wspomina też o tym, że on sam żyje jakby w dwóch światach. Jeden, to ten, który znamy na co dzień, drugi z zapachami lasu, w kontakcie z naturą. To pokazuje, że niekoniecznie z jednego trzeba rezygnować, każdy jest inny, każdy ma swoje wady i zalety. Ważne by odnaleźć sens, znaleźć chwile dla siebie, odpocząć od codziennej gonitwy. Niby to takie proste, ale jednakże często o tym zapominamy.

„Pod gołym niebem. Żyj w rytmie natury” to pięknie wydana, inspirująca i wypełniona wartą poznania treścią lektura. Pokazuje, że warto odetchnąć, odnaleźć sens, poczuć trawę pod stopami, spojrzeć na rozgwieżdżone niebo nad nami, poczuć zapach lasu, posłuchać śpiewu ptaków. Natura, która nas otacza jest niesamowita, może dać nam siłę i pozwolić odetchnąć, otrząsnąć się z tego, co nas przytłacza. Warto spróbować, znaleźć chwilę dla siebie, odnaleźć sens i harmonię, których często zaczyna nam brakować. Zachęcam Was do tej pięknej i inspirującej książki.

sobota, 31 października 2020

"Kobiety z Vardø" Kiran Millwood Hargrave


Tytuł: Kobiety z Vardø
Autor: Kiran Millwood Hargrave
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 400

Tragedia, która rozegrała się na wyspie Vardø zimą 1617 roku dotknęła wszystkie jej mieszkanki. W jednym momencie, niespodziewanie morze zabrało czterdziestu mężczyzn, którzy wypłynęli na połów. Kobiety zostały same, bez opieki, bez pomocy i by przetrwać muszą zawalczyć o siebie, zacząć wykonywać pracę mężczyzn, by zdobyć pożywienie. Maren wraz z częścią kobiet z wioski muszą szybko otrząsnąć się po stracie, wyruszając na połowy i mimo zimna i ciężkiej pracy ich przyszłość zaczyna przybierać jaśniejsze barwy, do czasu, gdy na wyspę przybywa Absalom Cornet, łowca czarownic. Gdy raz zostaje się posądzonym o czary nie ma odwrotu, a niewiele trzeba by zostać oskarżonym.

Gdy zobaczyłam informację o najnowszej książce pisarki, przypominałam sobie te, które przeczytałam wcześniej, czyli „Dziewczynka z atramentu i gwiazd” oraz „Wyspa na końcu świata”. Ta jest inna, ponieważ to pierwsza książka autorki skierowana do dorosłych. Sam pomysł oparcia fabuły na prawdziwych wydarzeniach dotyczących polowania na czarownice i posądzania niewinne kobiety o czary, przyciąga uwagę, chociaż zapowiada też wiele mroku.

„Towarzyszy temu nieustający syk, krzyk, pisk” „Wiedźma, wiedźma, wiedźma!”. Zebrana ciżba to przeważnie przyjezdni – obrażają kogoś, kogo w ogóle nie znają, kto nigdy nie wyrządził im żadnej krzywdy. Maren czuje się jak w stadzie spanikowanych reniferów.” str. 349

Wszystko zaczyna się od sztormu, który w jednym momencie pochłania wielu rybaków, pozostawiając same kobiety w osadzie. Kobiety muszą szybko zacząć sobie radzić, zdobywać pożywienie, zadbać o swoją przyszłość. Nie jest to łatwe zadanie i nie każdy akceptuje ich podejście. Fabuła jest ciekawa, z zaangażowaniem śledzi się to, co dzieje się na wyspie, poznając codzienne życie a równocześnie podziwiając samozaparcie i chęć do działania. Czuć też, że zbliża się mrok, że zaradność tych kobiet może być źle odebrana, wzbudzać złość i niechęć, bo przecież tak nie powinno być. Bo kobieta zdaniem niektórych nie może przecież sobie radzić sama, podejmować ryzyka, dokonywać wyborów. Takiego zdania jest właśnie komisarz, który przybywa na wyspę w określonym celu. Ambitny, bezwzględny, okrutny.

Pisarka dobrze nakreśliła sylwetki bohaterów, którzy mają swoje słabości, chwile zwątpienia, nie są bez skazy. Dobrze odbiera się emocje od nich płynące, co jest zaletą, ale to też sprawia, że mocniejsze wydarzenia stają się jeszcze bardziej przerażające, czuje się bezsilność, frustrację, strach, poczucie niesprawiedliwości. Poza głównym wątkiem ukazane są też relacje, codzienność, zwyczaje. W gronie bohaterek wyróżniają się Maren i Ursa, tak różne, niemal z dwóch różnych światów, których los splótł ścieżki. Jest też Fru Olufsdatter, czy silna, charyzmatyczna Kristen. Należy wspomnieć też o postaciach wzbudzających negatywne emocje, takich jak Toril, czy Absalom. Trochę postaci jest do poznania, lecz to one spajają tę opowieść.

Książkę czyta się dobrze, zarówno za sprawą bohaterów, dobrze przedstawionych wydarzeń i wielu emocji, które z niej płyną. Opowieść poprowadzona jest swobodnie, lekkim językiem, porusza trudne tematy, daje do myślenia. 

„Kobiety z Vardø” to powieść, która działa na wyobraźnię, skłania do refleksji i obrazuje tragedię, która dotknęła tak wiele osób. Ukazuje też okrucieństwo, ludzką zawiść, niesprawiedliwość, zaślepienie. Poruszająca lektura, mocna i zapadająca w pamięci zarówno za sprawą wydarzeń, które przedstawia, ale też scenerii, w której się rozgrywają.

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

"Wariat na wolności. Autobiografia" Wojciech Eichelberger

Tytuł: Wariat na wolności. Autobiografia
Autor: Wojciech Eichelberger
Wydawnictwo: Znak literanowa
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 352

Trudno jest pisać o własnym życiu, popełnianych błędach, porażkach. Nie każdy potrafi się do nich przyznać i ma na tyle odwagi, by takie informacje upublicznić, by odsłonić twarz i powiedzieć: taki jestem bez względu na to, jak to zostanie odebrane. Dlatego godni podziwu są ludzie, którzy chcą szczerze opowiedzieć o swoim życiu, bez ubarwień i idealizowania, przedstawiając w nim zarówno porażki, jak i sukcesy. Wojciech Eichelberger jest znanym i cenionym psychoterapeutą, autorek książek i felietonów. Prowadzi także warsztaty cieszące się popularnością oraz jest jednym z współtwórców Laboratorium Psychoedukacji i Instytutu Psychoimmunologii. Teraz w autobiografii postanowił podzielić się z czytelnikami swoimi sukcesami i porażkami, błędami, chwilami słabości, radościami i przemyśleniami. Szczerze opowiada o tym, co sprawiło, że jest taki, jaki jest i jak wyglądała droga, która doprowadziła go do punktu, w którym dziś się znajduje.

Tę autobiografię chciałam przeczytać, odkąd zobaczyłam jej zapowiedzi. Z ciekawością sięgam po biografie, ponieważ zazwyczaj są inspirujące i dające do myślenia. Czasem ludziom się wydaje, że jak ktoś odniósł sukces, to znaczy, że miał szczęście a jego życie usłane było różami. To proste wytłumaczenie, ale często nieprawdziwe. Wcale tak nie musi być, często jest wręcz przeciwnie, sukces wymaga wiele pracy i pokonywania trudności a droga do jego osiągnięcia jest wyboista.

„Zadecydowała moja psychologiczna ciekawość i gotowość do podejmowania ryzykownych społecznie eksperymentów, co wiele razy w moim życiu dostarczyło mi ciekawych wrażeń, nie oszczędzając przy tym kłopotów.” str. 18

Książka rozpoczyna się już oryginalnie gdyż zamiast słowa wstępu zawiera rozmowę Wojciecha Szczawińskiego z autorem. Ten fragment wyjaśnia, z jakich powodów powstała autobiografia. Dalsza część książki to już opowieść autora o swoim życiu, chociaż wplecione są w nią także rozdziały zawierające fragmenty rozmów obu panów, co dodatkowo wzbogaca treść. W publikacji nie zabrakło także czarno białych zdjęć przedstawiających autora w różnym wieku, czy też chociażby jego bliskich.

Autor opowiada ciekawie, lekko przedstawiając istotne wydarzenia, lecz także wplatając własne przemyślenia na różne tematy. Co równie ważne, plastycznie kreśli także obraz czasów, w których rozgrywają się wydarzenia. Trudnych czasów powojennych, odbudowywania Warszawy, czy okresu PRL-u. To ciekawa podróż do dawnych czasów, tak odmiennych od dzisiejszych. Jednocześnie przedstawione są też bliskie autorowi osoby i różne relacje. Od młodości, przez dorosłość, aż do chwili obecnej a wszystko to razem tworzy barwny obraz życia człowieka, który jest dziś znanym i cenionym psychoterapeutą. Oczywiście nie zabrakło także informacji dotyczących początków zainteresowania psychologią i rozwoju w tym kierunku.

„Umrzeć nie jest trudno, pod warunkiem że nie trzymasz się kurczowo tego, co nazywasz życiem. Jest tak, jakby w wielkim teatrze nagle zgasło światło. Odkrywasz wtedy, że nigdy nie było w nim nikogo prócz ciebie.” str. 311

„Wariat na wolności. Autobiografia” to jak już sam tytuł wskazuje ciekawa, szczera i skłaniająca do przemyśleń autobiografia, w której autor nie boi się poruszać trudnych tematów, bez upiększeń, z dystansem i w swoim stylu. Nie brak w niej barw życia i przemyśleń. Z przyjemnością przeczytałam tę książkę i Wam także ją polecam.

poniedziałek, 1 lipca 2019

"Kolory pawich piór" Jojo Moyes

Tytuł: Kolory pawich piór
Autor: Jojo Moyes
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 528
Data premiery: 3.07.2019

Życie to w pewnym sensie pogoń za szczęściem, które w zależności od szukającego przybiera różną formę. Szukają go wszyscy, lecz nie każdy je odnajduje a sama droga do szczęścia może przynieść wiele bólu i chwil zwątpienia. Athene to niespokojna dusza. Ma kochającego męża i zamożną rodzinę, lecz to jej nie wystarcza. Wciąż czegoś jej brakuje, wywołuje kolejne skandale. Ostatni to ucieczka od męża z innym mężczyzną. Dlaczego? Jak to się zakończyło? O tym nikt z rodzony nie chce mówić. Wiele lat później z rodzinnym sekretem musi zmierzyć się Suzanna Peacock, równie zagubiona, chociaż pozornie pewna siebie i mało przystępna. Czy Suzanna odnajdzie drogę do szczęścia i co ono dla niej oznacza?

Dwukrotnie już spotkałam się z twórczością Jojo Moyes i obie powieści („Ostatni list od kochanka” oraz „Srebrna Zatoka”) wywarły na mnie pozytywne wrażenie za sprawą emocji i magii codzienności, którą rozsiewają. Można by więc stwierdzić, że wiedziałam czego się spodziewać sięgając po kolejną powieść tej pisarki. Po części tak z pewnością było, lecz nie do końca. Czy książka okazała się równie dobra, jak poprzednie?

Twórczość pisarki zawsze będzie mi się kojarzyła z emocjami i dobrze nakreśloną warstwą psychologiczną, dzięki czemu czuje się więź z fikcyjnymi bohaterami. Czasem zastanawiam się, czy to tylko wyobraźnia autorki, czy też czerpie ona inspiracje z historii poznawanych ludzi. W jej książkach można odnaleźć wiele życiowych wydarzeń i problemów, z którymi wiele osób na co dzień musi się mierzyć. Tym razem też ich nie zabrakło, chociaż odczułam też pewien niedosyt podczas lektury. Być może za sprawą mniejszego nacisku na przedstawienie wydarzeń rozgrywających się w przeszłości, a związanych z Athene i Vivi. Moim zdaniem niektóre fragmenty zostały potraktowane trochę zbyt powierzchownie. Natomiast czasy współczesne, czyli los Suzanny to już zupełnie co innego. Dobrze odbiera się jej emocje, rozterki. Postać jest wyrazista, przedstawiona w chwilach radości i smutku. Wciąż szuka swojego miejsca. Czy będzie miała odwagę, by o nie zawalczyć?

W moich myślach na długo pozostanie postać Jessie, której żywiołowość, pozytywna energia i poruszający los odcisnęły piętno na każdym, kogo spotkała. Zazwyczaj uśmiechnięta, chętna do pomocy, pogodzona z losem, z głową pełną pomysłów i równocześnie dużym bagażem doświadczeń. Pojawia się jak promyk słońca tam, gdzie można porozmawiać i wesprzeć inną osobę. Na uwagę zasługuje też Vivi i jej postawa. Nie każdy zdobyłby się na takie działanie. Bohaterów jest znacznie więcej, lecz to kobiety wiodą prym w tej opowieści i głównie o nich ona jest a ich historie poruszają, wzbudzają podziw, ale też niezrozumienie, brak akceptacji i niechęć. W końcu niezależnie od czasów, w których rozgrywają się wydarzenia ludzie wciąż poszukują szczęścia, czasem nie bacząc na konsekwencje swoich czynów i uczucia innych.

W tej powieści, tak jak i w poprzednich książkach autorki, można znaleźć pełen wachlarz życiowych problemów, codziennych smutków i radości, jak też ludzkich dramatów. Nie ma łatwych wyborów, nic nie jest czarno białe. Autorka poruszyła też tradycyjnie wiele ważnych, chociaż też trudnych tematów.

„Posłuchaj, znam go, on nie jest taki. Czuje się zagrożony, ponieważ dalej się kształcę, myśli, że kiedyś każę mu się przez to zmywać. Poza tym jest też to miejsce, również coś nowego. Wiem, że sama nie ułatwiam mu sprawy….” str. 220

„Kolory pawich piór” to wielowątkowa, oryginalna i pełna emocji lektura, która pozostawia co prawda pewien niedosyt ze względu na mniej rozwinięte niektóre wątki, ale też przyciąga i zaciekawia. Warto dać jej szansę, by poznać Suzannę i jej historię oraz zajrzeć do jej barwnego sklepu Pawi Zakątek, w którym za ladą można spotkać uśmiechniętą Jessie. Książka porusza i otwiera oczy na wiele problemów oraz ukazuje, że niezależnie od wieku warto wykazać się odwagą, by zacząć prawdziwie żyć.

piątek, 28 czerwca 2019

"Hanka. Pierwsza powieść o Ordonównie" Katarzyna Droga

Tytuł: Hanka. Pierwsza powieść o Ordonównie
Autor: Katarzyna Droga
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 356

Pierwsze wyjście na scenę wiąże się z ogromną tremą. Może okazać się motywujące, ale też zupełnie zniechęcić. Jej pierwszy występ okazał się całkowitą klapą. Przestraszona, bez doświadczenia i dobrego przygotowania wyszła na scenę pełna nadziei, a zeszła z niej ze łzami w oczach. Muzyka ją ogłuszyła, głos zamarł. Widziała drwiące uśmiechy, słyszała gwizdy. To jednak jej nie pokonało. Chciała śpiewać, chciała mieć solówki a nie tracić wzrok przy maszynie do szycia jak jej matka. Chciała od życia czegoś więcej, czerpać z niego garściami. Postanowiła przekonać wszystkich, że się mylą, że stać ją na więcej i może osiągnąć sukces. Długo nie trzeba było na to czekać. Po upływie dziesięciu lat mówili o niej wszyscy. Stanowiła wzór dla kobiet, a mężczyźni wodzili za nią wzrokiem. Jak wyglądała jej droga od porażki do sukcesu?

O Hance Ordonównie niewiele wiedziałam przed przeczytaniem tej książki, a że chętnie poznaję biografie, to z ciekawością rozpoczęłam lekturę. Okazała się ona emocjonująca i inspirująca za sprawą losów słynnej piosenkarki i aktorki. Jej historie porusza i uświadamia jak ważne jest podążanie za głosem własnego serca.
„To był jej żywioł, tego chciała. Kochała scenę i oklaski, chociaż wiedziała, że musi być bardzo ostrożna w tym świecie, w którym kobiety były równie bezwzględne, jak piękne i trzeba umieć przeżyć wśród krokodyli. Uczyła się dbać o swoje interesy.”  str. 140

Hanka Ordonówna, z domu Pietruszyńska urodziła się w rodzinie mało zamożnej. Patrzyła jak jej mama traci wzrok nad maszyną do szycia i rodziło się w niej pragnienie zmiany, życia tu i teraz bez zbędnego zamartwiania się o jutro. Patrząc na początki jej kariery aż trudno uwierzyć, że tak wszystko dalej się potoczyło. Trudno powiedzieć, czy to tylko za sprawą jej determinacji, może także szczęścia i ludzi, których spotykała na swej drodze. Ludzi pomocnych, ale też zdradliwych i zawistnych. Każdy sukces, nawet ten najmniejszy, każda też porażka kształtowały jej charakter. Jej ścieżka nie była usłana różami i nawet, gdy odniosła sukces nadeszły lata wojny, które także mocno ją doświadczyły. Jej historia warta jest poznania i zapamiętania, gdyż ukazuje kobietę silną i odważną, ale równocześnie wrażliwą i uczuciową. Pokazuje, jak bardzo można odmienić swoje życie, niekoniecznie poprzez koneksje, ale poprzez ciężką pracę i determinację.
„Zbyt dobrze pamiętała dzieciństwo na Żelaznej, bladą cerę matki i jedyny w ciągu dnia posiłek w szkole baletowej. Kto raz głodował naprawdę, nigdy tego nie zapomni.” str. 195

Autorka świetnie przedstawiła główną bohaterkę. Odnosi się wrażenie jakby to była bliska osoba, której los nie jest czytelnikowi obojętny. Z tego też powodu z dużym zainteresowaniem uczestniczy się w kolejnych wydarzeniach, które dostarczają sporo emocji. Jednocześnie można na stronach powieści spotkać inne znane osoby, które stanowiły grono bliskich, czy też znajomych Hanny Ordonówny. Wśród nich jest hrabia Michał Tyszkiewicz, Julian Tuwim z żoną, dyrektor Boczkowski zwany Fają, Bodo, Zula Pogorzelska, czy zapadająca w pamięci Bajkosia.

Na uwagę zasługuje też tło, czyli tak ceniona przez piosenkarkę Warszawa, za którą tęskniła będąc gdzieś dalej. Miasto tętniące życiem, piosenką, kabaretem, zabawą. Ciekawie się je obserwuje i śledzi zmiany wówczas zachodzące. Tak jakby było się tam i przechodziło jego ulicami chociażby do sławnego „Qui Pro Quo”, w którym za chwilę wystąpi oczekiwana Ordonka.

„Hanka. Pierwsza powieść o Ordonównie” to zaskakująco emocjonująca książka ukazująca skrawek życia słynnej piosenkarki i aktorki oraz Warszawę lat dwudziestych, w których rozkwitały kabarety i ceniono dobrą piosenkę. Życiowa, inspirująca i zapadająca w pamięci. Otula pozytywną energią i jednocześnie pozwala poznać historię kobiety odważnej, podążającej za marzeniami, ale też porywami serca. Zachęcam do lektury.

piątek, 8 lutego 2019

"Sprawa dla koronera" John Bateson

Tytuł: Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu,
który codziennie spotyka śmierć
Autor: John Bateson
Wydawnictwo: Znak literanowa
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 416

Praca koronera nie należy do prostych i nie jest dla każdego. Liczą się w niej nie tylko mocne nerwy i skrupulatność, ale także empatia i wrażliwość. Są ludzie, którzy wykonują ten zawód przez wiele lat mimo, że każdy dzień to styczność ze śmiercią, tragedią ludzką i odmienną historią. Ken Holmes całą karierę zawodową związał z tym zawodem i teraz opowiada zarówno o samej pracy, ale także o różnych sprawach, które rozwiązywał.

„Koroner ma do czynienia ze śmiercią, ale jego zadaniem jest znalezienie odpowiedzi dla żywych.” str. 16

Książka zainteresowała mnie od razu gdy zobaczyłam ją w zapowiedziach, gdyż ukazuje kulisy pracy trudnego, ale niezwykle ważnego zawodu. Od razu rodzi się wiele pytań. Co skłania kogoś do wybrania takiej ścieżki zawodowej? Jak taka praca wygląda w rzeczywistości? Od razu też przypomniała mi się seria książek Simona Becketta o antropologu sądowym, która wywarła na mnie duże wrażenie.

Ken Holmes przez niemal czterdzieści lat pracował jako koroner w hrabstwie Marin i historie, które opowiada czasem wydają się niewyobrażalne. Wyjaśnianie niektórych z nich zajęło wiele lat, czasem pomagał w tym drobiazg, który mógł zostać przeoczony. Odkrywanie przyczyn zgonu i ocena, czy jest to morderstwo, czy samobójstwo to także olbrzymia odpowiedzialność. Każdy szczegół może mieć znaczenie, dlatego bardzo też liczą się umiejętności analitycznego myślenia. Równie ważnym i trudnym momentem jest poinformowanie rodziny zmarłego. Każda historia jest inna, ale nacechowana bólem po stracie bliskiej osoby.

W książce zaprezentowane są nie tylko najtrudniejsze przypadki, które w trakcie pracy rozwiązywał Ken Holmes, lecz w ciekawy sposób przedstawione są też wszystkie elementy związane z prowadzeniem biura koronera i z problemami, z którymi pracownicy muszą sobie radzić. Wiele można się na ten temat dowiedzieć, ale w sposób, który wzbudza zainteresowanie i nie nuży.

„Jeśli płynie z tego jakiś ogólny wniosek, to chyba taki, że edukacja koronera odzwierciedla nasze własne dochodzenie do prawdy o życiu i śmierci. Są one ze sobą nierozerwalnie splecione i choć celebrujemy to pierwsze, a drugie opłakujemy, nasze istnienie zawiera w sobie jedno i drugie – i tak już będzie zawsze.” str. 378

Wiele z historii opowiadanych przez koronera na długo pozostanie w mojej pamięci. Jedną z nich jest sprawa Tammy Vincent, kolejna dotyczy Sammie Marshalla. Na końcu książki znajduje się wykaz spraw, którymi zajmowało się biuro koronera w hrabstwie Marin. Lista ta zajmuje kilkanaście stron, co w pewien sposób obrazuje z jak wieloma przypadkami jego pracownicy mieli do czynienia.

„Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć” to książka interesująca, poruszająca i dająca do myślenia. Obrazuje codzienność pracy koronera, jak też różne aspekty związane z prowadzeniem jego biura. Uzmysławia jak wymagający jest to zawód i jednocześnie jak ważną rolę odgrywa. Książka zaciekawia, zaskakuje i otwiera oczy na różne oblicza tej profesji. Polecam.

wtorek, 1 stycznia 2019

"Srebrna Zatoka" Jojo Moyes

Tytuł: Srebrna Zatoka
Autor: Jojo Moyes
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 512
Data premiery: 14.01.2019

Srebrna Zatoka to urocze miejsce z dala od chaosu dużych miast i ich rozrywek. To tu można kontemplować naturę, napawając się jej pięknem, odetchnąć, nabrać sił obserwując delfiny. Przy odrobinie szczęścia można też zobaczyć olbrzymie i łagodne humbaki. Do miejsca takiego jak to można też uciec, gdy przeszłość przytłacza, tak jak to zrobiła Liza. Zostawiła wszystko za sobą i przeniosła się do tego australijskiego zakątka by zapomnieć i dać sobie szansę na lepszą przyszłość. Los jednak bywa przewrotny i stawia na jej drodze Mike’a, mężczyznę pewnego siebie, biznesmena, który sprawia, że złudne poczucie bezpieczeństwa legnie w gruzach, a przeszłość wraca ze zdwojoną siłą.

Po przeczytaniu powieści „Ostatni list od kochanka” wiedziałam, że po tak udanym pierwszym spotkaniu z twórczością pisarki, chętnie powrócę do jej książek. Czy ta powieść okaże się dla mnie równie satysfakcjonująca?

Po raz kolejny autorka sprawiła, że zapomniałam o tym, co dzieje się wokół i tym razem od samego początku. Od razu czytelnik przenosi się do niezwykłego miejsca w Australii, jego mieszkańców i ich problemów. Można by pomyśleć, że w tak pięknym miejscu wszyscy są szczęśliwi i spokojni – nic bardziej mylnego, tu także rozgrywają się mniejsze, bądź większe ludzkie dramaty. Każdy z mieszkańców przeżywa chwile słabości, zwątpienia, radości i zwycięstwa. Każdego historia jest inna, ale warta poznania. Autorka świetnie oddała klimat tego miejsca, w którym ludzie często znają się od wielu lat, ale równocześnie szanują swoją prywatność, nie zadają zbędnych pytań, gdy ktoś nie chce o sobie mówić. Są między nimi nieporozumienia, lecz czuć, że łączy ich pewna nic zażyłości, poczucie wspólnoty, co daje siłę do walki z przeciwnościami losu. Widać to wyraźnie, gdy zaczyna dziać się coś niepokojącego.

Fabuła jest wielowymiarowa i mimo, że dotyczy w głównej mierze Lizy to składa się z historii każdego z bohaterów. Wszystko jest na swoim miejscu, przemyślane i misternie połączone. Całość tworzy skomplikowany wzór składający się z życiowych wydarzeń, emocji, trudnych wyborów i ich konsekwencji. Niesie wiele momentów skłaniających do refleksji i ukazujących, że mimo analizowania różnych scenariuszy, które mogą się wydarzyć i martwienia się tym, to i tak los może zaskoczyć i potoczyć się w kierunku, którego wcale nie brało się pod uwagę. Nawet, gdy ucieknie się na drugi koniec świata to nie da się całkowicie odgrodzić od przeszłości, gdyż ona jest w nas. Może się zdarzyć, że i tak wszystko, czego się obawialiśmy powróci. Zarówno by od tego uciec, jak by stawić temu czoło potrzebna jest odwaga. Jaką drogę wybierze Liza? Co ją tak przytłacza? Co się wydarzyło w jej przeszłości? Autorka poruszyła też ważny temat, który stanowi integralną część fabuły, a mianowicie wpływ ludzi na tak piękne miejsca jak Srebrna Zatoka.

„Hannah wyciągnęła ręce w moim kierunku, a kiedy się odwróciłem, latarka znów oświetlała około piętnastu metrów widmowej sieci, ciągnącej swój makabryczny, bezbronny łup. Ciarki mi przeszły na myśl o jej szerokości w pionie, o tym, ile stworzeń umiera w niej cicho w tym momencie, i o wielorybnikach, załogach tych statków, próbujących uwolnić z sideł te zwierzęta, które jeszcze żyły.” str. 353

Zalet tej książki jest wiele. Jedną z nich są wyraziści bohaterowie, wykreowani bardzo realnie. Odnosi się wrażenie, jakby dobrze się ich znało, z ich przywarami i silnymi stronami. To oni napędzają fabułę i stanowią jej centrum, dodają blasku i działają na wyobraźnię. Dzięki rozbudowanej warstwie psychologicznej doskonale odbiera się ich emocje i z uwagą śledzi ich wybory. Nie bez znaczenia jest też narracja prowadzona naprzemiennie przez różnych bohaterów, co pozwala spojrzeć ich oczami na wydarzenia. Spoiwem jest też lekki styl pisarski. Trudno byłoby mi wskazać głównych bohaterów, gdyż każdy ma do odegrania ważną rolę i każdy jest inny. Liza, Kathleen, Hannah, Letty, Vanessa, Mike, Greg, czy Nino – wszyscy na długo zagoszczą w mojej pamięci i żal mi się z nimi rozstawać.

„Srebrna Zatoka” to pełna magii codzienności, życiowa i poruszająca opowieść stopniowo wkradająca się do serca i pozostająca w nim na dłużej. Skłania do przemyśleń, ukazując że każdy w swoim życiu popełnia błędy, czy dokonuje złych wyborów, w końcu jesteśmy tylko ludźmi. Życie jednak potrafi zaskoczyć i w chwili, gdy zupełnie się tego nie spodziewamy przynieść nowy początek, rozwiać czarne chmury, dać nadzieję na lepsze jutro. Na szczęście nigdy nie jest za późno. Powieść, mimo pewnej przewidywalności, utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że chcę przeczytać inne książki pisarki.